6 sprawdzonych sposobów na budowanie więzi z dzieckiem

Przyznaję, że tytuł “X sprawdzonych sposobów” rodem z magazynów kobiecych z kolumny “porady na wszystko: napraw sobie życie w 5 minut z naszą gazetą” nadałam dla zwrócenia uwagi. No bo z jednej strony nie da się nauczyć bycia czułym i kochającym, a z drugiej… Może jednak się da? Może budowanie więzi i relacji międzyludzkich, to jednak sztuka otwierania się? Przełamywania własnych barier i wychodzenia ze słynnej “strefy komfortu”? Może jednak jest coś w tym, co mówią o ‘budowaniu charakteru’ i da się go faktycznie… budować?

Warto włożyć czas i wysiłek nie tylko w zapewnianie sobie stabilizacji finansowej, planowanie rozkładu dnia z odpowiednią ilością wypitej wody, ćwiczenia umiejętności odmawiania ludziom w pracy, ale także w… Trening sprawdzonych sposobów budowania więzi z dzieckiem. Takiej więzi, która z biegiem czasu będzie coraz silniejsza, a nigdy słabsza. Która przetrwa trudności – na dobre i na złe – pomimo, że budowana z pominięciem wielkich deklaracji, bo przecież dziecku miłość obiecuje się w zupełnej ciszy, tak po prostu.

Sposoby na budowanie tej więzi wymagają wyłącznie naszego czasu, bo wszystko co fizycznie potrzebne już mamy. Potrzebujemy tylko siebie nawzajem.

 

Walentynki to czas budowania więzi, podzielmy się nią z dzieckiem!

Więź to coś niewidzialnego gołym okiem, ale odczuwalnego każdym centymetrem naszego ciała. Taka relacja oparta na więzi daje dziecku przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. W świecie, gdzie metod wychowawczych są tysiące i każda ma swoich zwolenników (którzy często twierdzą, że konkretna metoda jest jedyną słuszną), czego więcej możemy chcieć od podłoża naszej relacji z dzieckiem jak tego, by czuło się przy nas bezpieczne?

Bycie rodzicem to wyzwanie, nie dlatego że, tak piszą w podręcznikach i mówią w telewizji (wyzwaniem może też być organizacja chrzcin 😉 ). To wyzwanie dlatego, że każda mama i każdy tata musi pracować nad tym, aby ta relacja była oparta na zaufaniu. Łatwo napisać, trudniej zrobić, prawda? Czasem przecież mamy wrażanie, że nie ufamy samym sobie w zagotowaniu wody na herbatę i nie przypaleniu czajnika 😉 Na szczęście dziecko przypomina nam i daje wyraźne sygnały wtedy, kiedy potrzebuje więcej bliskości, wzmocnienia więzi, dłuższych przytulasów. Dzieci komunikują swoje potrzeby. Naszym zadaniem jest nadstawienie uszu i zwrócenie wzroku na te sygnały, które jak wszyscy wiemy, wcale nie są subtelne (które małe dziecko komunikuje się subtelnie?!), ale mogą być przez nas mylnie odebrane.

Ten tekst to instrukcja. Instrukcja wstępu do miłości 🙂 Jeżeli jesteś w punkcie, w którym naprawdę nie wiesz co robić, zacznij od tego, a jeżeli masz to wszystko w małym palcu, to może te walentynki będą dla Was okazją do ogłoszenia 15 lutego (symbolicznie po walentynkach) dniem rodzinnych czułości? 🙂

 

Sposób nr 1: Noszenie (żeby się przyzwyczaił)

Weź, tak na przekór światu, spróbuj w końcu przyzwyczaić to dziecko do noszenia, bo wszyscy chcemy się dowiedzieć jak utrzymać roczniaka na rękach w jednym miejscu przez dłużej niż minutę trzydzieści.

Noszenie to jeden z doskonałych sposobów na budowanie więzi z dzieckiem bez słów. Jak robić to dobrze? Po pierwsze nosimy, kiedy mamy siłę (wiem, że dzieci mają to w nosie, czy my tę siłę mamy, czy też nie, ale na to są sposoby, np. noszenie w chuście). Po drugie nosimy wtedy, kiedy tego potrzebujemy w ramach tulenia. Po trzecie nie nosimy zamiast: chodzenia, zabawy, leżenia i obserwowania.

Moja córka kiedyś poprosiła mnie o przywiązanie do niej jej ulubionej zabawki. Wiem, że widziała jak noszę jej młodszego braciszka w chuście, ale tym razem chodziło jej po prostu o to, żeby mieć wolne ręce. Pochodziła tak przez chwilę po domu, a potem przyszła do mnie i powiedziała: “On czuje się tutaj bezpiecznie”. Nie ma dla mnie piękniejszej laurki dla tulenia, niż ta wypowiedziana szczerze przez dwu i pół letnie dziecko.

 

 

Dziecko noszone czuje się spokojniejsze, jest blisko kogoś, kto zapewnia mu bezpieczeństwo. Nie bójmy się więc łamać schematu. Jeżeli dziecko przychodzi do nas i daje nam wyraźny sygnał, że jego potrzebą jest bycie noszonym (np wyciąga ręce do góry) to na przekór Zośce z czwartego, hopsnij tego malucha w ramiona i przyzwyczajaj go ile sił masz w rękach! A Zośce powiedz, że w ten sposób dbasz o harmonijny rozwój swojego dziecka w obszarze emocjonalnym, ruchowym i społecznym. Jak nie uwierzy, niech poczyta o tym w książkach, np. tu (pssst: wyszukajcie “Noszenie dzieci” Marty Szperlich Kosmali):

No i warto pamiętać o tym, że ludzkie niemowlę w klasyfikacji gatunkowej zaliczane jest do noszeniaków… Któż mógłby się teraz w obliczu tej nowej wiedzy z tym noszeniem kłócić?

mężczyzna (ojciec dziecka) odkurza mieszkanie, dziecko jest w chuście

 

Sposób numer 2: Wspólne spanie (lub zasypianie)

Sprawdzony sposób jak na lenia budować więź z dzieckiem. Pozwólcie sobie na wspólne spanie, lub jeśli z jakichś powodów zdecydujecie inaczej, spróbujcie choć wspólnego zasypiania. Dzieci lubią zasypiać czując się bezpiecznie. Kiedy mówimy o kilkudniowym maleństwie, wspólne spanie to nie tylko przyjemność, ale także czynnik CHRONIĄCY, czyli zmniejszający ryzyko wystąpienia nagłej śmierci łóżeczkowej! Natura wie co robi, kiedy podpowiada rodzicom, że dobrze jest mieć maleństwo przy sobie <3

Wspólne zasypianie z większymi dziećmi daje nam wspaniałą okazję do wysłuchiwania wszystkich skrywanych przez cały dzień spraw. Lubię ten czas, kiedy kładziemy się we czwórkę na naszym łóżku i w ciemności wysłuchujemy zmyślonych piosenek, dziwnych wymyślonych zakończeń znanych nam bajek, przedszkolnych niesamowitych przygód (jak np. opowieść mojej córki o niesamowitej sytuacji, w której Wika pokazała pani przedszkolance nadruk w misie na swojej bluzeczce – czy może być coś ważniejszego od tego? I czy można dostać od dziecka lepszą wskazówkę o tym, co dla niego ważne?).

 

Sposób numer 3: Zabawa z dzieckiem (żeby nie mieć spokoju)

Najbardziej ze wszystkich rzeczy na świecie nie lubię czytać komuś książek. Może i jestem w związku z tym ostatnim człowiekiem na ziemi, który powinien mieć kilkuletnie dziecko, ale tak jest i już. Nic na to nie poradzę. Jest to o tyle paradoksalne, że sama bajki pisałam, nagrywałam do nich audiobooki (udając przy tym różne postaci z owych bajek). Poza tym wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że uwielbiam gadać, buzia po prostu mi się nie zamyka, a za recytowanie wierszy zdarzało mi się wygrać niejedną nagrodę. I kiedy zostałam mamą, nagle okazało się, że czytanie bajki prawdziwemu dziecku jest dla mnie straszliwie… nudne. Taka już jestem i tyle. No chyba, że dziecko zaczyna zadawać pytania i wtedy zaczyna się moja przygoda! Mówię Wam, ile ja wtedy potrafię tam wrzucić wątków społecznych, czy tych związanych z równością szans przeciwnych płci itd. (czuję się wtedy jak pierwszej klasy aktywista wykrzykujący pod sejmem). Postanowiłam więc zostawić niektóre bajki mężowi… A niektóre przywłaszczyłam do czytania sobie. Okazało się po prostu, że nie lubię być biernym odtwórcą czyjejś pisaniny. Dla mnie po prostu ważna była relacja z dzieckiem i rozmowy jakie możemy toczyć kiedy czytamy te bajki. Odkryłam swoją “niszę” i polubiłam ten czas.

To samo w zabawie. Może i w ogóle nie czaję, jaki jest cel podskakiwania i wymachiwania rękami krzycząc w stronę naszej elektronicznej niani: “DAWAJ KAMERKO!”, ale moje dzieci na pewno rozumieją. Więc robię to z nimi. Efekt ostatnich naszych podrygów był dla mnie zaskakująco miły, bo kiedy nie wiem za bardzo jak zająć moje dzieci na podwórku, biorę kredę i rysuje z nimi na asfalcie (czy gdzie tylko się da) kilka kółek. Łączymy te kółka w jeden długi tor i skaczemy po nich z jednego kółka na drugie. Oczywiście zadziwione technologią kredy i asfaltu okoliczne dzieci przyłączyły się do nas w 15 sekund (to niesamowite jak bardzo dzieci teraz bywają zaskoczone, kiedy pokazuje się im, że kreatywność jest możliwa do zastosowania poza ekranem tabletu 😉 ), jednak podejrzliwie przyglądały mi się ukradkiem. W końcu jedno z nich nie wytrzymało i wypaliło: “Pani jest ich mamą?!”, po mojej twierdzącej odpowiedzi dodała “To musi być pani pewnie bardzo młoda, skoro pani tak skacze z nami”. A ja sobie w tym czasie pomyślałam: “Cholera, doskonałą utkaliśmy sobie przykrywkę grzejąc tyłek na kanapie, skoro całe pokolenie dzieci myśli obecnie, że trzydziestoletnia baba nie potrafi, kurde, skakać”. Nie nauczyliśmy naszych dzieci skakać i nie chcemy skakać z nimi, ale oczekujemy, że dadzą nam spokój i będą ‘skakać’ z innymi dziećmi, gdzieś tam, na placu zabaw.

Zadbajmy o tę relację i bawmy się z nimi, a jeśli nie mamy czasu na budowanie fortów i obmyślanie strategii gier, wplatajmy zabawę w codziennie obowiązki. Wspólne pierdółki, to najważniejsze pierdółki, a dla naszych dzieci wszystkie drobnostki mają znaczenie!

 

Sposób numer 4: Angażowanie dziecka w Twoje hobby i pasje (żeby mieć jeszcze mniej spokoju!)

Kontrowersyjne o ile lubisz skakać ze spadochronem, a znacznie mniej kontrowersyjne, jeśli np. lubisz grać w szachy, lub śpiewać. Dzieci (szczególne te malutkie) mają dość ciekawy sposób postrzegania świata, który kończy się często na drzwiach wejściowych do waszego domu. Kiedy dziecko jeszcze nie za bardzo wie, co to znaczy “chodzić do pracy”, lub “iść z kolegami na kawalerski” widzi nas opuszczających mieszkanie lub dom i po zamknięciu drzwi nasz świat dla niego znika. Za drzwiami nie ma nic. Dlatego właśnie ogromną wartość ma zabieranie dziecka od czasu do czasu tam, gdzie spędzamy wolny czas, lub dzielenie się z nim swoimi pasjami.
Lubię śpiewać, więc śpiewam w chórze. I to nie byle jakim, bo to jest chór gospel, gdzie w sumie to nie chodzi o śpiewanie, ale o klaskanie, bujanie się, śmiech, modlitwę i radość. Wychodzę na próby co czwartek i raz na dwa, trzy miesiące zabieram tam moją córeczkę. Ona czuje, że to wyjątkowo moje miejsce i kiedy tylko przekraczamy próg sali prób zmienia się w zupełnie inne dziecko: skupia się wyłącznie na mnie i często wpatruje się w moje oczy z uśmiechem, przytula mnie co kilka minut, bez słów pokazując mi jak szczęśliwa jest, że dzielę się z nią “tym swoim małym światem”.

 

Sposób numer 5: Masaż

Kto z nas nie lubi masażu… A doskonała wiadomość jest taka, że dzieci (od pierwszego dnia życia) także go uwielbiają, a do tego jest to wspaniałe narzędzie do budowania więzi między rodzicem i dzieckiem. Warto zainteresować się masażem shantala, iść wspólnie z dzieckiem na niedrogi kurs, lub po prostu używając oliwki dla niemowląt masować malucha codziennie przed zaśnięciem (albo o takiej porze dnia, która wam odpowiada). To budowanie więzi przez dotyk realizuje się przez wspomniane wcześniej noszenie, tulenie czy wspólne zasypianie i może być doskonałym wstępem do wyrobienia sobie rytuału pomagającemu naszemu dziecku wyciszyć się i uspokoić w trudniejsze dni. Poza tym masaż pomaga dziecku uczyć się swojego ciała, wspomaga jego rozwój sensoryczny.

No same plusy, same plusy!

 

Sposób numer 6: Co w sercu to na twarzy – reaguj na emocje dziecka (i swoje)

O tym pisałam nie raz i napiszę jeszcze 100 razy jeśli będzie trzeba, bo nasze emocje, emocje dziecka, ich wyrażanie i PRZEŻYWANIE jest niezwykle ważne.

A przy okazji proste jak budowa cepa, bo trzeba pamiętać tylko i wyłącznie o tym żeby… Nie włączać przy dziecku modułu apatia + “Mhmmm. Kiedy jesteśmy źli, to na naszej twarzy ma malować się to rozczarowanie z powodu rozbitego wazonu. Kiedy się cieszymy, to śmiejemy się. Nie dawajmy się skusić naszemu wygodnemu “Mhmmm… Posprzątam ten wazon później, a ty idź już spać”. No i kiedy ta emocja już wmaszeruje na naszą facjatę, mamy pełne prawo wyrażać naszą złość i rozczarowanie oraz radość i szczęście. Nazywaj te emocje, mów o nich. To prosta recepta na budowanie kontaktu z dzieckiem, którym dodatkowo będzie zaciekawione, bo nazywając emocje uczymy ich rozpoznawania przez naszego malucha.

 

A co najważniejsze: odpuść sobie, wypocznij i…

…we dwójkę zadbajcie także o swoją relację, drodzy rodzice.

Szczęśliwa mama i tata to szczęśliwe dziecko. Im lepiej nam we własnej skórze, tym więcej mamy cierpliwości i spokoju w codziennych sytuacjach, a co za tym idzie – mniej się wkurzamy. Pisząc o budowaniu poczucia własnego szczęścia wcale nie mam na myśli przejścia na super dietę, wykupienia pakietu na siłowni, czy też sprawieniu sobie wyjazdu do SPA (choć to wszystko bardzo miłe… no może poza dietą). To co mam na myśli to po pierwsze odpuszczenie sobie bycia idealnym rodzicem. Zostawmy to w idealnym świecie celebrytów, a my żyjmy realiami i za popełnione błędy przepraszajmy i uczmy się ich popełniać mniej.

Poza tym pamiętaj o tym, że każdy zasługuje na odpoczynek. Kobiety nieszczególnie w to wierzą i lubią sobie od czasu do czasu zbawić świat tu i tam, dlatego proponuję narzucić sobie pewną dyscyplinę odpoczywania (która ze względu na swoją regularność będzie także do przyjęcia przez mężczyznę). Otóż ustalcie sobie dzień, w którym możecie powiedzieć “pas” i informując o tym wcześniej współdomowników, poproście ich aby… dali Wam spokój 🙂 Jeżeli w Twoim tygodniu szczególnie ciężkie są czwartki, pogadajcie z mężem/partnerem, czy we środy to on przejmie większość wieczornych obowiązków, dając ci niezakłócony czas na kąpiel. Czwartek ogarnijcie razem na pełnych obrotach, a w piątek to Ty przejmij kontrolę nad doprowadzeniem wieczoru do wielkiego finału jakim jest położenie dzieci spać. Nie chodzi mi o to, żebyście byli nieobecni dla siebie nawzajem, ale o to, żebyście pamiętali, że nie każdy dzień z dziećmi jest ciężki jak orka na ugorze i czasem, kiedy jest lekko, można dać tej drugiej osobie czas na relaks. Weekendy polecam wykluczyć z tego planu – kiedy macie wolne, przeżywajcie go z dziećmi na najwyższych obrotach zabawy, spędzania razem czasu, wspólnego leniuchowania i budowania więzi!

 

No i ostatnie i najbardziej istotne: w wychowaniu dzieci najważniejsze są… randki (wiem wiem, pewnie myślałaś, że napiszę coś bardziej górnolotnego, jak “self-reg”, czy “wgląd w swoje potrzeby”). Czasem ciężko mi uwierzyć kiedy słyszę od znajomych, że oni nie mają z kim zostawić dziecka, żeby spędzić wieczór we dwoje raz w miesiącu, a siedzą na przeciwko mnie: pedagoga, wychowawcy, miłośnika wszelkich niemowlaków od dnia zero poczynając… Niestety nie czytam nikomu w myślach, nie znam ich obaw, ale jestem pewna, że gdyby ZAPYTALI lub powiedzieli mi co stoi na przeszkodzie, bylibyśmy w stanie znaleźć rozwiązanie. Nie bagatelizujmy własnej relacji, bo… dzieci uczą się obserwując. Relacji między rodzicami także. Warto im więc pokazywać jak wygląda wspólne życie, dzielenie się obowiązkami, jak wygląda miłość która nie oparta jest na zależnościach finansowych oraz jak po ludzku się pokłócić, a potem przeprosić. To my jesteśmy oknem na świat naszych dzieci, dlatego musimy o siebie dbać.

Sylwia

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

This error message is only visible to WordPress admins

Warning: The account for matkiupadki needs to be reconnected.
Due to Instagram platform changes on March 2, 2020, this Instagram account needs to be reconnected to allow the feed to continue updating. Reconnect on plugin Settings page

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.