W tych wpisach znajdziesz coś na interesujący Cię temat:

Nagła Śmierć “łóżeczkowa” Niemowląt (SIDS) – czy faktycznie NAGŁA?

Wszyscy ludzie mądrzy… przed szkodą? Jak to jest, że tyle słyszy się o syndromie Nagłej Śmierci Łóżeczkowej, a nawet wydaje się, że wielu rodziców jest od niej ekspertami? Jeśli zdarzyło Ci się o niej usłyszeć i jest to coś czego się obawiasz, jako świeżo upieczony rodzić (jakby mało było już obaw, nie?) to zapraszam Cię na małą podróż po uspokajających faktach i statystykach. W prosty i logiczny (mam nadzieję) sposób postarałam się przedstawić garść informacji, która odpowie na pytanie CO TO W KOŃCU JEST TEN SIDS i co zrobić, żeby go uniknąć.

Strach sprzedaje się najlepiej

Jako najważniejszą postanowiłam przedstawić Wam pewną różnicę w polskim tłumaczeniu Syndromu Nagłej Śmierci Łóżeczkowej, który to przetłumaczony z języka angielskiego na polski ma się tak samo do rzeczywistości jak tłumaczenie “Dirty Dancing” na “Wirujący seks”… Otóż amer. SIDS to w rozwinięciu: Sudden Infant Death Syndrome – co dosłownie oznacza: Syndrom Nagłej Śmierci Niemowląt/Noworodków. Nie ma tam nigdzie mowy o czymś “łóżeczkowym”. Polskie tłumaczenie pozwoliło jednak dobudować wiele szalonych teorii opartych właśnie na słowie “łóżeczko” i już od dawna możemy się dowiedzieć, że SIDS to uduszenie się niemowlaka w łóżku spowodowane poowijaniem się w tkaniny (kołdry, koce) znajdujące się wokół niego. Jest to totalna bzdura i nie boję się użyć tak mocnego słowa, ponieważ zrównując SIDS i nasze polskie SNŚL musimy przyjąć ich medyczne definicje, a nie internetowe domysły idealnych matek, ojców, babć, dziadków i cioć, którzy krążą w wirtualnej rzeczywistości siejąc postrach, przed przykryciem dziecka kołdrą. Czemu się tak uczepiłam? Bo jak przekonacie się z tego tekstu – SIDS nie przytrafia się wyłącznie dzieciom śpiącym w łóżeczku. Lekarze posługują się jednak terminem zgodnym z rzeczywistością: Nagła Śmierć Niemowląt 1– także drogi rodzicu, jeżeli ktoś będzie próbował Cię ostrzec przez “Łóżeczkowym bla bla bla” – wiedz, że ten ktoś nie ma o nim pojęcia i nie słuchaj 🙂

Odzierając zatem temat z tej niejasności możemy przejść do dalszej części artykułu, w której możliwie w sposób jak najbardziej zgodny z prawdą zdefiniuję opisywany syndrom – żebyśmy wszyscy mogli zamknąć temat raz na zawsze.

Dlaczego tak bardzo boimy się SIDS i co to jest Syndrom Nagłej Śmierci (Łóżeczkowej) Niemowląt

Odpowiedź jest prosta – SIDS nie ma zbadanej etiologii – co oznacza, że nikt tak naprawdę nie wie skąd się bierze. Czemu tego nie wiemy? Ponieważ SIDS sam w sobie to nie choroba (tak jak np. białaczka, czy gruźlica) – jest to raczej zbiór niefortunnych wydarzeń, które mogą prowadzić do jego wystąpienia.

Śmierć łóżeczkowa jest to nagła śmierć niemowlęcia, której przyczyny nie wyjaśnia badanie autopsyjne, badanie miejsca śmierci ani analiza wywiadu klinicznego. – źródło

Innymi słowy: pewnego razu postanowiono zebrać wszystkie niewyjaśnione przyczyny śmierci dzieci (zaznaczmy, że pod nieobecność rodzica – w takim sensie, że rodzic nie patrzył bezpośrednio na dziecko i nie mógł mu wtedy pomóc) i opisano te zgony jako SIDS. Nie jest to moja wesoła interpretacja, poniżej przedstawiam Wam przyczyny SIDS (jest ich ponad 5 różnych, z których przynajmniej kilka powodowanych jest przebytymi lub trwającymi chorobami dziecka), że SIDS to nie choroba, tylko efekt wystąpienia kilku czynników prowadzących do śmierci (czynników pozornie ze sobą nie związanych). Nic dziwnego, że boimy się czegoś na co nie mamy wpływu… Ale czy faktycznie nic nie możemy zrobić? Czy ten wpływ jest poza naszym zasięgiem? Sprawdźmy.

Przyczyny SIDS – Nagłej Śmierci Niemowląt

Choć lekarze nie są w stanie opisać bezpośrednich przyczyn występowania NŚN zbadali wiele takich przypadków i wyróżnili łączące je okoliczności. Stąd wiemy już, że SIDS nie jest wywoływane przez jakąś jedną konkretną rzecz. Można jednak wyróżnić kilka czynników, które często we spólną całość łączą na przykład wcześniej występujące u niemowląt problemy z układem oddechowym. Zobaczmy sami, przywołując opisane w fachowej literaturze przyczyny SIDS ( w tym miejscu zacytuję ustalenia z II Konferencji Ogólnopolskiej Grupy Roboczej do spraw Nagłych Zgonów Niemowląt (Białystok-Białowieża) tutaj źródło. Mam nadzieję, że jest to źródło dla Was wiarygodne. Materiały z konferencji opracował zespół redakcyjny III Kliniki Chorób Dzieci oraz Zakład Propedeutyki Pediatrii Akademii Medycznej w Białymstoku). Streszczenie przyczyn powołując się na ustalenia lekarzy z Konferencji opisano na polskiej Wikipedii (źródło):

  • niedobór serotoniny;
  • bezdech, który występuje u każdego niemowlęcia i zazwyczaj nie jest niebezpieczny, jednak jeśli się przedłuża, rodzice powinni zareagować;
  • wady serca dziecka;
  • ucisk tętnicy kręgowej − podczas gdy dziecko śpi na brzuszku, gdy podnosi główkę może dojść do uciśnięcia tętnicy i odcięcia dopływu krwi do mózgu;
  • genetyczne podłoże choroby, o czym mogą świadczyć wcześniejsze przypadki w rodzinie;
  • zakażenie niektórymi bakteriami.

Przyczyny te nie są jednak jednoznaczne i nie ma faktycznie potwierdzonego związku z wystąpieniem SIDS. Aby do niego doszło muszą także zaistnieć pewne czynniki ryzyka, a są to przede wszystkim (źródło):

  • młody wiek matki – poniżej 19 lat;
  • wcześniejsze kilkukrotne poronienia;
  • układanie do snu na brzuchu (bez nadzoru);
  • wcześniejsze wystąpienie zespołu u rodzeństwa;
  • nadużywanie narkotyków, kawy lub papierosów przez matkę;
  • bierne palenie;
  • wcześniactwo;
  • okres zimowy – czyli czas obniżonej temperatury i zwiększonej liczby infekcji bakteryjnych;

Jak widać na większość okoliczności SIDS mamy wpływ i możemy je modyfikować, dlatego warto poznać czynniki chroniące i spać spokojnie!

Co ciekawe: jako jeden z czynników mogących wpłynąć na zwiększenie ryzyka wystąpienia SIDS podawane jest “wspólne spanie z rodzicami”. Ten sam czynnik jest opisywany jako jeden z głównych czynników CHRONIĄCYCH niemowlę przed SIDS. Jak to możliwe? To bardzo proste: to nie spanie z dzieckiem powoduje jego śmierć – innymi słowy nie są ważne okoliczności, ale sposób! W przypadku Nagłej Śmierci Niemowlęcia w łóżku rodziców może ją powodować zbyt miękki materac lub złe ułożenie dziecka, natomiast to co może pomagać w zapobieganiu to kontakt z miarowym oddechem matki. Łatwo zatem wyeliminować zagrożenie kładąc dziecko na materacu, w który się nie zapadnie, a przy tym utrzyma dobrą pozycję snu. Poza tym warto dodać, że przytrzaśnięcie niemowlęcia przez rodzica zdarza się niezwykle rzadko i nie jest zaliczane do SIDS – tu macie źródło do tego akapitu, jeśli znacie angielski. Jeśli nie, musicie mi zaufać 🙂

Co może pomóc mi ochronić dziecko?

Krótko – czynnikami chroniącymi są:

Czynnikami ochronnymi są (źródło):

  • pozycja snu na plecach;
  • wspólny pokój z rodzicami, lecz osobne łóżko;
  • używanie smoczka;
  • sztywny materac, bez poduszki;
  • używanie śpiworka dla niemowląt zamiast kołder, koców i innych elementów pościeli.

Pamiętajcie jednak, że w przypadku gdy dziecko do 4 miesiąca życia nie jest pozostawiane samo lub bez nadzoru to zarówno czynniki ryzyka jak i czynniki chroniące mają znikome znaczenie – takie dzieci mogą być przykrywane kocem, bo rodzic zwyczajnie widzi, czy się nim nie nakryło itd. Warto też dodać, że tego typu środki ostrożności powinni podejmować przede wszystkim rodzice dzieci, które chorują, mają problemy z układem oddechowym, urodziły się jako wcześniaki itp.

Bardzo zależało mi aby podrzucić Wam w tym miejscu doskonały cytat, który opisuje różnice kulturowe pod kątem SIDS i tego jak wpływają one na jego występowanie – zobaczcie sami jakie proste i logiczne podejście przemawia przez badaczy (źródło):

W ostatnim 10-leciu zwrócono uwagę, że istnieją różnice regionalne, narodowe i rasowe w częstości występowania SIDS. Najniższe wskaźniki notowano w Hongkongu, mimo że dominuje tam przeludnienie, ubogie warunki życia, częste infekcje i karmienie sztuczne. Znaczne różnice stwierdzano między Wyspą Południową i Wyspą Północną Nowej Zelandii. W Chicago SIDS częściej występował u rasy czarnej niż u białej. Okazało się, że SIDS jest rzadki w społecznościach, w których ze względów kulturowych lub socjalnych niemowlęta nie śpią samotnie. Amerykanie McKenna i Lipsett przywiązują wagę do spania w bliskości matki, jako czynnika pomocnego w kontroli procesu oddychania, zwłaszcza w pierwszym półroczu życia niemowlęcia. Ich zdaniem, pewne znaczenie może mieć “czuciowa mikrośrodowisko”, w którym śpi niemowlę. Być może, pozostawienie niemowlęcia samotnie przez dłuższy czas ogranicza wcześniejsze zauważenie objawów choroby przez rodziców. Chińskie rodziny w Hongkongu, często wielodzietne, niejednokrotnie mieszkają na powierzchni około 16m2. Pozostawienie niemowlęcia samotnie na dłuższy czas jest po prostu niemożliwe. Do mózgu niemowlęcia wychowywanego w takich warunkach dociera wiele bodźców zmysłowych, jak hałas, ruch, dotyk. Prawdopodobnie podczas głębokiego snu (non REM) stymulacja i rytm oddychania są zależne od stymulacji sensorycznej. Również matki bangladeskie, które przyjechały do Wielkiej Brytanii, nigdy nie zostawiają swych niemowląt samotnie. Odwrotne zachowania są typowe np. dla matek walijskich, które dążą do jak najwcześniejszego pozostawiania dziecka w swoim pokoju. Ma to miejsce zwykle na przełomie 2 i 3 miesiąca życia, czyli równolegle ze szczytem SIDS. W świetle powyższych spostrzeżeń, dłuższe pozostawianie niemowląt w samotności może dla niektórych z nich stanowić czynnik ryzyka.

Nie daj się zwariować!

Naukowcy i lekarze są zgodni: przyczyny są nieznane. Jednak wiele się piszę o czymś co jest nieznane… Nic dziwnego – szukamy sposobu na zapewnienie swojemu dziecku bezpieczeństwa. Mam jednak nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu wiesz już, że to nie ochraniacz na łóżeczko dusi niemowlęta, a przypadki przygniatania bobasa we własnym łóżku to miejskie legendy. Ryzyko wystąpienia SIDS spada diametralnie po ukończeniu przez malucha czwartego miesiąca życia.

Co więc zrobić, aby czuć się bezpiecznie? Montując ochraniacz – mocno go przymocuj, tak jak przewidział to producent. Kładąc dziecko na brzuszku obserwuj je. Jeśli w ten sposób śpi – zadbaj o to by w tej pozycji nie miało poduszki pod buzią. Chcesz używać podusi? Ok. Pamiętaj tylko, że musi być płaska, a dziecko na niej powinno leżeć w pozycji na plecach. Nie pal przy dziecku – tutaj nie ma kompromisów. Nie daj się zwariować… Ale używaj głowy.

Żyj pełnią życia i zwyczajnie bądź przy swoim maluszku. Nic więcej nie musisz robić. Śpij spokojnie.

Sylwia

Nie mogę napisać, że ten rok minął

Mija coś bezpowrotnie straconego, a ja zyskałam więcej niż mogłam sobie wyobrazić. I zyskuję z każdym dniem, godziną i minutą, nawet wtedy kiedy śpisz, a my we dwójkę w pokoju obok nie możemy się doczekać aż znowu się obudzisz… Pomimo tego, że jeszcze przed chwilą robiliśmy wszystko, żebyś zasnęła.

Takich tekstów jest wiele, ale ten jest wyjątkowy, bo jest o nas, a przecież nie ma nic bardziej niecodziennego niż sekundy naszego wspólnego życia. Dokładnie rok temu ja zostałam mamą, On został tatą, a Ty? Ty zostałaś czyjąś córką, teraz już wiesz czyją, choć rok później obydwoje dalej jesteśmy dla Ciebie “Ta-ta!”. Jakoś nie mogę przekonać Cię, żebyś mówiła “Ma-ma!”, ale duma mnie rozpiera kiedy słyszę jak odwrócona tyłem do mnie ćwiczysz sobie te dwie sylaby. Dobrze wiem, że Ty nic nie robisz byle jak, więc do póki ‘mama’ nie wyjdzie idealnie będziesz ćwiczyła ją przed zaśnięciem, odwrócona w stronę ściany, myśląc że nie słyszę.

Dokładnie rok temu ktoś w białym kitlu krzyknął “10!” przez stół. Zaraz biegli do mnie trzymając pakuneczek z bijącym serduszkiem, a ja zapomniałam, że mam ręce. Ktoś inny w białym kitlu przypomniał mi, że mogę Cię dotknąć. I obie sobie tak chwilę płakałyśmy, kiedy głaskałam Cię po policzku.

Od tej chwili jesteśmy razem, a Ty jesteś naszym dziewięcio-kilowym barometrem uczuć, który niczym aktorzy w latynoskiej telenoweli nie może się zdecydować czy da się mocniej śmiać i czy da się głośniej płakać, ale gdybyś miała skalę na swoim okrągłym brzuszku, to strzałka zawsze wskazywałaby “10!”.

Charakter masz po mamie, czy po tacie?

Bo te oczy dostałaś od Pana Boga. Nie myślałam, że da się tak patrzeć, jak Ty potrafisz. Przez ten rok przelała się w tych oczach symfonia kolorów, a my zastanawialiśmy się gdzie zatrzyma się to koło fortuny. Były niebieskie, szare, granatowe, chwilę brązowe. I są zielone. Pasują Ci.

Podobno każdy rodzic uważa, że jego dziecko jest najładniejsze, a ja…

W twojej buzi widzę tak wiele na raz, że nie mogłabym powiedzieć “ładna”. Piękna to mało powiedziane, kiedy patrzę jak się uczysz. Zjawiskowa to byle epitet, kiedy się do mnie przytulasz. Urocza to puste słowo, kiedy słucham jak tłumaczysz mi coś w swoim własnym języku. Teraz dopiero rozumiem, co znaczą słowa “Moje dziecko jest najładniejsze”, bo nie chodzi tu o wygląd, czy urok osobisty. To nic innego jak miłość zamknięta w spojrzeniu na Twoją buzię, z wiecznie poobijanym czołem. To zachwyt nad setnym razem kiedy uda Ci się nabić kawałek banana na palec i zjeść go w ten sposób. To uczucie ulgi, kiedy odkryję czemu płaczesz. To troska kiedy zasypiasz na rękach u taty, pomimo gorączki. To jak strzał w dziesiątkę, kiedy uda Ci się pokazać, która z Twoich rączek to stópka.

Dokładnie rok temu zabraliśmy Cię zdrowiutką do domu

Przez rok pokazałaś nam parę razy co to znaczy martwić się. I chociaż nienawidzę jak chorujesz, nie zamienię na nic nieprzespanych nocy, kiedy musieliśmy o Ciebie zadbać bardziej niż zwykle. Teraz kiedy sama choruję… Czy ja w ogóle choruję? Chyba parę razy gorzej się czułam, ale sama nie wiem… Może coś było… Może nie… Od kiedy Ty na nas liczysz nie mamy na to czasu.

Dokładnie rok temu pokazałaś nam co to znaczy odpoczynek po porodzie. Spałaś i jadłaś jak w zegarku. Potem przyszły kolki. Trzy miesiące bez snu? Kto jak nie my! Za wytrwałość przyznaję nam 10 punktów. Minęło i to. Skończyłaś kilka miesięcy i na dobre zaczęłaś poznawać świat. O rany… Gdyby to było takie proste i piękne jak piszą w książkach podróżniczych. Odkrywco, wyzywam Cię, abyś spróbował za pierwszym razem nauczyć się siadać! Za pierwszym razem! Bez prób i poprawiania błędów! Musi ci wyjść natychmiast! Mojej córeczce musi, więc wszyscy działamy według tych samych zasad. Za pierwszym razem masz zagrzechotać tą zabawką. Za pierwszym razem masz włożyć ten klocek do pudełka. Za pierwszym razem masz założyć tę gumeczkę na nadgarstek. Za pierwszym razem masz owinąć ten szaliczek wokół szyi tak, żeby nie spadał. Jeśli się nie uda, to nie ma już drugiej szansy! No… Może jednak spróbuje za chwile…. Ale wtedy też musi Ci ‘wyjść za pierwszym razem’! Taka właśnie jesteś.

Dokładnie rok temu urodziłaś się, żeby pokazać nam, że żadne pieniądze, kariera, plany i marzenia nie są tak wielkie jak Twoje maleńkie serducho.

Biała karta? Kto mówi tak o dzieciach na pewno żadnego nie spotkał. Od chwili kiedy zabiło to Twoje ogromne maleńkie serduszko zmieniasz rzeczywistość wokół siebie z siłą huraganu, więc nikt nie przekona mnie, że to ode mnie zależy kim będziesz w przyszłości. Ja się nie wtrącam. Najlepsze co mogę dla Ciebie zrobić, to pomóc Ci zrozumieć ten szalony świat i dać do rączki kredki, żebyś mogła go kolorować tak jak chcesz. To nie Ty jesteś ‘białą kartą’ – to wszystko wokół Ciebie jest gotowe do pomalowania. Pamiętaj.

Dokładnie rok temu na sali porodowej byliśmy jeszcze we dwójkę.

Tego dnia od północy mieliśmy 8 godzin i 15 minut “w samotności”, a ja w tym czasie zakochiwałam się w Twoim tacie na nowo. Bez cienia strachu na twarzy pomagał Ci się urodzić. I do tej pory nie przestał. Mama, jak mama, troszczy się i kocha, ale kto Cię nauczył jak “robi” papuga? Kto pokazał jak zaginać swój mały paluszek na hasło “pazur lwi”? Kto wyjaśnił, że sowa robi “u-hu-hu!” i przez to dalej zamiast ‘mama’, słyszę zwierzęce odgłosy? Ten ktoś, to Twój tata, który rok temu założył Ci Twoje pierwsze ubranko. Zabrał Cię na pierwszą przejażdżkę w plastikowym szpitalnym łóżeczku. Zaniósł do Twojej pierwszej kąpieli. To ktoś, kto choć nie może tego przed Tobą zdradzić, zrobiłby dla Ciebie dosłownie wszystko… Choć czasem w imię dobrego wychowania udaje, że wcale nie, żeby Cie za bardzo nie rozpieścić.

Dokładnie rok temu zaczęliśmy uśmiechać się do Ciebie

Żeby dziś móc się cieszyć z każdej Twojej miny, które stroisz już jak prawdziwy zawodowiec. Na twojej buzi oprócz uśmiechu pojawia się też dokładnie 10 białych zębów.

Wszystkiego najlepszego Wiktoria

Od jutra zaczynamy odliczać kolejny.

Zaskakująco częstym tematem pojawiającym się wśród przyszłych mam (z już zaistniałymi brzuchami) jest ten dotyczący przygotowań na przyjście na świat dziecka od strony… “higienicznej”… Specjalnie dla Was postanowiłam przyjrzeć się powadze zjawiska i doszukałam się nie tylko cudzych opinii, ale także faktów dotyczących konieczności prania i prasowania dla noworodka. No i jeśli masz czas to czytać, to znaczy że wiele innych ważniejszych rzeczy właśnie padło ofiarą Twojej prokrastynacji, prawda? 😉

Kiedy mam zacząć prać?!

W tym tekście znajdziesz kilka naprawdę przydatnych informacji, ponieważ postanowiłam zagłębić się także nieco w tajniki chemii znajdującej się proszkach do prania oraz w psychikę kobiety, która poszukuje odpowiedzi dotyczącej prasowania 😉 Dlaczego? Bo obok rozszerzania diety jest to jeden z najbardziej drażliwych tematów, wywołujących niekiedy kłótnie i fale obelg skierowanych od jednych do drugich “idealnych” mam, które przecież najlepiej wiedzą, co jest dobre dla dziecka.

W tej kwestii jednak może okazać się, że odpowiedzi oczywistej nie ma, bo niekiedy piorąc możemy nawet zaszkodzić (tak samo jak nie piorąc). W skrócie wiec o tym co w tekście (żebyście wiedzieli, czy w ogóle czytać dalej):

  • Pranie odzieży niemowlęcej
  • Jak często prać?
  • Mity i fakty dotyczące prania ubrań noworodka – nie daj się zwariować
  • Prasowanie – “tradycja”, czy konieczność?
  • Kiedy zacząć prać? Czy istnieje godzina zero “pierwszego prania”?
  • Złoty środek – co robić, żeby nie spać w łazience nad koszem na pranie
O wyprawkach do szpitala i nie tylko, dla mamy, taty i dziecka – przeczytaj i pobierz gotowe do druku listy

Pranie odzieży niemowlęcej

Zasady prania odzieży niemowlęcej nie będą znacząco odbiegały od tych, które stosujemy dla siebie (z dosłownie kilkoma małymi wyjątkami). Przede wszystkim już na etapie zakupów musimy się upewnić, że rzeczy, które będą najbliżej skóry naszego dziecka można uprać w więcej niż 40 stopniach. Dotyczy to wyłącznie ubranek noworodkowych czyli tych od rozmiaru 50 w górę (do 56/62 – zależy jakiego dużego masz bobasa). Osobiście tę zasadę stosowałam jedynie do pierwszych body mojego dziecka oraz do pościeli – ponieważ raz na jakiś czas dobrze pozbyć się zasiedlających te rzeczy roztoczy. Ubrania wierzchnie, takie jak kombinezony, bluzy, sweterki to inna bajka, ponieważ nie wchodzą w długi i bezpośredni kontakt ze skórą malucha. Druga sprawa – znacznie ważniejsza – to detergent w którym będziemy prać. Noworodek bardziej niż wysokich temperatur prania potrzebuje JAK NAJMNIEJ CHEMII – dlatego nawet kupując ciuszki nadające się do prania wyłącznie w 40 stopniach po prostu używaj łagodnego środka piorącego. Co to znaczy? Szukaj produktów hipoalergicznych, przeznaczonych dla skóry wrażliwej. Twoje dziecko nie musi mieć problemów ze skórą, żeby zastosować się do tej zasady – całe domostwo skorzysta na tym, że do prania stosujecie nieco mniej skomplikowaną tablicę Mendelejewa. Ubrań niemowlęcych nie trzeba płukać specjalnymi płynami – choć można. Najlepszą zasadą jaką można się kierować po upraniu dziecięcego ubranka, sprawdzając czy jest ono czyste i ZDROWE dla skóry: ma pachnieć NICZYM – ani mlekiem/kupą, ani żadnym środkiem czystości.

Jak często prać?

Strasznie chciałam o tym napisać! Bo tutaj odkryję coś, co oburzy niejednego! Słyszeliście o tym, że ubranko niemowlęce należy uprać po każdym jego jednorazowym użyciu przez dziecko? Temat higieny jest często odbierany bardzo osobiście i tak jak nikt nie wie jak często TAK NAPRAWDĘ kobieta pierze swoje biustonosze (na pewno rzadziej niż mówi), tak też żaden młody rodzic nie przyzna się, że jego dziecko śpi w danym pajacyku aż go widocznie nie ubrudzi 😉 Czasem zdarzają się tacy z nas, którzy na początku próbują, ale kiedy miną już te pierwsze dni kiedy dziecko śpi po porodzie i zaczyna się prawdziwa szkoła życia, na takie fanaberie nie ma czasu. Skoro kwestie szczerości i bycia prawdomównym mamy już za sobą i nie musimy udawać jak perfekcyjnymi paniami i panami domu jesteśmy – idźmy dalej!

Interesuje Cię temat skutecznego karmienia piersią? Przeczytaj: Dobry start – karmienie piersią drogą całej rodzinki

Jak często prać ubranka niemowlęce?

Wiadoma sprawa – dziecko uleje (górą lub dołem – tak chodzi mi tu o tragiczny wyciek z pampersa) mamy po ubranku: pierzemy. Z tym chyba nikt nie będzie dyskutował – bakterie rozwijające się w takich plamach nie są przyjemne. Oblane świeżym mlekiem matki ubranka także należy zmienić i uprać – sami wiecie co się dzieje z rozlanym mlekiem! Poza tym, jeśli dziecko ma problemy skórne jego ubranka także pierzemy częściej, ponieważ w takim przypadku mamy do czynienia zatłuszczaniem ubrań kremami, których używamy do pielęgnacji skóry maluszka. Kremy jełczeją i także stwarzają bardzo niefajny ‘ekosystem’ rozwijający się w ciuszku. Poza tymi przypadkami – kochana mamo, kochany tato – spokojnie możesz ubrać malucha w pajacyk ponownie. Niemowlęta nie pocą się, trudno zatem także o ‘naturalne’ zabrudzenie ubranka, dlatego sama/sam z rozsądkiem ocenisz, czy już należy wymienić ciuszek. Czapeczki można prać nieco częściej – skóra głowy malucha bardzo się łuszczy w pierwszych tygodniach życia – higiena główki jest zatem ważna.

Jak często prać pieluchy (tetra, flanela itp.)?

Stety niestety częściej niż ubranka. Pieluchy służą do walki z zabrudzeniami, ocieramy nimi ślinę, mleko, pupy – i stosujemy dosłownie do wszystkiego. Dzień używania takiej pieluchy stanowczo jej wystarczy 🙂 Na szczęście tetra kosztuje koło 3 zł, dlatego mając ich nieco więcej pranie będziemy musieli zrobić rzadziej!

Jak często prać pościel niemowlęcą?

Pościel niemowlęcą pierzemy w wysokich temperaturach. Na początek pierzemy ją przed narodzeniem dziecka, ponieważ chemikalia i roztocza znajdujące się w jej strukturze muszą zostać usunięte. Tu oczywiście bez fanatyzmu – nie twierdzę, ze kołdra to jakieś siedlisko śmiercionośnych zarazków… Ale tych zwykłych, drażniących skórę już tak. Kocyki i pościele niemowlęce przechowywane są w magazynach w sklepach, gdzie chronione są przed zawilgoceniem chemikaliami. Dodatkowo nawet nam dorosłym poleca się pranie nowo nabytych ubrań przed ich pierwszym założeniem. Dobrym rozwiązaniem jest kupienie pościeli, którą można wyprać w 60-90 stopniach, ponieważ wybijemy wtedy roztocze – tu przyznacie, że znacie tę zasadę z obchodzenia się z własną pościelą i pewnie stosujecie, prawda? Nie ma więc w tym nic dziwnego, że noworodek także będzie zadowolony z nowego i wypranego posłanka.

Tato! Opiekuj się mamą swojego dziecka po porodzie! Oto co musisz zrobić: Zwolnienie na opiekę nad kobietą w połogu

Detergenty i sposoby prania

Jak już wcześniej pisałam – temperatura prania to odrębna sprawa – najważniejszy jest detergent. Nie stosujcie silnych środków zapachowych, płynów do płukania wydających woń, której zazdrości sąsiad, bo czuje przez balkon… Wasza skóra podziękuje Wam jeśli i wy z nich zrezygnujecie 😉 Środowisko naturalne także! Jeżeli zakupiliście rzeczy, które można prać tylko w niskich temperaturach, a chcecie walczyć z bakteriami mimo wszystko piorąc w bardzo gorącej wodzie – jest dla was nadzieja! Zastosujcie się do zasad prania pieluszek wielorazowych – rodzice piorący pieluszki nie chcąc ich niszczyć piorą w niskich temperaturach (w takich proszkach jak np. Jelp, Lovela – ważne by nie zatłuszczały ubrań) dodając do bębna pralki naturalne odkażacze typu Napi Fresh i stosując długie cykle płukania, aby wszystkie chemikalia odeszły w siną dal do odpływu naszej pralki. Takim metodom możecie zaufać, bo pranie pieluszek wielorazowych to ważna sprawa, ponieważ przy zniszczeniu takiej pieluszki tracimy sporo… finansowo (są drogie, więc mamy o nie dbają 😉 ), a poza tym mają one być zdrową i ekologiczna alternatywą dla chemicznych pampersów jednorazowych.

Uwaga! Ważne żeby bluzki mamy i taty prać także w łagodnym środku piorącym – inaczej obowiązkowo zakrywajcie swoją odzież pieluszką w miejscach gdzie skóra dziecka styka się z waszym ubraniem.

Niestety nie ma magicznego terminarza prania. Sami się przekonacie, że pierwsze dni przeładowane będą tą czynnością – chwila minie zanim nauczycie się tak karmić i tak przewijać noworodka, żeby było przy tym jak najmniej ubrudzonych ofiar.

Mity dotyczące prania ubrań noworodka – nie daj się zwariować

No więc bez zbędnych ceregieli – rozprawmy się z małymi i większymi głupotkami 😉

Rzeczy dla noworodka należy wygotować – MIT i bzdura…

Coś takiego po pierwsze niszczy ubranie, a po drugie w praniu nie chodzi o to żeby wszystko zabić. Skóra noworodka będzie nabywała swoją unikalną florę bakteryjną już od pierwszych dni życia – nie mamy mu zatem stworzyć środowiska sterylnego, tylko zwyczajnie: CZYSTE. Fakt, że przed pierwszym użyciem ubranko “od nowości” należy wyprać nie zobowiązuje nas do potraktowania jak broń biologiczną. Skóra dziecka potrzebuje kontaktu z naturalnym otoczeniem, a nie sterylną szmatką 🙂 Kiedyś ciuszki prano w rzece, czy Wasz prababcie opowiadały Wam kiedyś o “egzemie” czy o problemach skórnych wujka Ziemowita? Wiele problemów bierze się obecnie stąd, że stosujemy zbyt mocne chemikalia, lub nasze dziecko uczula się na niektóre stosowane na jego skórę kremy. Pamiętajmy o rozsądku 😉

Ubranka należy prać po każdym użyciu – MIT

Ubranka należy prać, kiedy należy je prać.

Zawsze trzeba prasować wszystkie ciuszki noworodka – MIT

Tak samo jak z praniem w 90 stopniach – to zależy, co chcemy osiągnąć. Prasowanie ciuszków wypranych zgodnie z zasadami nie ma najmniejszego sensu. To samo tyczy się prasowania tetry w celu usunięcia bakterii, które już na pewno zostały usunięte podczas prania. Ja prasowałam tetrę, bo wtedy robiła się miększa 🙂 Ograniczałam się jedynie tylko do tych pieluszek, które chciałam stosować do ocierania np. buzi niemowlaka (tak, miałam swoje ulubione mięciutkie pieluszki i tylko tych używałam do ‘ocierania’ delikatnych miejsc na skórze dziecka).

Ubrania noworodka należy zawsze prać oddzielnie – MIT

Ubrania dla noworodka należy prać w łagodnym detergencie i jeśli sami też chcecie mieć łagodnie wyprane bluzki – śmiało pierzcie je razem 🙂 Na odwrót jednak nie – czyli nie dodajemy niemowlęcych ciuszków do prania z waszymi w zwykłym proszku. Istnieje jednak jeden argument przemawiający za oddzielnym praniem – kwestia farbowania ubrań, jednak jeśli jesteście pewni, że nosicie na sobie niefarbującą bawełnę – śmiało. Jedno pranie mniej – jeden szczęśliwy rodzic. W rzeczywistości bywa jednak tak, że ciuszki dla maleństwa musimy prać tak często, że 3 razy uzbieramy z tego całą pralkę zanim uda nam się zabrudzić odpowiednią ilość naszych ubrań.

Prasowanie – “tradycja”, czy konieczność?

I tradycja i konieczność. Wcześniej pisałam już o celu – jeśli prasujemy by wyjałowić swoje otoczenie – nie ma to sensu (na pewno nie zabijemy chemikaliów z proszku – jeśli taki jest cel naszego prasowania). Jeśli prasujemy, żeby mieć więcej roboty i mówić wszystkim jakie to nie jesteśmy przy dziecku zarobione – w sumie pochwalam ;D Prasowanie to nie konieczność – sami musimy ocenić, czy nie zabierze nam to cennego czasu bycia z maluszkiem 🙂 Tak jak pisałam wcześniej – nasze pieluszki prasował mąż, ja w tym czasie karmiłam i celem było wyłącznie zmiękczenie ich struktury po praniu, więc para w ruch i najniższa temperatura na żelazku!

Wszystkim mówię, że poród to ważna sprawa. Wybierz szpital do porodu świadomie.

Kiedy zacząć prać? Czy istnieje godzina zero “pierwszego prania”?

Tak. Godzina zero jest wtedy, kiedy Ty jesteś w szpitalu, trzymasz w ręku noworodka i okazuje się, że wszystkie rzeczy macie niewyprane. Przed pierwszym użyciem należy je porządnie wyprać – bo jak wiemy usuwamy wtedy chemikalia i roztocza przyniesione SPOZA WASZEGO DOMU 😉 Niech chłop prędko biegnie do domu i nastawi pralkę, zdąży wyschnąć zanim wyjdziecie ze szpitala 😉

Złoty środek – co robić, żeby nie spać w łazience nad koszem na pranie

Wyluzuj i nie czytaj już zbyt dużo o prasowaniu i praniu dla dziecka. Odpowiednie pranie odzieży niemowlęcej zapewni Ci brak konieczności jej prasowania, dlatego warto puszczać “mądre pralki” 🙂 Potem usiądź sobie, niech dziecko rozwiesi pranie.

Zawsze pytaj się, czy konkretna czynność jest potrzebna, mądra i rozsądna – powtarzanie utartych schematów zabierze Ci czas i radość życia. Lepiej się zastanów jak tu teraz uniknąć mycia naczyń!

Dbajcie o siebie nawzajem,

Sylwia

Karmienie piersią to jedna z najbardziej naturalnych czynności jaką przychodzi opanować nowej mamie. Jak się jednak okazuje, ‘naturalne’ nie koniecznie oznacza ‘proste’. Obecnie wiele kobiet spotyka się z dużymi trudnościami na swojej “mlecznej drodze”, a większość tych problemów pojawia się niekiedy tuż po wydaniu na świat dziecka i jeszcze zanim opuścimy salę porodową. O karmieniu piersią, jak mama mamie: nie tylko dziecko, nie tylko Ty – w tym wszystkim jesteście razem, całą rodziną.

W artykule znajdziesz kilka zdań o:

  • Psychice twojego… biustu!
  • Jak zacząć? Kilka dobrych praktyk
  • Te wszystkie wytyczne – czy wszystko muszę, żeby się udało?
  • Bez fanatyzmu też można karmić piersią
  • Gadżety przydatne przy karmieniu piersią
  • “Wspomagacze”, czyli suplementacja dla karmiących
  • Moja przygoda z karmieniem piersią

Psychika twojego… biustu!

“Jak to jest, że w Afryce karmienie piersią nie jest problemem, a w Europie jesteśmy wręcz przekonane, że na powodzenie mamy szanse nie większe niż pól na pół: uda się, albo się nie uda?”

To zdanie słyszałam niejednokrotnie, kiedy błąkając się po możliwie wszystkich dostępnych zajęciach dla przyszłych mam, Promotorki Karmienia Piersią schodziły na karmienia niemowląt mlekiem mamy. Skutecznie zmusiło mnie ono do myślenia, a następnie do wyciągnięcia kilku prostych wniosków dla siebie.

Tak jak poród – karmienie piersią to czynność fizjologiczna i naturalnie wynikająca ze specyfiki działania kobiecego organizmu. Już wiele lat temu udowodniono, że faktycznie karmić nie może (z powodów zdrowotnych i genetycznych) jedynie 2-3% kobiet w populacji. Dlaczego więc dalej słyszymy “ja nie miałam czym karmić”, “nie dostałam pokarmu”, “mojego mleka było za mało, musiałam dokarmiać i dziecko w efekcie odrzuciło pierś”? Odpowiedź jest, a powodów jest kilka – często niestety od nas samych niezależnych. Szeroka medykalizacja naszego życia i samego porodu ma ogromne znaczenie w przypadku naszych pierwszych kroków stawianych w stronę karmienia piersią: może pomóc, ale może je także bardzo utrudnić.

Na sali operacyjnej podczas cesarskiego cięcia usłyszałam jak lekarz mówił: “Proszę podać oksytocynę”, z ciekawości zapytałam w jakim celu. Lekarz wyjaśnił mi, że taka procedura pomoże mojemu organizmowi zorientować się, że już po porodzie. Kolokwialnie mówiąc wspomoże proces “zwijania macicy” i da sygnał, że czas zająć się na poważnie produkcją mleka. Wspaniała i pomocna rzecz, pomagająca cesarkowym mamom karmić po operacji własnym pokarmem. Po przeciwnej stronie barykady, utrudniając nam karmienie, stoi np. przyjmowanie leków, które przenikając do mleka mogłyby zaszkodzić pijącemu je dziecku.

Na czym więc polega psychika naszego kobiecego biustu? Oto kilka ciekawych faktów, które mam nadzieję pomogą mi Was przekonać, że optymizm i podejście “odpuść sobie stres” dają większe efekty niż pochłonięcie kilku książek o idealnych metodach karmienia dziecka:

  • niektóre kobiety są w stanie nakarmić niemowlę po raz pierwszy w chwili wypisu ze szpitala i przyjechania do swojego mieszkania/domu – potwierdzam! Pierwszy raz nakarmiłam swoje maleństwo o godzinie 18:30 w dzień powrotu ze szpitala, siadając wygodnie na własnej kanapie 🙂
  • kobiety, które urodziły wcześniaki uzyskiwały pełnoprawny pokarm dzięki ćwiczeniu piersi i odciąganiu niewielkich ilości mleka przez cały czas pobytu dziecka w szpitalu (pierwsze karmienie piersią 3 miesiące od porodu? Takie rzeczy potrafią tylko superbohaterki!)
  • istnieje wiele kobiet karmiących własnym pokarmem z butelki – to dowodzi, że dziecko nie musi ssać, abyś Ty mogła karmić!
  • podczas karmienia piersią niemowlę pobudza u matki wytwarzanie w jej organizmie oksytocyny (tak zwanego “hormonu szczęścia”) i muszę przyznać – nic tak nie uspokaja skołatanych nerwów.

Jak zacząć? Kilka dobrych praktyk

Już na samym początku swojej mlecznej drogi możemy popełnić kilka błędów. Dla mnie jednak “błąd” jasno oznacza coś, co szybko możemy naprawić. Mimo wszystko jednym z najbardziej niebezpiecznych jest ignorancja, bo uniemożliwia nam ona mądre podejmowanie decyzji oraz wprowadzania dobrych praktyk.

Mądrze podjęta decyzja to taka, która jest świadoma i oparta na naszej wiedzy. Ja wybrałam karmienie piersią i dążyłam do tego, żeby zrealizować swój plan. Miałam natomiast pod ręką pracującego męża, czas na opiekę nad dzieckiem, czy własne zdrowie i możliwość. Dla innej kobiety mądrą decyzją będzie karmienie dziecka butelką zawierającą mleko modyfikowane, bo musi natychmiast wrócić do pracy, ma problemy zdrowotne, albo składają się na to inne czynniki. Ważne jest tylko to, czy jest to nasz wybór, czy też postanowiliśmy liczyć na przypadek.

Wracając do dobrych praktyk – zależy mi, żeby przekazać Wam kilka wskazówek – jak mama mamie. To wszystko czego o karmieniu nauczyłam się od mądrych położnych, Promotorek Karmienia Piersią, doradców laktacyjnych, lekarzy, a przede wszystkim OD SIEBIE SAMEJ.

Dobre praktyki

Oto kilka rzeczy wartych rozważenia:

  • mit nakładek na sutki – jedyne co możemy dzięki nim osiągnąć, to zniechęcić nasze dziecko do ssania. Pewnie niektóre z Was słyszały o “płaskich brodawkach”, ale kiedy ja o nich słyszę to śmieję się w głos – jak zobaczycie swoje “płaskie brodawki” po tym jak bobas skończy z nich jeść, to ich nie poznacie 😉 Więc ten problem zostawcie jemu do rozwiązania i nie zakrywajcie swoich pięknych piersi sylikonem. Sama kupiłam sobie jedną parę… Odpadły po założeniu, a próba nakarmienia w nich dziecka była wręcz komiczna (chciałam ich użyć, kiedy piersi strasznie już bolały i skóra pękała od zbytniej eksploatacji) i niestety nie ukoiły bólu. Pamiętajcie, że tego typu rozwiązania mają pomagać nam w ostateczności, a nie służyć jako zastępstwo.
  • chcesz w miarę komfortowo przejść przez okres “przyzwyczajania się” piersi do karmienia? Bez ogródek powiem: karmienie czasem boli! Skóra na sutkach faktycznie pęka i piecze, dlatego na ten okres zaopatrz się w naturalny krem z czystą lanoliną. Odrzuć chemię i środki jedynie zwalczające objawy. Lanolina jest naturalna, przyniesie ulgę Twoim piersiom, a na dodatek wystarczy ją zetrzeć przed kolejnym karmieniem, bo nie zaszkodzi dziecku (w przeciwieństwie do innych chemicznych kremów regeneracyjnych, które obowiązkowo musisz zmywać mydłem przed każdym karmieniem). No i nie można jej przedawkować. Fakt – jest droższa od kremu “Na Cyca” z dyskontu, ale jedna mała tubka lanoliny wystarczyła mi na dwie ciąże, bo smarowany obszar jest objętości dwóch pięciozłotówek – dlatego myślę, że warto zainwestować w naturę 😉
  • żeby uniknąć zapalenia piersi – noś je często na… wierzchu! – drogie mamy, pamiętajcie że najgorszym wrogiem kobiety jest zapalenie piersi, dlatego warto dbać o ich higienę. Niestety w tym przypadku nie wystarczy nam zwykły prysznic. W wielu szpitalach przyjaznych karmieniu piersią, oferujących dobre i wartościowe porady laktacyjne położne widząc, że mamusie po porodzie zakładają z przyzwyczajenia biustonosze szybko interweniują. Łagodnie tłumaczą, że w okresie kiedy dziecko nam ten biust obślinia, maltretuje, memla, uczy się ssać, płacze nad nim bo mu nie wychodzi, sutki będą w coraz gorszym stanie. W takiej sytuacji dostęp do powietrza jest bardzo ważny – nie należy go zatem zakrywać dodatkową warstwą materiału, bo jak wszyscy wiemy: gdzie ciemno i wilgoć tam… grzyb i bakterie. Daj piersiom oddychać kiedy tylko możesz! Jeśli obawiasz się zastojów pokarmu, warto pamiętać o masowaniu piersi.
  • wkładki laktacyjne kup mięciutkie i miłe w dotyku – nie przywiązuj się do jednej firmy – przetestuj i dobierz takie, które nie będą drażnić Twojej skóry. Będziesz miała więcej miłych wspomnień z czasu karmienia!
  • nawał pokarmu może wystąpić w każdej chwili – są jakieś normy, ale nie dla wszystkich są one takie same. Jeśli nie trafiłaś jeszcze na szczerą opinię o karmieniu, a właśnie czytasz  ten tekst, to chcę Ci bez cenzury powiedzieć: w czasie nawału pokarmu może się zdarzyć, że zalejesz całe łóżko podczas spania. Mleko jest ciepłe i nawet nie zauważysz kiedy zacznie przeciekać przez wkładki laktacyjne, twoją piżamę i prosto na łóżko. Jak żyć? 😉 Kradniesz maluchowi chłonny jednorazowy podkład do przewijania, zdejmujesz bluzkę od piżamy i tak śpisz na podkładach przez kilka dni, aż nawał ustanie. Potem już wystarczą same wkładki laktacyjne.
  • jeśli Twoje piersi są bardzo przepełnione odciągnij nieco pokarmu PRZED karmieniem dziecka (tylko do momentu uczucia ulgi). Jeśli będziesz odciągała mleko w dużych ilościach lub po karmieniu dziecka, Twój organizm pomyśli, że dziecko potrzebuje więcej mleka i dalej będzie praktykował nadprodukcję.
  • najważniejsze zostawiłam na koniec: dziecko nie jest stworzone tak, aby od pierwszej doby wszystko umieć. Ty też tak stworzona nie jesteś. Nie daj się zatem popędzać i spokojnie dajcie sobie czas na wspólną naukę. Maleństwo może mieć problemy ze złapaniem piersi nawet przez kilka dni. Jeśli w szpitalu, w którym przebywasz nikt z personelu nie potrafi Ci pomóc, zapytaj innej mamy co robić! Nie daj sobie wmówić, że karmienie Twoim własnym cycem to wiedza tajemna, znana tylko lekarzom! Pamiętaj też, że taki maluszek najada się ilością od 10 do 30 ml pokarmu… Nie każdy potrzebuje zatem “15 minut z jednej piersi 15 minut z drugiej” by te kilka kropli wypić – musicie ustalić swój własny rytm, a na to trzeba czasu. To czy dziecko się najada jest dylematem każdej młodej mamy. Pytaj, proś o pomoc, nie poddawaj się!

“Karmienie na żądanie” nie jest synonimem “zatkaj dziecku buzie piersią za każdym razem gdy stęknie” – pierś jest super, ale bez fanatyzmu. Czasem warto sprawdzić, czy może nie ma przypadkiem mokrej pieluszki? 😉

Mamusiu, rób swoje, OK? Na sali poporodowej leżałyśmy we 3. Jedna z nas ‘masakrowała’ swój biust laktatorem bez ustanku i od pierwszych godzin karmiła swoje dziecko własnym mlekiem – ale z butelki – jej biust był po tym tak obolały, że nie była w stanie piersią karmić dziecka. Druga miała za sobą już wykarmienie piersią wcześniaka, więc profilaktycznie odciągała pokarm, w między czasie spokojnie podając ‘nowemu’ małemu pierś. Ja natomiast poszłam za radą położnej – “Daj sobie dzień odpocząć i po prostu przystawiaj małą, jutro laktator i metoda “7, 5, 3 minuty” i jak masz wypij coś z jęczmieniem na pobudzenie laktacji”. Tak też zrobiłam, mała piła moje mleko od wieczora drugiej doby po porodzie. Wcześniej były to naprawdę niewielkie ilości siary, więc kilka razy poprosiłam położne, aby podały maleństwu mleko modyfikowane – wiedziałam, ze w tym szpitalu nie podaje się go butelką, ale w… kubeczku 🙂 Dzięki temu maluszek nie był głodny, ja mogłam się wyspać i wypoczywać no i nie uczyła się ssać sylikonowych butelek, więc nie miała problemów z nauką ‘łapania’ piersi.

Te wszystkie wytyczne… Wszystko muszę?

Nic nie musisz. Twoje piersi, Twoje dziecko, Twoje metody. Przede wszystkim – wrzuć na luz. Zanim zwątpisz w siebie, przypomnij sobie, że wszystkie czasem wątpimy, ale wiemy też, że po każdej burzy wychodzi słońce. Nie będziesz miała wyrzutów sumienia jeśli zanim zaczniesz karmić nieco się o tym dowiesz z dobrych i wartościowych źródeł. Zdobyta wcześniej wiedza da Ci pewność siebie, która pomoże Ci w budowaniu pozytywnego nastawienia do całej tej mlecznej sytuacji. Optymizm i wiara w siebie często mogą zdziałać więcej niż jakiekolwiek ziółka, czy herbatki ‘na laktację’.

Bez fanatyzmu też można karmić piersią

Zdarzało mi się usłyszeć, że dziecko muszę koniecznie karmić według zasad:

  • 15 minut z jednej 15 minut z drugiej piersi!

Moja jadła czasem 3 minuty czasem 7, nie znam bardziej narwanego dziecka. W 3 minuty potrafiła zjeść tyle co dziecko mojej znajomej w 40 minut. Nie odbieraj tego jednak jako regułę – Twoje dziecko może potrzebować znacznie więcej czasu.

  • zawsze proponuj drugą pierś, bo odwodnisz dziecko!

“Proponuj”… 🙂 To mnie rozśmieszało najbardziej, wtedy miałam ochotę mówić do noworodka: “Czy mogę zaproponować obsikanej pani kolejnego cycy, czy może już czas na kupę?”. Fakt propozycje te z mojej strony padały, ale nie zawsze, bo nigdy nie udało się małej nakarmić ‘podwójnie”. Jedna pierś jej wystarczyła, więc “zawsze” oznacza tutaj “to zależy od Twojego dziecka”.

  • karm wszędzie publicznie i z dumą!

Granicę swojej intymności, prywatności i komfortu wyznaczam sama. Nie biorę udziału w kampanii wychodzenia z karmieniem na ulicę za wszelką cenę. Karmiłam kiedy potrzebowałam, pamiętając o rzeczy ważniejszej niż publiczne karmienie dla sprawy, a mianowicie o komforcie mojego dziecka. Noworodek potrzebuje spokoju, ciepła, ciszy i ochrony mamy lub taty. Chętnie podzielę się tym, jak sobie radziłam z karmieniem na żądanie i uszanowaniem potrzeb mojego maluszka i moich, a było to prostsze niż się wydaje: prosiłam o wyrozumiałość i niewielką pomoc. Kiedy mała zaczynała domagać się jedzonka podczas wizyty na usg bioderek, poprosiłam recepcjonistkę o możliwość skorzystania z pokoju socjalnego dla pracowników – usłyszałam, że tam jest niewygodnie i kobieta otworzyła specjalnie dla nas gabinet lekarza, który tego dnia nie przyjmował i powiedziała, że tu będzie cisza i żebym przyniosła jej kluczyk jak skończymy. Moja znajoma musiała nakarmić maleństwo w galerii handlowej – ochroniarz widząc to jak próbuje okryć małą przed światłem i rozpraszającym widokiem innych ludzi stanął obok i powiedział “Będę pilnował żeby nikt pani nie przeszkadzał!” i odganiał gapiów z daleka od tej ich małej prywatnej chwili. Karmienie na ławce w parku? Zawsze miałam ze sobą pieluszki – wiązałam je sobie na szyi jak Lucky Luck, zostawiając jednak trochę miejsca pod szyją. Układałam małą przy piersi, zakrywałam pieluszką i zerkałam na nią przez tę przestrzeń którą sobie zostawiałam wiążąc materiał. Kiedy byliśmy w podróży karmiłam maleństwo na tylnym siedzeniu samochodu podczas postoju. To lepsze niż ławka przy ulicy! Restauracja? Patent z pieluszką zawiązaną na szyi. Czasem też pytałam o pokój dla mam z dziećmi, lub o to czy jest jakaś pusta sala lub bardziej intymny stoliczek.

Mimo wszystko nigdy nie przyjęłabym propozycji karmienia dziecka w toalecie. Smród i bakterie to nie miejsce dla karmiącej matki z noworodkiem, czy niemowlakiem. Karmienie piersią to piękna rzecz, która staje się jeszcze piękniejsza, kiedy wszyscy szanujemy swoją wrażliwość.

Gadżety przydatne przy karmieniu piersią

To są moje osobiste wybory. Z wielu, które przetestowałam, chciałam Wam serdecznie polecić zaopatrzenie się w:

  • bawełniany biustonosz do karmienia (koszt około 30-60 zł) nie ma nic lepszego! Wygoda i komfort w jednym. Wszelkie usztywnienia bardzo utrudniają, więc zwykła workowata bawełna da Wam pełne pole do manewru – zaufajcie 😉
  • poduszka do karmienia – tak zwana ‘fasolka’ – pozwala odciążyć ramiona i daje odetchnąć zmęczonym rękom w pierwszych tygodniach po porodzie. Kiedy nie karmię to używam jej jako oparcia pod plecy, albo siedziska – kocham tę poduszkę.
  • laktator ręczny – nie dość, że był pomocny przy rozkręcaniu laktacji, niewiele kosztował, to jeszcze pozwalał odciągać mleko, żeby potem móc zostawić męża z butlą i wyjść z domu! Żyć nie umierać 🙂
  • pojemniczki do przechowywania mleka kobiecego – nadające się do przechowywania w zamrażarce. Ich największym atutem jest możliwość zamrożenia w nich “siary” czyli pierwszego mleka bogatego w mnóstwo naturalnych antybiotyków. Jest to wspaniałe i niezwykle skuteczne lekarstwo i wspomagacz odporności jeśli dziecko zachoruje w późniejszych miesiącach życia.
  • bluzki do karmienia – warto mieć jedną lub dwie – nie są konieczne, ale bardzo ułatwiają utrzymanie “prywatności publicznego karmienia”, bo ograniczają eksponowanie ciała do minimum.
  • śliniak do karmienia – można używać pieluchy, ale kiedyś udało mi się kupić śliniak ze specjalną grubszą gąbeczką pod szyją, który pięknie wyłapywał mleko spływające po policzkach mojego ‘oplutka’ i zatrzymywał wilgoć w sobie.
  • naturalna lanolina do smarowania popękanych brodawek – ratowała życie i przynosiła ulgę.

“Wspomagacze”, czyli suplementacja a karmienie piersią

Jeszcze powszechnie nie rozprzestrzeniono tej wiedzy, ale ja się do tego przyczynię – jednym ze składników naturalnie wspomagających laktację o udowodnionym działaniu jest słód jęczmienny. Substancja ta jest tak naturalna jak słońce i chmury a co najważniejsze, pomaga mleku płynąć 🙂 W aptekach kupicie różne preparaty na laktację, jednak tylko te zawierające słód jako ich główny składnik dadzą Wam odczuć różnicę. Można go także spożywać w innej formie, choć piwo przy karmieniu piersią bym odstawiła (a i tak w dzisiejszych czasach trzeba się porządnie naszukać, żeby znaleźć piwo zawierające słód jęczmienny!).

Karmienie piersią – moja przygoda?

Swoje pierwsze dziecko karmiłam wyłącznie piersią do szóstego miesiąca życia. Powodem nie były jedynie zalecenia WHO, ale także ogromna wygoda i fakt, że maleństwo na mleku mamy rozwijało się jak należy (jeśli u Ciebie pojawią się jakiekolwiek problemy np. z przybieraniem na wadze u maluszka – porozmawiaj z pediatrą i doradcą laktacyjnym). Moja mała najadała się niekiedy w 3 minuty… Od urodzenia była narwana, jadła bardzo szybko i prędko wypluwała pierś, żeby móc wrócić do obserwowania świata. Miałam wiele szczęścia, że nie miałyśmy wspólnie przygód z ulewaniem, problemów z nauką ssania piersi, itd. Znam wiele kobiet, których droga przez karmienie piersią była wyboista i trudna, ale wszystkie znalazły swoje sposoby na radzenie sobie z nimi.

Wiktoria jasno dawała mi znać, że co do tego karmienia piersią to ona ma mieszane uczucia… Z jednej strony to kocha a z drugiej… nienawidzi 😉 Cyca odrzuciła mając 8 miesięcy. Jadła już wtedy 2-3 posiłki bezmleczne dziennie, a mleka od mamy domagała się po wstaniu rano i przed snem wieczorem. W nocy nie jadła w ogóle. Pewnego dnia wyjęłam ją z łóżeczka na poranne karmienie i jakież było moje zdziwienie, gdy spojrzała na cyca z niechęcią i popłakała się. Pomyślałam, ze przecież muszę dać jej coś do picia, więc przygotowałam jej butelkę mleka dla niemowląt. Pierwszy raz w życiu przyjęła butlę (wcześniej nie było o tym mowy) wypiła całą i już nigdy więcej nie ‘poprosiła’ o cyca i nie wzięła go gdy próbowałam jej podawać.

Obydwie miałyśmy w sobie pełną zgodę na zakończenie tego cycowania właśnie wtedy 🙂 Czy moja przygoda z karmieniem piersią była idealna? Nie. Czy mogłam coś zrobić, żeby karmić dłużej? Mogłam. Ale po co? Czasem mam wrażenie, że zwolennicy karmienia opowiadają się za pozostawieniem wyboru dziecku, do chwili kiedy ono nie wybierze wcześniej, że cyc to już nie to.

Każde dziecko, każda mama i każda sytuacja jest inna. Celebruj swoją i działaj dla Waszego dobra. Karmienie piersią to nie tylko dziecko. To nie tylko Ty. To całość waszej rodzinki – włącznie z tatą, który może być jego częścią i dużą pomocą, jeśli potrafi nakarmić maluszka mlekiem mamy za pomocą butelki 🙂 Przyjmijcie wszelkie wzloty i upadki z optymizmem i dzielcie się swoimi doświadczeniami z innymi, którzy pomogą w trudnych chwilach. Piszcie własne historie i bądźcie dumni z każdego ich dnia.

Interesują Cię “historie z życia wzięte”? Na blogu znajdziesz opisy doświadczeń różnych kobiet z czasu ciąży, porodu i połogu oraz opieki nad noworodkiem. 

 

Wyprawka do szpitala dla noworodka – lista

Wyprawka do szpitala dla noworodka jest równie ważna jak to, co zamierzasz zabrać dla siebie. Nie musisz się jednak stresować – w sieci jest wiele propozycji, które pomogą Ci w spokoju skompletować wszystkie potrzebne rzeczy. Ja także postanowiłam zaproponować coś od siebie, bo wiem, że to co można znaleźć na popularnych serwisach dla rodziców bywa dyktowane płatnymi kampaniami reklamowymi danych produktów.

(więcej…)

Karmienie i planowanie snu noworodka – ebook

Przyszedł ten dzień – wiele godzin pracy nad ebookiem “Karmienie i planowanie snu noworodka” w pierwszych dniach życia zwieńczonych zostało sukcesem!

(więcej…)

Jak wybrać pierwszy wózek – karoca dla matki, bolid dla ojca, tragedia dla dziecka 😉


Najbardziej dotkliwy wydatek przed narodzinami noworodka to w opinii wielu rodziców zaopatrzenie się w wózek dla dziecka. Ceny takiej karocy potrafią sięgać kilku tysięcy złotych, tymczasem ciężko jest wydać takie pieniądze nie będąc pewnym, że taki wózek chwilę nam posłuży. Trudność polega na tym, że zazwyczaj mamy jeden strzał – no bo kto z nas, na co dzień ma możliwość testowania różnych wózków niemowlęcych? 🙂
(więcej…)

Wyprawka dla noworodka – czyli co TAK NAPRAWDĘ potrzebne jest dziecku?

Firmy produkujące artykuły niemowlęce prześcigają się w tworzeniu list przedmiotów zupełnie niezbędnych dla Twojego dziecka. Problem polega na tym, że jak coś produkujemy, to chcemy to sprzedać niezależnie od tego komu to jest potrzebne – byleby tylko kupił. Z kolei porady naszych znajomych często dyktowane są emocjami (“ja kupiłam – więc jest to konieczne każdemu”). Specjalnie dla przyszłych mam wyróżniłam nieco inną listę: wyprawka dla niemowlaka w wersji “potrzebne zanim poznam moje dziecko”. Jak niedługo sami się przekonacie – każde dziecko jest inne i potrzebuje innych “artefaktów” 🙂 Dlatego nie warto kupować na zapas!

(więcej…)

Wakacje z bobasem – reportaż z podróży – Gdańsk, morze, meduzy i baba w ciąży

Z dzieckiem nic się nie da zrobić? Sama nie wiem… W sumie da się go podnieść, pogłaskać, umyć… Coś tam się zrobić da. Ja i mój mąż porwaliśmy się w tym roku na szybki wypad nad morze… Nieplanowany, spontaniczny wyjazd na weekend do znajomych z Gdańska, a podjechać musieliśmy z Krakowa. A może… Może jednak… Może istnieje życie po porodzie?!?! :O Jestem pewna, że część z Was już o tym dobrze wie. Zapraszam Was – i tych wierzących i niedowiarków – do przeżycia z nami na nowo tej naszej małej wyprawy 🙂  (więcej…)

Polub nas na facebook
Zapisz się do newslettera!



Poprzednie wpisy
Kategorie

Cześć! To my :)

Mam na imię Sylwia i jestem trochę zwykła a trochę niezwykła. Jestem optymistką, ale lubię sobie ponarzekać. Jestem żoną Józka (możliwe, że jedynego Józka w Krakowie!). Piszę tu o sprawach, które uważam za ważne. Chciałabym przekazać i posłać w świat jak najwięcej tego, czego nauczyłam się podczas (już) dwóch ciąż, pracy jako wychowawca i streetworker i wielu innych doświadczeń o których więcej przeczytasz w zakładce o mnie :)

Zależy Ci na kontakcie ze mną? To świetnie! Oto kilka sposobów na to, jak możesz tego dokonać: napisz mail na matkiupadki@gmail.com

Odwiedź na facebook: 

https://www.facebook.com/matkiupadki/

Wyślij tajną wiadomość przez formularz: KLIK

Serwisy na których nas znajdziesz:

Close