Domowa fabryka – pomadki do ust siłą rąk własnych zrobione!

Zdrowie jest ważne, to fakt, ale będąc mamą dwójki dzieci, jeszcze ważniejszy jest dla mnie CZAS. Pomyślałam jednak, że odkrywanie naturalnych kosmetyków przeniosę na wyższy poziom – ze sklepu do kuchni. Mając na uwadze, że marnowanie czasu swojego (i waszego) muszę uznać za zbrodnię, wybrałam kosmetyk, który jest w zasięgu mojej twórczości i zasobów zegarowych 🙂 W domu, w kilka minut powstało ponad 20 pomadek!

Byłam tym szczególnie podekscytowana, bo pomadki to coś co kochają moje dzieci (nie wiem czemu, może dlatego, że pozwalam im ich używać? 😉 ). Patrząc więc w te smutne, błagająco-świecące oczy moich małych wymuszaczy kosmetyków mamusi wiedziałam, że kiedy oddam im w te chciwe łapki pomadkę… Wróci do mnie jej połowa, bo resztę zjedzą, wyliżą, rozsmarują na parapecie… Mocno to we mnie siedziało, no bo choć kontroluję to co robią (i obserwuję, czy za dużo pomadki nie zostało zjedzone) pomyślałam, że jeśli zrobię ją sama, to przynajmniej upewnię się, że taki kosmetyk w przypadku zjedzenia (nawet przypadkowego – z serii “oblizuję usta, bo ładnie pachną”) jest nietoksyczny.

Jeśli lubisz ‘all natural’ to przeczytaj co nieco o chustonoszeniu <- klik!

W tym tekście podrzucam więc kilka słów o tym, jakie składniki są potrzebne by dokonać dzieła, jakie są ich właściwości (czyli po co się tym nacieramy), skąd je wziąć, jak wyglądał proces – czyli krok po kroku jak zrobić pomadkę, o czym należy pamiętać, co zrobiłam nie tak oraz… jak domyć gary z wosku i oleju 😉

 

Składniki do domowej roboty pomadki

 

Przechodząc do rzeczy – a propos nietoksyczności wspomnianego wyrobu – składniki jakich użyłam to:

  • masło shea (karite) nierafinowane
  • olej kokosowy nierafinowany
  • wosk pszczeli

 

Plus opcjonalnie:

  • olejek arganowy
  • olejek czekoladowy (lub inny w zależności od zapachu jaki nam się podoba)
  • kakao (to też była kwestia chęci uzyskania kakaowo czekoladowego zapachu, bo mi osobiście zapach masła shea nie leży)
  • pudełeczka po zużytych wcześniej kosmetykach, lub specjalne pojemniczki na gotową pomadkę

 

Trzy pierwsze wspomniane wyżej składniki są w zupełności wystarczające do stworzenia kosmetyku zawierającego mnóstwo właściwości pielęgnacyjnych, odżywczych, wypełnionych witaminami i pełnymi dobroci.

 

Właściwości użytych składników

 

Masło shea (karite) nierafinowane

A w nim witaminy A i E (chronią skórę przed działaniem wolnych rodników), więc nie musimy dodawać żadnej syntetycznej w kropelkach 🙂 Masło nawilża i zmiękcza skórę. W tej postaci można go stosować codziennie na skórę, oraz do włosów jako odżywkę! Dlaczego nierafinowane? Ponieważ proces rafinacji zabija praktycznie wszystkie właściwości odżywcze masła. Kupując masło karite, upewnij się, że jest czyste.

 

Olej kokosowy nierafinowany

Pozyskiwany z palmy kokosowej ma przepiękny zapach (ja go uwielbiam – i to on przebijał się ponad pozostałymi). Wszyscy znają zalety oleju kokosowego w kuchni (można go stosować zamiast masła, do smażenia, do pieczenia, do sałatek, nie pali się w wysokiej temperaturze na patelni – no po prostu superbohater wśród olejów!). W kosmetyce stosowany jest jako balsam do ciała, jako “żel” do depilacji i po jej wykonaniu, jako maseczka na włosy (do skóry głowy także), jako płyn do demakijażu. Jest także często stosowany jako naturalny wybielacz do zębów. Można go przechowywać w każdych warunkach, ponieważ nie jełczeje, a pozostałości po wytwarzaniu domowej roboty pomadek – można po prostu zjeść… 🙂

 

Wosk pszczeli

Kolejny naturalny składnik – dzięki niemu można uzyskać stałą konsystencję pomadki. Ma bardzo dużą ilość witaminy A, oraz całą paletę dobroczynnych kwasów o właściwościach przeciwnowotworowych, zawiera betakaroten, estry (o działaniu przeciwzapalnym), flawonoidy (niszczące bakterie i grzyby), chryzanę (właściwości bakteriobójcze). Wosk pszczeli ułatwia wchłanianie się kosmetyków, chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi oraz wspomaga leczenie skóry.

 

Olejek arganowy

Olejek arganowy trafił do pomadki, ponieważ jest powszechnie stosowany do pielęgnacji skóry, włosów oraz paznokci. Jest tłoczony na zimno, więc mogę mieć pewność, ze jego składniki odżywcze nie zostały zabite w agresywnym procesie obróbki. Można go stosować do pielęgnacji każdego rodzaju cery: trądzikowej, wrażliwej, alergicznej, dojrzałej. Zawiera kwasy omega, wygładza zmarszczki, ma właściwości przeciwzapalne, ochronne (witamina E), regenerujące, nawilżające… Samo dobro dla skóry!

 

Gdzie kupić te wszystkie woski, olejki, oleje, masła?!

Źródła są dwa: internet lub okoliczny sklep. Ja postawiłam na internet – większość składników wybrałam u jednego sprzedawcy w sklepie z naturalnymi produktami, który miał dobre opinie. Chciałam mieć pewność, biorąc się za tę robotę, że będzie to miało sens i że składniki pochodzą ze sprawdzonego źródła. Podpowiem tylko, że warto porównywać ceny – te same produkty różnią się u sprzedawców w zależności od “ładności” opakowania lub etykiety a nie koniecznie z powodu jakości 😉 Pojemniczki także kupiłam przez internet, moje są zakręcane i o pojemności 5,5 ml.

 

Krok po kroku – jak zrobić domowej roboty pomadkę?

 

Krok 1: Dobrać proporcje składników

 

Na szczęście dla mnie (bo chemik domowy ze mnie żaden – już bardziej alchemik… albo alkochemik…) proporcje są tak proste, że nie sposób się pomylić. Wszystkich głównych składników używamy w stosunku 1:1:1, czyli: na 1 łyżkę masła shea, przypada łyżka oleju kokosowego oraz łyżka wosku pszczelego (żeby uzyskać trochę bardziej “miękką” i podatną do smarowania konsystencję zwiększamy odpowiednio ilość oleju kokosowego). Do wypełnienia dwudziestu 5 ml pojemniczków użyłam po 4 łyżki każdego ze składników. Na koniec dodałam dwie łyżeczki do herbaty olejku arganowego. Dodatkowo wlałam dwie krople olejku czekoladowego i dosypałam szczyptę kakao – zmieniło to kolor mieszanki na cappuccino 😉 Nie dało to jednak pożądanego przeze mnie zapachu – wciąż jako główne wybijają się zapach masła shea (którego nie lubię) i kokosu (który uwielbiam). Wszyscy, którzy do tej pory używali pomadki mówią, ze pachnie ciasteczkami (WIN! Oł je! Czyli tylko ja nie lubię zapachu masła shea, uf! O ironio…).

 

Tutaj znajdziesz kilka fajnych porad (na przykładzie ubranek dziecięcych), które pisałam o tym jak prać skutecznie, prosto i ograniczając chemię -> klik!

 

 

Krok 2: sposób wytwarzania – gotujemy

 

 

Na kuchence stawiamy garnuszek z wodą, a nad nim naczynie, w którym będziemy mogli podgrzewać wszystkie składniki w tak zwanej kąpieli wodnej. Podgrzewanie bezpośrednio “na ogniu” jest zbyt agresywne dla delikatnych składników.

Do miski wkładamy olej kokosowy, masło shea i wosk pszczeli. Mieszamy i podgrzewamy aż wosk się rozpuści. Będzie to wyglądało tak:

 

 

Krok 3: dodajemy (dodatkowe) składniki – ten krok można pominąć

Dodajemy olejek arganowy (lub inny przez nas wybrany np. olejek migdałowy) i mieszamy wszystko.

 

 

Opcjonalnie dodajemy kilka kropli olejku czekoladowego (lub innego) i kakao. Ja zrobiłam to wyłącznie dla uzyskania innego zapachu, ale kokos i shea i tak się wybijają 😉

 

 

Po dodaniu kakao cała mikstura zmieniła kolor na mocno brązowy, pomimo, że dodałam go zaledwie pół łyżeczki.

 

Krok 4: przelewanie gotowej pomadki do pojemników

W swoim geniuszu kupiłam pojemniczki z ostrym dnem, co oznaczało, że nie da się ich postawić, aby w pionie nalewać do nich jeszcze płynną pomadkę. Wpadłam jednak na pomysł nie z tej ziemi. Użyłam do ich podtrzymywania foremek do lodu z Pepco… 😉

 

 

A do wypełniania ich użyłam plastikowej strzykawki. Trzeba jednak uważać, żeby nie wypuszczać płynu ze strzykawki zbyt szybko. Mieszanka jest oleisto-woskowa, więc pięknie odbija się od każdej powierzchni i jak na śliską maź przystało: brudzi wszystko dookoła.

 

 

Krok 5: oczekiwanie na zastygnięcie pomadki

Pomadka zastyga w dosłownie 30 sekund od momentu kiedy oleje, masła i wosk poczują, że nie są podgrzewane, a wygląda to tak:

 

 

Tak wyglądało naturalne domowe laboratorium podczas procesu “tworzenia”. Całość zajęła mi może… 15 minut.

 

Po pierwszej turz wymieniłam pojemniczki z już zastygniętymi pomadkami na kolejne, bo przecież wcześniej do głowy mi nie przyszło wyciągnąć lód z pozostałych “oczek” 😉 Wtedy już nie podgrzewałam mikstury. To ważne, żeby jej nie przegrzać i za nic nie wolno jej zagotować. Podgrzewamy tylko do momentu aż rozpuści się wosk i wymieszamy go już z pozostałymi składnikami.

 

 

Krok 6: zakręć wszystko i rozdaj rodzinie i znajomym z okazji Bożego Narodzenia 😉

 

 

Kiedy piszę ten tekst zbliżają się święta! Uważam, że to świetny prezent z tej okazji. Sprawdziłam – wszyscy chcieli spróbować, cieszyli się z takiego prezentu i prosili o więcej! 😉 Efekt finalny bardzo miło mnie zaskoczył. Zrobienie własnej pomadki okazało się czymś miłym, przyjemnym, szybkim i prostym.

 

Koszty oraz uwagi praktyczne – czyli jak domyć ten wosk!?

Tak więc do rzeczy – czy to się w ogóle opłaca? Moim zdaniem tak, mam na to kilka argumentów, ale oceńcie sami, oto koszty:

  • Masło shea 200 g – 10 zł
  • Olej kokosowy 1 litr – 20 zł
  • Wosk pszczeli 200 g – 10 zł

 

Dodatkowo:

  • Pojemniczki 20 szt x 5 ml – 10 zł (możemy użyć większych objętościowo pojemników po własnych kosmetykach np. kremach)
  • Olejek arganowy 100 ml – 20 zł

 

Typowa pomadka kupowana w sklepie ma pojemność 4,5 grama. Wypełnienie 20 pojemników 5 ml po sam brzeg za 40 zł (plus ewentualny koszt wysyłki) – dla mnie wygrywa całkowicie nad produktem sklepowym, zarówno pod względem jakości jak i ceny. Dodanie kosztu olejku arganowego i pojemniczków (bo są urocze i poręczne – można je wrzucić do torebki, czy kieszeni) to koszt dodatkowych 30 zł. To jednak nie koniec, bo przecież… 

Bardzo ważną zaletą jest to, że olej kokosowy zużyję później w całości do gotowania, lub do ponownego wytworzenia pomadki (przez najbliższy rok – wszystkie składniki mają ważność 1 roku). Pozostałości masła shea posłużą mi jako balsam do ciała, lub poczekają do kolejnego doświadczenia alchemicznego 😉 Olejek arganowy na pewno będzie stał obok mojego szamponu do włosów (a raczej dodam go do szamponu i do odżywki!).

 

No i na koniec najważniejsze – jak to umyć?!

Jedynymi przyrządami, które musiałam otoczyć szczególną opieką w celu ich umycia były: łyżka, miska i strzykawka. Wszystkie włożyłam do zmywarki, po wcześniejszym wytarciu ich ręcznikiem papierowym. Gorąca woda w zmywarce zmiękczyła olej i wosk i wszystko pięknie zeszło. Jeśli nie masz zmywarki, w ruch muszą pójść rękawice gumowe (dla ochrony rąk) i bardzo gorąca woda.
Jeśli macie jakieś mądre i skuteczne sposoby na domycie takiego specyfiku z kuchennych misek, dajcie koniecznie znać w komentarzach!

Jejku… Jestem mega podekscytowana, że zrobiłam taki piękny instruktaż czegoś domowego DO IT YOURSELF 🙂 To była (i jest) fajna odmiana od tego co zazwyczaj tutaj piszę i mam nadzieję, że znajdzie swoją publikę wśród Was także!

 

Sylwia

______________________

Daj o sobie znać!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis daj o sobie znać. Bardzo pomaga mi to w dalszej pracy – najprostszym sposobem jest polubienie mojego fanpage: Matkiupadki na facebook, lub dołączenie do subskrybujących stronę – zapiszesz się tu: KLIK!

Poza tym ostatnio dużą popularnością cieszyły się felietony o… sprawach świata naszego obecnego oraz wychowanie w treści – poparte doświadczeniem 😉

 

kobieta wskazuje w dół

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł to:

polub Matkiupadki na facebook

śledź naszą rodzinkę na instagramie matkiupadki

zapisz się do newslettera – otrzymasz darmowy ebook o karmieniu i planowaniu snu noworodka oraz listę wyprawkową do szpitala w formacie pdf.

 

Bardzo mi pomożesz udostępniając ten post, lubiąc go na facebook i komentując. Jestem wciąż “malutkim” twórcą i to właśnie dzięki Twojej niewielkiej pomocy mogę dotrzeć z przydanymi informacjami do większego grona rodziców. 

Jeśli nie wiesz czy warto się dzielić tym co piszę, sprawdź co piszę sama o sobie. Może mamy podobne podejście do życia 🙂

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.