Dwa tygodnie prowadzenia bloga i ponad 3,5 tysiąca wyświetleń – czy warto?


Na pytanie postawione w tytule tego wpisu czuję się zobowiązana odpowiedzi udzielić już na samym początku mojego tekstu, żeby zwyczajnie nie wodzić Was za nos. A więc czy warto? Odpowiedź brzmi: Tak! Warto!

O mojej motywacji i sile do działania

Tego bloga tworzyłam z myślą o sobie i choć brzmi to samolubnie, to wcale takie nie jest. Pisać chciałam dla takiej dziewczyny jak ja: młodej mamy, świeżynki w swojej nowej roli, która na bieżąco zmaga się z najróżniejszymi nowymi sytuacjami w życiu. No i w związku z tym na bieżąco bywa zdezorientowana tym co się w okół dzieje. Robić coś po raz pierwszy nie jest łatwo – tak jest z pierwszą miłością, pierwszą pracą, pierwszym dzieckiem i.. prowadzeniem pierwszego bloga.
Z racji tego, że jest to tekst o tym czy moim zdaniem warto takiego bloga prowadzić, nie mogłam pominąć kwestii mojej motywacji. Na początku założyłam, że będzie to blog o rodzicielstwie i ciąży (a z czasem, kiedy poznam już swojego czytelnika także o czymś więcej). Miejsce gdzie dam upust temu, co uważam w sobie za zaletę  – czyli trzeźwe myślenie i przekuwanie tych trzeźwych myśli w słowa i w tekst. Jestem osobą, która lubi wspierać innych – lubię myśleć, że nie są to puste słowa, co udowadniam w swojej pracy. Swoje wsparcie chciałam tutaj przekazać za pomocą opisu swoich doświadczeń. Szczerze i bez cenzury napisać o tym, co dla niektórych jest tabu – czyli jakie TAK NAPRAWDĘ jest rodzicielstwo i bycie mamą i tatą… I czy istnieje życie po porodzie 🙂

Co więcej:

Widzę już oczyma wyobraźni komentarze hejterów (choć najwięcej ich na facebooku, bo tutaj za daleko zaglądać), w których piszą “Spoko, że odkryłaś jak to jest być rodzicem, masz sposób na wszystko i jesteś idealna – na zdjęciu Twojego dziecka sprzed tygodnia widać, że ma niedociągnięte pasy w foteliku samochodowym – wyrodna matko – Pozdro!” (nie jest to cytat, ale ogólny sens zachowałam – choć dramatyzm dodany 😉 ). I właśnie dlatego tu jestem. Jestem wyrodna (sprawdź co myślą na ten temat młodzi rodzice – klik) i wiem, że wiele moich i waszych znajomych myśli o sobie tak samo. Każdy lekarz mówi co innego, każdy wychowawca co innego, każdy ginekolog co innego, a Ty teraz podejmij decyzje – i lepiej żeby była dobra. Pamiętaj – nie zepsuj sobie dziecka!

Ja jestem zwolenniczką psucia dzieci.

Daje sobie wolność w popełnianiu błędów i przepraszaniu za nie. Daje sobie miejsce na bycie dobrą i złą mamą. Wyspaną i niewyspaną. Nieuczesaną i nie umytą i uczesaną i też nie umytą (nie osądzajcie – przy dziecku to jedyna czynność, na którą faktycznie czasu nie ma 😉 ). Piszę, bo chcę, żeby każda i każdy z Was wiedział, że nie jesteście tacy beznadziejni samodzielnie – prawdopodobnie jest nas tylko dwójka, może trójka. Wszyscy inni pozjadali już maksimum rozumów i wiedzą wszystko o “tolerancyjnym i bezstresowym rodzicielstwie bliskości” i oczywiście, ze tylko moje i Twoje dziecko płacze! To, że było Was tak wielu drodzy Czytelnicy jest dla mnie największa miarą sukcesu.
Poniżej znajdziecie opis mojego procesu zakładania bloga od darmowego wordpressa do zakupu domeny i przeniesienia się na własny hosting oraz jak wielu czytelników i fanów na fanpage Matkiupadki.pl przyniosły mi te niemalże dwa tygodnie.

Proces zakładania bloga i dążenie do jego obecnej formy

W pierwszym tygodniu funkcjonowania mojego bloga używałam darmowej witryny na wordpress.com. Chwilę przetestowałam także googlowy serwis Blogger, ale ja pragnęłam więcej od życia w kwestii projektu bloga, który chciałam wykonać sama. Pomyślałam sobie, że im więcej mnie w mojej stronie tym bardziej autentycznie. Zasiadłam więc do pracy nad wymyśleniem dobrej nazwy i rozkręceniem wordpressa… Ustawiłam przyjazny czytelnikom motyw i zabrałam się za pisanie o sobie, o tym po co piszę, jak nawiązać ze mną kontakt. Zaraz po tym postanowiłam stworzyć kilka wartościowych tekstów (w myśl powtarzanej w całym internecie zasady “content is king”). Także uważam, że jak się pierdoły pisze to i publiczność pierdoła, dlatego jest to dla mnie bardzo ważne, żeby moje teksty dało się czytać i żeby one faktycznie o czymś “mówiły”. Wtedy też powstały trzy bardzo chętnie odwiedzane teksty, których sukces był dla mnie wyjątkowo miłym zaskoczeniem. Znajdziesz je tutaj: raz, dwa, trzy.

Moim celem było utworzenie 10 wpisów

Jednego wpisu na dzień, po to żeby czytelnik miał się na czym skupić, kiedy do mnie zajrzy już na samym początku funkcjonowania strony. Udało się to osiągnąć znacznie szybciej. Mam 8 miesięcznego bobasa (o wakacjach z nim przeczytasz tu: klik!) więc pisałam jak szalona kiedy tylko ona chodziła spać. W trakcie przeglądałam blogi osób, które są bardziej poczytne od mojego 😉 Nie skupiłam się jednak na analizowaniu blogów “parentingowych”, ponieważ nie interesują mnie blogi zawierające tony płatnych recenzji (nie mam zupełnie nic przeciwko reklamie, ale kurcze bez przesady 😉 ). W tej kategorii wyjątkiem jest Blog Ojciec, gdzie czytelnicy tego Autora są wyjątkowo ciekawi jego własnych przemyśleń, a nie recenzji smoczka do ssania. Jego wyjątkowość polega jednak na tym, że jest mężczyzną, który w umiejętny sposób pisze o byciu tatą.

Niestety jako kobieta już na starcie odbieram sobie czynnik wyjątkowości, ale mam nadzieję, że nadrobię go charakterem 🙂 Osobiście chciałam zamieścić tu pare szumnie zwanych recenzji, ale tylko tego co sama używam. Dlatego szukając “dobrego przykładu” skupiłam się na blogach, które lubię, takich jak jakoszczędzaćpieniądze.pl Michała Szafrańskiego, ponieważ chciałam bliżej przyjrzeć się temu jak on swoją autentyczność przelewa na bloga.

Czy to już jest marketing?

Moja strategia marketingowa polegała na zdobyciu możliwie jak największej ilości wyświetleń w momencie kiedy na blogu było niewiele treści… Chciałam w ten sposób sprawdzić czy to JAK pisze jest dobrze odbierane. Podekscytowana pierwszymi czytelnikami dołączyłam do grup blogerskich na facebook i przez ostatnie dwa tygodnie to na nich opiera się moja promocja bloga. Poza tym od razu założyłam fanpage na facebook do którego dołączyli moi znajomi.

Kilka liczb i cyferek – czyli 2,5 tysiąca wyświetleń w tydzień. Dzięki że ze mną jesteście!

Domena i hosting

Widząc rosnącą liczbę zainteresowanych w pierwszym tygodniu życia bloga i odbierając sporą liczbę bardzo miłych wiadomości od Was postanowiłam, że nieważne czy jest mi pisany sukces blogerski życia – uwielbiam dla Was pisać, więc zabiorę się za to na poważnie. Za 12,50 zł wykupiłam domenę na zenbox.pl, wraz z mężem wyszukaliśmy ofertę dobrego i taniego hostingu (skorzystaliśmy z mydevil.net – rok hostingu wykupiony za 75 zł) i na tym etapie zakończyłam wydatki. Przeniosłam swoją stronę z worpress.com na wordpress.org za pomocą importowania treści i pomimo, że nie zrobiłam tego profesjonalnie i tamte wyświetlenia poszły w niepamięć, zachowałam jednak wszystkie swoje poprzednie wpisy.

Jeśli masz ochotę zobaczyć w jakim formacie zaimportowały się wpisy z jednej strony na drugą zamieszczam tu linki do nich (jedynie linki z tych stron musiałam uaktualnić): wpis 1, wpis 2, wpis 3, wpis 4, wpis 5, wpis 6, wpis 7, wpis 8, wpis 9.

Wzrost liczby odwiedzin na blogu

Wiedząc, ze będę chciała swoje blogerskie początki opisywać na bieżąco wykonałam bardzo słusznego merytorycznie screena 😉 Tak przedstawiały się odwiedziny na blogu w pierwszym tygodniu jego życia, czyli od czasu odpalenia 31 lipca 2017 roku:
stary calosc
Na wykresach jasnym kolorem zaznaczone są wyświetlenia, a ciemnym liczba odwiedzających. Zazwyczaj odwiedzający moją witrynę czytelnicy przeglądają 2 lub 3 wpisy. Czas od 10 sierpnia to okres przenoszenia bloga na własną domenę. Jak widać do dziś ktoś na niego zagląda, choć zamieściłam tam stosowną informację o przekierowaniu 🙂
Ciekawe jest to, że 9 sierpnia do sieci trafił tekst, który z powodu mojego przeoczenia nie zawierał na końcu artykułu linków przekierowujących do kolejnych. Nikt zatem nie skorzystał z bocznego paska i wyświetleń było dużo mniej.
Tutaj ten sam tydzień w podsumowaniu całościowym:
miesiac stary

Przeniesienie na własną domenę

A tak w kolejnych dniach z przerwą na przeniesienie się na swoją domenę:
nowy calosc
I dla ułatwienia w całości:
miesiac nowy
Podsumowując ruch na stornie jaki udało się uzyskać od 31 lipca do 14 sierpnia to:

  • 3422 wyświetlenia
  • 1679 odwiedzających

Obecnie nie stosuję jeszcze żadnych bardziej zaawansowanych statystyk, korzystam z tych udostępnionych mi przez wordpress. Niestety nie dam rady nauczyć się wszystkiego na raz, także po kolei 🙂 Edit: rozpoczęłam ogarnianie Google Analytics.

Rola Facebooka

Na dzień dzisiejszy po 2 tygodniach funkcjonowania mojego fanpage na facebook jest tam zapisanych 186 osób, z których połowa to moi znajomi. Niestety facebook poradził sobie z takimi jak ja (no i z ogromną ilością treści – zwanej profesjonalnie przez blogerów contentem – czego się niedawno nauczyłam!) i wyświetla za darmo zaledwie ułamek publikowanych przeze mnie treści. Nie chcąc jednak jeszcze inwestować w tę formę promocji (planuje to w przyszłości, gdy treść na blogu da Wam chociaż pół godziny rozrywki przy jednym posiedzeniu) musiałam postarać się o widoczność moich postów w sieci RĘCZNIE. Podróżuję więc po internetowych labiryntach facebooka i udzielam się na grupach zainteresowanych tematem. Nie daje mi to może tysięcy wyświetleń dziennie, ale setki jak najbardziej. Obecnie 95% ruchu na moim blogu to ruch przekierowany z facebooka i zamieszczanych tam postów.

Wpisy gościnne

Jako że pisanie przychodzi mi z łatwością (po prostu to lubię) szybko zgłosiłam się na ochotniczkę do napisania gościnnego tekstu na innym blogu (który możecie przeczytać tutaj – klik!). Przeanalizowałam treści jakie zamieszcza “koleżanka po fachu” i uznałam, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Cieszę się, że mogłam napisać ten tekst i że nawiązałam tę współpracę. Daje mi to poczucie celowości mojego działania (które w chwilach zwątpienia jest potrzebne).

Inne soszial serwisy 😉

Poza tym zauważyłam, że prowadzenie bloga parentingowego i lifestylowego, a po polsku i po ludzku o rodzicielstwie i stylu życia, wymaga posiadania Instagrama 😉 Założyłam i raz na sto lat ktoś kliknie w odnośnik z tej właśnie strony. Niech będzie 🙂

Jakich programów i serwisów używam do prowadzenia bloga (wydając na to 0 zł)

Po tym jak pokonałam wszelkie, można by rzec, programistyczne trudności stawiania strony na wordpress (dzięki internetowym tutorialom sama opanowałam działanie serwera, stworzyłam bazy danych na których będzie przechowywany mój CONTENT 🙂 i z pomocą męża zainstalowałam wordpress’a – przyszedł czas na opracowanie graficzne strony. Tym także zajęłam się samodzielnie.

Motyw strony

Stronę ukończyłam w dwa dni. Korzystałam z wizualnych edytorów stron, tak zwanych “drag and drop” (użyłam ELEMENOTOR i STYLE PRESS oraz wiele stworzonych dla nich wtyczek) gdzie do minimum ograniczyłam pisanie jakiegokolwiek kodu (choć coś tam dukam na własne potrzeby).

Grafiki i zdjęcia na stornę

Przepięknych grafik na chwilę obecną dostarcza mi własna galeria prywatnych zdjęć oraz darmowy serwis PEXELS. Poza tym kilka fajnych grafik udało mi się samodzielnie stworzyć za pomocą darmowego edytora grafiki CANVA – między innymi tam projektowałam swoją grafikę z nagłówka strony, co obecnie traktuję jako takie swoje małe logo/szyld 😉

Subskrypcja

Do tworzenia listy subskrybentów używam również darmowego MAILCHIMP, ale nie jest ona obecnie zbyt duża (choć mam już 3 zapisanych czytelników – i nie są to moi znajomi ani rodzina! Z nimi mam sześcioro…).

Podsumowując chciałam Wam wszystkim bardzo podziękować. Uwielbiam pisać, a wy czytając dajecie mi dużo motywacji. Mam nadzieje, że to co tutaj opisałam pomoże jakiejś zagubionej w hostingowym gąszczu duszyczce. Jeśli macie jakiekolwiek pytania lub wskazówki – śmiało piszcie w mailu lub w komentarzach! Na pewno odpowiem 🙂

Czy warto? Jasne, że tak 🙂 Do póki będzie sprawiało mi to radość, a Wam przynosiło choć trochę przydatnych treści. Jeszcze raz dzięki 🙂

Sylwia


Spodobał Ci się ten wpis? Bądź ze mną na bieżąco, na pewno mamy ze sobą wiele wspólnych tematów! W tym celu polub mój fanpage: www.facebook.com/matkiupadki/
Chcesz przeczytać więcej?

Co nieco o darmowych stronach i programach dla blogerów, czyli Blog bez kosztów
O tym jak wyprawić bezalkoholowe wesele i czy nasi goście “jakoś to przeżyli”: Jak wyprawić bezalkoholowe wesele?
Coś krótkiego i lekkiego trochę w krzywym zwierciadle: Co myśli każdy młody rodzic, ale tego nie mówi

Dołącz do nas i pobierz ebooka



Kategorie

Cześć! To my :)

Mam na imię Sylwia i jestem trochę zwykła a trochę niezwykła. Jestem optymistką, ale lubię sobie ponarzekać. Jestem żoną Józka (możliwe, że jedynego Józka w Krakowie!). Piszę tu o sprawach, które uważam za ważne. Chciałabym przekazać i posłać w świat jak najwięcej tego, czego nauczyłam się podczas (już) dwóch ciąż, pracy jako wychowawca i streetworker i wielu innych doświadczeń o których więcej przeczytasz w zakładce o mnie :)

Zależy Ci na kontakcie ze mną? To świetnie! Oto kilka sposobów na to, jak możesz tego dokonać: napisz mail na matkiupadki@gmail.com

Odwiedź na facebook: 

https://www.facebook.com/matkiupadki/

Wyślij tajną wiadomość przez formularz: KLIK

Serwisy na których nas znajdziesz:

Close