dzieci rok po roku przygotowanie

Dzieci rok po roku – przygotowanie starszego dziecka na przyjęcie rodzeństwa

Dzieci rok po roku. Jak przygotować dziecko na rodzeństwo? Dziecko, które w sumie dalej jest niemowlakiem… Czy ono to wszystko zrozumie? Czy my damy sobie radę? Jak sobie radzić?

Kiedy to pierwsze jest najważniejsze… a tu nagle… 

To krótka podróż w czasie, bo mówi nie tylko o tym jak czas biegnie, ale także o tym, jak się na chwilę zatrzymał. Nasza córka okres od urodzenia do około szóstego miesiąca życia przeżywała dając o sobie znać. “Hajnid”? Nie lubię tego określenia, bo poznałam go już po wszystkim. Dobrze wiedziałam czego ten mój hajnid chciał i dlaczego tego chciał, ale ciężko było nam na te potrzeby odpowiadać i jednocześnie nie zwariować. Temperament ma po rodzicach – to widać od urodzenia. Tylko zamiast poprosić chromosomy podczas wymiany o równanie T+T ktoś postanowił podmienić “plus” na “razy”. Za tym wulkanem emocji przyszły kolki… I w środku tego wszystkiego, między płaczem a pieluchą, czas stanął w miejscu. Będzie rodzeństwo. O matko, będzie ich dwójka! Już niedługo!

Hej mała, już nigdy nie będziesz sama!

Niemowlak ćwiczył siadanie, a ja cieszyłam się, że nie zdążyłam przez te 5 miesięcy spakować jej noworodkowych ubranek i przekazać ich dalej. Przydadzą się prędzej niż myślałam! Recykling w stylu błyskawicznym – za to powinni dawać medale. Teraz przyszło nam zacząć mówić naszej “jedynej”: Hej mała! Już nigdy nie będziesz sama! 

Podeszliśmy do tego full profeska. Mówiliśmy do niej. Dzieci rozumieją rodziców pomimo nieznajomości słów. Odczuwają nasze emocje, rozróżniają nasz zapach w stresie i radości, a przez to praktycznie czytają nam w myślach… Więc wystarczy do nich mówić. Wyjaśnianie Wiktorii, że będzie miała rodzeństwo rozłożyliśmy na etapy i dostosowaliśmy do jej rozwoju. Najpierw mówiliśmy, wyjaśnialiśmy, parafrazowaliśmy jedno zdanie na 100 różnych sposobów: “urodzi się dziecko”, “będziesz miała rodzeństwo”, “będziesz ty i braciszek”, “będziemy mieszkać tu z tobą i twoim braciszkiem”. Mówiliśmy o tym przy śniadaniu, w czasie zabawy, podczas usypiania… Zaczęliśmy od wspólnego marzenia o tym, jak to będzie niedługo razem i opowiadania sobie tego na głos.

Brzuch rósł, więc braciszek się do nas wybierał, a u Wiki nastał czas zainteresowania zabawkami. Rozwijała się szybko, wiele rozumiała, więc dostała lalkę. Lalkę niemowlę z butelkami, czapeczką i w śpioszkach. Zawsze kiedy bawiła się lalką zwracaliśmy uwagę na delikatność. Gdyby nasza sytuacja była inna i Wika nie czekałaby na braciszka, także nie mam w sobie zgody na maltretowanie zabawek. To na nich dziecko uczy się jak postępować ze swoimi rzeczami i buduje wzorce na przyszłość. Trening z lalą był wstępem do svoir vivre wokół bezbronnego niemowlaka, więc zwracaliśmy na tę zabawę szczególną uwagę – lala była karmiona delikatnie, korekta wkładania butelki do buzi lali zamiast do jej oka też się przydała. Zakaz dziubania po oczku, rzucania lalą, targania za ręce i nogi. Inne zabawki można było traktować ostrzej, ale tę przypominającą niemowlę – nie. Rozpływałam się kiedy po tym ile pracy włożyliśmy w naukę “opieki nad lalą” Wika jako niespełna roczne dziecko brała ją na ręce i zmieniał się jej wyraz twarzy. Łagodniała, uspokajała się…

PS Takie zdjęcia dosatawałam jeszcze będąc w szpitalu z Tomkiem 🙂

Wieści o ciąży przyniosły nam dwie emocje: radość i niepokój

Zawsze chciałam, aby moje dzieci miały między sobą niewielką różnicę wieku. Chciałam, żeby od najmłodszych lat miały w sobie wsparcie, poparte długą więzią. Ale dzieci rok po roku… A co ze wspieraniem rozwoju Wiki? Czy dam radę podnosić ją na chuśtawkę? A co jeśli trafię do szpitala na jakieś kontrole? Z kim zostawię malucha, który wciąż tak bardzo mnie potrzebuje? Czy mam przestać karmić piersią? To były ważne obawy, dlatego wiedziałam, że muszę się tym zająć od samego początku i poczynić kilka ustaleń. Znajomi i rodzina przyszli z pomocą. Kiedy potrzebowałam odpoczynku, dzwoniłam i pytałam czy możemy odwiedzić kogoś, kto chętnie pobawiłby się z Wiką, mówiąc wprost że nie mam siły. Nie wpadłam na to jednak tak zupełnie… sama. Już od początku ciąży koleżanki proponowały nam przywożenie obiadów, opiekę nad Wiką na czas mojej krótkiej drzemki, mama i teściowa pomagały robiąc “słoiki na awaryjne obiady”. 
Przy każdej wizycie lekarz kontrolował czy wszystko OK. Kiedy ginekolog mówiła, że mam odpocząć wracałyśmy z Wiką do domu i zamiast szaleć i się nosić robiłyśmy rysunki rączkami maczanymi w farbie… Stacjonarnie 😉 

Te zdjęcia są dla mnie bardzo ważne, bo wtedy świętowaliśmy pierwsze urodziny Wiki, a jednocześnie wiedzieliśmy, że w każdej chwili może pojawić się jej brat 😉

Na wypadek wizyty w szpitalu mąż “zbierał” urlop. No i oczywiście wiedzieliśmy, że przysługuje nam L4 dla mojego męża na czas kiedy żona jest w szpitalu a dziecko nie ma z kim zostać, ponieważ nikt dorosły poza nim nie mieszka razem z nami. Podlinkowałam tutaj ten artykuł, zobacz, zapoznaj się ze swoimi prawami. Takie L4 przysługuje nie tylko po porodzie – zobacz informacje, które zamieściłam w tamtym tekście.

Uprzedzaliśmy naszych najbliższych znajomych, że jeśli zajdzie potrzeba zwrócimy się o pomoc. Niektórzy poprosili nas nawet o zostawienie u nich kilku rzeczy dla Wiktorii, żeby w wypadku “awarii” mogli nam pomóc w pierwszych godzinach, gdybyśmy nie mieli czasu się pakować. Skąd wzięłam takich ludzi? Sami się znaleźli. Wiem, że i Ty masz wokół siebie mnóstwo życzliwych osób. Ważne, żeby mówić o swoich potrzebach na głos i nie unosić się ponad frazą “sama sobie poradzę”, a można odkryć, że prawdziwych przyjaciół poznaje się NIE TYLKO w biedzie. 

Wika, gotuj obiad! Dzisiaj przyprowadzimy do domu znajomego!

Poród rozpoczął się w nocy (w sumie to trochę nad ranem). Wika miała już zamówiony pokój w hotelu “u szwagierki”, a następnego dnia po otrzymaniu wieści urlop miała brać babcia (jedna bądź druga w zależności od dostępności) i gnać do nas jak na skrzydłach – obie mieszkają w innych niż my miastach. Czemu podjęliśmy taką decyzję, skoro mąż mógł zostać z dzieckiem w domu? Otóż nie mógł. Dla nas ważne było, by nowy członek rodziny przyszedł na świat witany przez mamę i tatę. Tak jak pierwszy. Chcieliśmy aby mąż dzielił czas spędzany w domu z Wiką oraz w szpitalu z nami swobodnie i bez pośpiechu. Poziom stresu spadł nam więc do zera, byliśmy spokojni o naszą pierworodną, a przez to i ona była spokojna. Tomek urodził się dokładnie 13 miesięcy po Wiktorii. Wracając do domu z maluchem kupiliśmy malutkiego misia jako prezent od braciszka dla Wiki. Pierwsza weszłam ja, a na zawiniątku z którego wystawał kawałek buzi Tomka położyliśmy maskotkę. Wika wzięła maskotkę od braciszka i resztę popołudnia spędziliśmy zapoznając się. Poprosiłam naszą małą, żeby pomogła mi ułożyć go w malutkiej kołysce, jej zadaniem było ułożyć kocyk – wystarczyło, że pogładziła ten kawałek materiału rączką – ważne aby dziecko czuło się częścią tego wszystkiego. 

Tutaj wszyscy są “najważniejsi”

W naszym domu nie ma ważnych i mniej ważnych. U nas wszyscy są “najważniejsi”. Żeby Wiktoria mogła przyzwyczaić się do nowego życia w tandemie zaplanowaliśmy ten czas. Tuż po porodzie mój mąż wziął 2 tygodnie urlopu ojcowskiego, kolejne dwa tygodnie wykorzystał ze swojego zwykłego urlopu. We czwórkę byliśmy w domu razem. Ja miałam pomoc męża, Wika miała zawsze jednego rodzica na wyłączność. W takiej atmosferze dochodzenie do siebie po porodzie to coś wspaniałego. Miesiąc to idealny czas, żeby wejść w rolę mamy dwójki dzieci (a właściwie lekko się w niej zanurzyć). Nasza starsza córka nie czuła się odrzucona, ani mniej ważna. Za nasze małe sukcesy uważamy brak jakichkolwiek wybuchów zazdrości. Dużo rozmawialiśmy o tym, że jej braciszek bardzo ją kocha i choć teraz jest czas opieki nad nim, to już teraz może się z nim bawić np. przynosząc mu pluszaki. W praktyce jednak, kiedy zauważyła, że jego pojawienie się przyniosło niewiele “zagrożeń” postanowiła go lekko mówiąc przez większość dnia ignorować i zajmować się swoimi sprawami 😉 

Kto zna moją córkę, ten wie, jak ogromnym wyrazem szacunku jest zezwolenie na chociażby dotykanie jej ukochanych lisów! Dlatego taki dar, to wyraz największego uznania i zaufania 😉

PS Tak, w pierwszej kołysce jest dziecko – kontrolowałam, czy może oddychać i szybko zabraliśmy mu nadmiar “darów”.

Dzieci rok po roku – czy udało się przygotować pierwsze dziecko na pojawienie się rodzeństwa?

Tak. Zawsze odpowiem, że tak. Zdarza nam się słyszeć “U was to może i się dało, ale mój syn/córka to taki zazdrośnik! W życiu by to nie przeszło!”. No i w porządku. My nie dzielimy dzieci na grzeczne i niegrzeczne, ani na rozumne i nierozumne. Niektórzy potrzebują po prostu więcej czasu, aby dogadać się ze swoim maluchem, wypracować sposób komunikacji i znaleźć wspólny język. Zawsze kiedy słyszę “u mnie się tak nie da”, to przypomina się ta grafika: 

Nie bądź jak ten koleś. Bądź rodzicem, u którego “się da”. Przecież wiesz, że to jak wyglądać będzie Twoja rodzina zależy od Ciebie, więc bierz sprawy swoje ręce, szczególnie że to można całkiem pozytywnie zaplanować. Dzieci rok po roku? Nigdy nie zamieniłabym tej różnicy wieku na żadną inną. O tym na blogu już niedługo (w końcu maluchy są razem już prawie 2 lata!), jeśli chcesz przeczytać, jak wygląda radzenie sobie z dwójką dzieci w praktyce, zapisz się do newslettera w okienku obok (po prawej). Na początek (przy zapisie do listy mailingowej) dostaniesz prezent – ebook, który opracowałam dla nowo upieczonych rodziców, oraz tych którzy szukają wskazówek dotyczących opieki nad noworodkiem. Potem będę do Ciebie wysyłać powiadomienia o nowych tekstach, ale tylko raz w miesiącu. Obiecuję – żadnego spamu. 

Sylwia

Jeśli chcesz przeczytać więcej o dzieciach rok po roku to klikaj tu, to jest tekst z czasów “przed porodem”, czyli myślenie życzeniowe na najlepszym wydaniu 🙂 Sprawdź ile udało nam się tych przepowiedni wypełnić.

A tutaj znajdziesz trochę więcej o porodzie przez cesarskie cięcie oraz porodzie drogami natury.

No i jeżeli potrzebujesz wolnych rąk do zajmowania się starszym dzieckiem kiedy młodsze przyjdzie na świat, to zerknij co napisałam o chustonoszeniu.

A tu linkowany wcześniej artykuł o zwolnieniu na opiekę nad żoną.

Bądź ze mną na bieżąco, bo duże o tych sprawach piszę 😉 Polub na facebook, zerknij na instgram

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

One Response

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.