mezczyzna i dziecko siedza wspolnie przy stole w kawiarni na czerwonych fotelach

Do dziecka mów tak jakbyście… żyli w komedii romantycznej! – czyli jak nauczyć się rozmawiać z dzieckiem

Moja komedia romantyczna zaczyna się o 20:30 kiedy kładziemy dzieci spać. To ostatni moment, żeby wszystko naprawić, nastroić się pozytywnie na nadchodzącą noc i obiecać sobie, że jutro od rana będzie nam się rozmawiało jeszcze lepiej niż dzisiaj. Nastawiam zegar – od wieczora do wieczora. Ten romantyczny nastrój opleciony we wrzaski, przewracanie się o rzeczy, które ktoś porozrzucał niczym skórki od bananów w niskobudżetowej komedii, założona tył na przód piżama i rodzice obijający się o siebie gdy próbują dogonić rozbiegające się dzieci, to nie romansidło. To pełnometrażowa komedia romantyczna.

Wychowanie to seria wzlotów i upadków, a rozmowa z dzieckiem czasem przypomina wymianę zdań z nowo przybyłym na naszą planetę ufoludkiem. Tylko tak właściwie, ta planeta to jest “nasza”, czy “jego”? Kto tak naprawdę jest tym ufoludkiem? A może, jest szansa na to, że ta planeta jest wspólna? Wszystko, co znajdziesz w tym tekście to dobry wstęp do nauki komunikacji z maluchem oraz odpowiedniego nastrojenia się rodzica do szczerej i dobrej rozmowy z dzieckiem.

O tym jak rozmawiać z kilkuletnim dzieckiem, oraz dlaczego to, jak nauczymy się komunikować z trzylatkiem, daje nam kompetencje rodzicielskie na długie, nadchodzące lata.

Przeczytaj ten tekst do końca jeśli:

  • szukasz dobrych sposobów komunikacji ze swoim małym dzieckiem (i niemowlakiem także!)
  • chcesz poznać kilka nowych metod rozmowy z dzieckiem, które wzmocnią waszą relację
  • zależy Ci na rozmowie z małym dzieckiem, która go rozwija i uczy odpowiedzialnego komunikowania swoich potrzeb
  • chcesz, aby Twoje kilkuletnie dziecko mówiło Ci o swoich problemach i rozterkach oraz aby chciało z Tobą rozmawiać o ważnych sprawach już od pierwszych dni życia (Tak! Od PIERWSZYCH dni życia 🙂 Komunikacja z dzieckiem zaczyna się na długo przed tym zanim zacznie ono mówić – przeczytaj i przekonaj się

 

dziecko siedzi z tatą przy stole

 

Szczerość w komedii romantycznej – czyli wykrztuś wreszcie to co czujesz (niekoniecznie w kroplach deszczu)

Dobra komedia romantyczna zawiera co najmniej kilka scen, w których główni bohaterowie wykrzykują sobie nawzajem długo skrywane uczucia (koniecznie w kroplach deszczu, ale jeśli chcesz przeczytać o tym jak przygotować małe dziecko na rodzeństwo, leżąc przy tym czytaniu pod ciepłym kocem, to klikaj śmiało). I w tym konkretnym momencie, pełnym emocji i łez, są ze sobą zupełnie szczerzy.

Jako rodzice nie musimy czekać ani na odpowiednią pogodę, ani też na moment, w którym wybuchniemy i nasze myśli trzeba będzie wykrzyczeć. Jednak z komedii romantycznej naprawdę warto wypożyczyć tą kiczowatą i rozbrajającą… szczerość.

Dorośli nauczeni są nie lubić szczerości, a dla wielu z nas jest ona nawet oznaką bycia niemiłym, lub niepohamowanego wyrażania swoich myśli. Dzieci natomiast kochają szczerość (i wcale się jej nie boją!). Rozmawiając z dzieckiem dobrze jest mówić jego językiem, czyli w podobnym stylu wypowiedzi. Nie oznacza to, że jeśli rozmawiamy z dwulatkiem, mamy tak jak on używać wymyślonych słów, lub ograniczyć się tylko do “Mama! JEŚĆ!”. Krótki styl wypowiedzi malucha może nas nauczyć przede wszystkim tego że: dzieci od urodzenia są niezwykle asertywne. Naszym zadaniem, jako rodziców, jest pielęgnowanie tej asertywności i dostarczenie dziecku słownictwa, dzięki któremu będzie potrafiło odmawiać lub komunikować swoje potrzeby w sposób kulturalny (lub nie kulturalny, jeśli trzeba).

To tutaj wchodzi na scenę “mówienie w stylu dziecka” oraz bycie szczerym. Przysłuchuj się dziecku. Kiedy zadajesz pytanie “Chcesz się tym pobawić?” a słyszysz: “Nie.” możesz mieć pewność, że dziecko nie chce się tym pobawić. Moja córka pewnego dnia, siedząc w piaskownicy, miała problem z kobietą, która pilnując swojego dziecka stała zbyt blisko niej i ciągle obijała ją swoim plecakiem. Powiedziała więc na głos: “Mamo, niech ona stąd idzie”. Ja wyjaśniłam jej, że ta pani ją słyszy i że może powiedzieć to do niej, prosząc, żeby się przesunęła. To była dobra lekcja kulturalnego zwracania się do kogoś, kogo nie znamy, bez obaw i strachu przed “konfrontacją” z obcą osobą.

Te dwa krótkie przykłady pokazują przede wszystkim to, że komunikaty dziecka są bezpośrednie i proste i NIE MAJĄ INTENCJI NIKOGO OBRAŻAĆ. Skoro dziecko komunikuje się w ten sposób, warto skorzystać ze sposobu mówienia, który dziecko rozumie. Szczerości i stanowczości uczymy się od dziecka i trenujemy je wraz z jego rozwojem. Znana wszystkim rodzicom sytuacja, kiedy dziecko wciska Ci do buzi chrupkę, którą właśnie wydobyło zza kanapy i mówi: “Am!” – to idealny moment, aby wykorzystywać i trenować szczerą komunikację. No bo możemy oczywiście powiedzieć: “Oj kochanie, nie jestem głodna”, lub po prostu zjeść tego paskudnego chrupka (żeby nie robić dziecku przykrości), ale żadna z tych reakcji nie ma jednak nic wspólnego z prawdą (a co za tym idzie ze szczerością). Możesz odpowiedzieć dziecku: “Nie zjem tego, to jest brudne i stare”, bo: szczerze odmówisz (więc zachowasz się tak jak zachowuje się Twoje dziecko) i nauczysz malucha, że Ty nie jesz brudnego jedzenia z podłogi (niewątpliwy plus i jedna biegunka u dziecka mniej, no nie?).

Bardziej skomplikowana sytuacja, która przytrafiła się nam pewnego razu w przychodni i wywołała jęk przerażenia u personelu medycznego, pokazała nie tylko mi, ale i pracownikom placówki, że szczerość ma znaczenie:

Przyszłam z moją córką do przychodni na szczepienie. Dla wielu rodziców i dzieci to sytuacja niezwykle stresująca. Nie była to nasza pierwsza wizyta i Wiktoria dobrze wiedziała z czym ona się wiąże: najpierw przyjemności, zabawa stetoskopem, wagą, miarką, a potem chwila grozy – strzykawka – i powrót do przyjemności, czyli naklejka “dzielnego pacjenta”. Przez cały czas widziałam, że pielęgniarka przygotowująca nas do szczepienia zwracała się wyłącznie do mnie, starając się traktować mnie jak już lekko rozbite jajko. Powiedziałam jej z uśmiechem, że widzę, że chyba mają tu wielu postresowanych rodziców i zapewniłam ją, że ja nie potrzebuję, żeby zawracała sobie głowę uspokajaniem mnie. Popatrzyła na mnie ze zrozumieniem i powiedziała: “Proszę pani… Pani nawet nie wie co tu się dzieje. Rodzice nie mogą znieść widoku szczepienia i nawet zostawiają nam dzieci i WYCHODZĄ. To ogromny tres dla dziecka, jak zostaje wtedy samo, więc wolimy już was – tak na zapas – uspokajać”. Wtedy Wikę przebadała lekarka, zakwalifikowała do szczepienia i wróciliśmy do pani pielęgniarki. Wika usiadła mi na kolanach i trochę się zdenerwowała, więc powiedziała:

“Mamo. To będzie bolało!”

i w chwili kiedy z drugiego końca sali pani pielęgniarka próbowała powiedzieć “Nie kochanie, nic a nic!”, ja zdążyłam wtrącić nieco szybciej swoje: “Tak, to będzie bolało. *tu jęk przerażenia i szybko łapanego powietrza personelu medycznego* Ale bardzo krótko i zaraz przestanie. Tak jak poprzednio, pamiętasz? Szczepienie boli bardzo krótko”. Wiktoria powiedziała smutno “Mhm.”, a ja dodałam jeszcze, że może obejrzeć strzykawkę w dłoni pielęgniarki i zobaczyć gdzie będzie “pik”. Pani pielęgniarka podeszła do nas, wciąż nie dowierzając co się dzieję, wykonała wszystkie szczepienia, które Wiktoria komentowała: “Ała, ała!” i przestawała z momentem zabrania strzykawki. Kiedy skończyła szczepić Wiktorię wzięła chyba pierwszy oddech ulgi od momentu mojego komentarza i powiedziała: “Odważna mama…” i uśmiechnęła się. Ja powiedziałam tylko: “Ale ta szczerość zadziałała, prawda?” i też się uśmiechnęłam. Wtedy zauważyłam drugą pielęgniarkę stojącą w drzwiach, która obserwowała całe szczepienie, i kiedy na nią spojrzałam, powiedziała: “No przyszłam zobaczyć, czy macie pusto, bo tu tak cicho. No no.”

Dlaczego szczerość zadziałała? Bo dostarczała wiedzę. Niewiedza to lęk, a lęk zabija się informacją.

dorosły trzyma rękę dziecka

Krótko jeszcze o sytuacjach z pracy pedagoga, które spotykamy w pracy na co dzień: często zdarzało nam się pracować z rodzinami i dziećmi, które doświadczyły straty – śmierci kogoś bliskiego. Rodzice, starając się uchronić dziecko przed brutalną prawdą mówili na przykład: “Babcia/tata/dziadziuś odszedł/odeszła”. My jako dorośli rozumiemy kontekst, czyli zastosowaną przenośnię. Dziecko rozumie słowa wypowiadane DOSŁOWNIE. Bywało, że rodzicie nie mogli dojść do przyczyn nocnego moczenia się swojego dziecka, czy problemów w zachowaniu, do póki z pomocą terapeuty nie odkrywali, że przyczyną problemów jest przeświadczenie dziecka, że zostało ono opuszczone przez rodzica lub dziadka, oraz że ten członek rodziny prowadzi z dala od niego inne życie. Stosowanie wyłącznie słów: “odszedł/odeszła”, “poszedł do lepszego miejsca” i brak szczerości, bywa jedną z przyczyn trudności poradzenia sobie z trudną sytuacją.

 

Parafraza, to nie tylko dziwne słowo ‘z polskiego’ – w komediach romantycznych uwielbiamy kreatywność

Parafraza to odmiana lub przekształcenie wcześniej wypowiedzianego zdania lub słowa. Jak rozmawiać z dzieckiem, aby być pewnym, ze ono nas rozumie? Musimy przede wszystkim uruchomić swoją kreatywność.

Kiedy komunikujemy się z maluchem (2-3 letnim) musimy pamiętać o tym, że choć dziecko potrafi odpowiadać na nasze pytania i jest gotowe na wymianę zdań, to jest tutaj jeden haczyk. Bardzo wiele rzeczy, które do niego mówimy jest dla dziecka nieznane. Mimo to, dziecko nie okazuje tego, ponieważ jego mózg cieszy się z tych “nieznanych” zwrotów i słów. Z tego powodu zamiast mówić nam: “Mamo, tato, opisz to inaczej, gdyż nie jestem fanem tych określeń” zobaczysz tylko niezwykle rozumiejące spojrzenie Twojego malucha, a w tym czasie jego mózg rozpocznie “katalogowanie nieznanego” – czyli poszukiwania innych lub podobnych wcześniej zasłyszanych zwrotów i słów i wkładania ich do odpowiednich szufladek. To właśnie wtedy może dojść do sytuacji, w której zdanie zgubi się, trafi do nieodpowiedniej szuflady, ponieważ jest tylko pozornie podobne do jakiegoś już znanego. Dobrym przykładem jest niedawna sytuacja z czasu przygotowania mojej córki do pójścia do przedszkola:

Chcąc wyjaśnić Wiktorii to, że będzie chodziła do przedszkola angażowaliśmy ją w przygotowania. Dużo o tym rozmawialiśmy, wspólnie kupowaliśmy wyprawkę i często opisywaliśmy przedszkolną rzeczywistość oraz to jak wyglądają przedszkolne zasady. Raz powiedziałam (z resztą już po raz kolejny): “Wiktoria, niedługo sama pójdziesz do przedszkola!” – oczywiście miałam na myśli, że będzie spędzać czas w przedszkolu z innymi dziećmi bez mamy i pod opieką innej pani – i dokładnie to powinnam powiedzieć. Po kilku dniach podczas zabawy Wika wybuchnęła płaczem i powiedziała mi, że ona nie chce sama jeździć windą i chodzić po chodniku. Pogadałyśmy chwilę i doszłam w końcu do sedna problemu. Okazało się, że słowa “sama pójdziesz” były dla niej jednoznaczne i od tamtej pory obawiała się samodzielnej podróży do nieznanego jej miejsca (czyli przedszkola). Rozmawiając o przedszkolu lepiej dobierałam słowa opisujące samodzielność. Od tej pory wyjaśnialiśmy wszystko opisując jedno zdanie kilka razy, na przykład:

  • “Będziesz chodzić do przedszkola, mama cię tam zaprowadzi i potem przyprowadzi do domu”
  • “W przedszkolu będzie miła i zaufana pani, którą możesz prosić o pomoc”
  • “Wika, będziesz w przedszkolu zostawać z dziećmi i z panią, mama cię przyprowadzi i po obiadku zabierze do domu”
  • “Mamy nie będzie w przedszkolu podczas zabawy. Będę w tym czasie w domu. Przyjdę po ciebie po obiadku i wrócimy do domu razem”

 

Po co opisywaliśmy to tak “na około”? Żeby upewnić się, że to co ja zrozumiem w jednym zdaniu “Pójdziesz do przedszkola” czyli: będziesz tam sama, będzie tam opieka, ja cię zawsze odprowadzę i odbiorę, będziesz tam z innymi dziećmi – mogło wybrzmieć na tyle sposobów, ile potrzeba trzyletniemu dziecku do zrozumienia nowej sytuacji.

Plusem parafrazowania jest też to, że uczymy dziecko mówić i opisywać świat w kreatywny sposób oraz wzbogacając jego słownictwo. No nic tylko #matkaroku #tataroku #rodzicna5 🙂

 

Przydługie monologi, które kochamy w komediach romantycznych – opisuj dziecku świat

Prosty i niezwykle wartościowy sposób komunikacji z dziećmi (szczególnie z tymi, które jeszcze nie mówią). Kiedy należy zacząć? W szpitalu, po urodzeniu, podczas pierwszej zmiany pieluszki. Dziecko rozpoczyna poznawanie świata przez obserwację, ale z początku nie wykorzystuje do tego wzroku. Najpierw maluszek wyciąga swoją tajną i piękną broń – dotyk. Potem węch oraz słuch i dopiero na szarym (ale jakże ważnym) końcu mamy wzrok. Ta niesamowita reakcja chemiczna, rodem z kosmosu, która zachodzi między rodzicem, a dzieckiem podczas opieki nad maluchem jest dla mnie czymś naprawdę fascynującym. Dziecko rozpoznaje nasze emocje między innymi po naszym zapachu! (Mały czarodziej!) Ale jest jeszcze coś, co dla maleństwa jest bardzo ważne i pozostanie takie jeszcze długo – przez resztę Waszego wspólnego życia – opis świata, który widzi rodzic.

W komedii romantycznej zawsze nadchodzi taki moment, który w sumie chcielibyśmy przewinąć, ale oglądamy go z jakimś dziwnym zaciekawieniem i chcąc nie chcąc – wczuwamy się! To te przydługie monologi, które główni bohaterowie kierują do siebie w niepotrzebnych momentach, ale gdyby nie one, nie wiedzielibyśmy jak ten świat widzi nasz bohater – przecież tak krótko go znamy. W tym czasie druga strona wysłuchuje tych wszystkich wspaniałości z ogromnym zaciekawieniem! I gdybyś teraz spojrzał/spojrzała na swoje dziecko i powiedział/a do niego: “Chcesz cukierka?” to zobaczysz dokładnie ten sam błysk w oku i to niezwykłe zaciekawienie, gdzie nic poza Tobą, cukierkiem i dzieckiem się nie liczy 😉 A teraz schodząc na ziemię – opisywanie świata jest bardzo proste. Oto jak zacząć:

Krok pierwszy – trening szpitalny i opiekuńczy: opisuj niemowlęciu to co się zaraz wydarzy. Komunikuj: zmienię ci pieluszkę – zanim zaczniesz to robić. Mów: “Teraz cię podniosę”, “Do wytarcia pupy mam tutaj taki wacik z milutką, ciepłą wodą. Woda jest przyjemna”. Puść wodzę fantazji! I jeśli pomyślisz, że coś co chcesz powiedzieć jest bez sensu – powiedz to natychmiast! To co dla nas jest mało ważne, dla noworodka stanowi najciekawszy obraz świata jaki możesz sobie wyobrazić.

Krok drugi – trening spacerowy: o ile krok pierwszy pomagał nam w opiece nad dzieckiem (noworodki, które słyszą głos mamy lub taty, podczas przykładowej zmiany pampersa, są spokojniejsze, niż te które przebierane są “z zaskoczenia”) o tyle krok drugi ma za swoje główne zadanie uczyć Twoje dziecko, rozwijać jego słownictwo zanim jeszcze zacznie mówić i budować więź rodzica z dzieckiem. Spacer to świetny czas na ćwiczenie naszego romantycznego gadania! “Mijamy drzewa, ich liście szumią”, “Ten ptak jest biało-czarny. Lubi kraść błyszczące przedmioty, zabiera je do swojego gniazda”. Dziecko kilkumiesięczne nie odpowiada słowami, ale przypatrz mu się – zobaczysz, że na dźwięk wypowiadanych zdań rozgląda się i wodzi wzrokiem za wszystkim o czym mówisz. Szuka tego, co mu opisujesz.

Krok trzeci – trening reakcji kryzysowej: “wyprzedź mnie i przechytrz mój niepokój”: Dziecko które rozmawia z rodzicami (nie ważne czy są to rozmowy jednosłowne, czy pełnym zdaniem – dziecko komunikuje się z nami tak, jak potrafi najlepiej) potrzebuje opisu zależności: przyczyna-skutek. Dlatego nawet w potencjalnie niebezpiecznych sytuacjach świat opisujemy i kontrolujemy zachowanie, zamiast zabraniać. Dobry przykład to nauka zachowania przy rozgrzewającym się piekarniku. Możesz powiedzieć półtorarocznemu brzdącowi: “Odsuń się! Nie dotykaj!” i patrzeć jak podchodzi i oczywiście – dotyka. Możesz też opisać niebezpieczeństwo: “Choć, zobacz. To jest piekarnik. On jest gorący! Ała! Jeśli go dotkniesz, oparzysz się.” Możesz wziąć dziecko na kolana, upewnij się, że piekarnik jest tylko trochę ciepły i pokaż mu, że się nagrzewa. Czy to rozwiąże, Twój piekarnikowy problem? Być może nie i dalej będziemy musieli zachowywać ostrożność i pilnować malucha – ale na pewno zaspokoi ciekawość i sprawi, że dziecko nauczy się tego, jak może się zachować w tej sytuacji (czyli nie dotykamy, ale patrzymy co fajnego jest w środku).

 

 

Emocje jak na dłoni – opis uczuć i emocji rodem z komedii romantycznej

Czasem zapominamy o tym jak ważne dla dziecka są spójności i zależności. Dzieci chcą wiedzieć dlaczego coś się dzieje, wiedzieć że coś następuje po czymś. Tą stabilność staramy się zapewnić naszemu maluchowi np. planem dnia, albo codziennymi rutynowymi czynnościami, które zawsze wykonujemy w ten sam sposób (np. mycie zębów po jedzeniu, czytanie bajki po obiadku itp.). Nie inaczej jest z emocjami, ich opisywaniem i wyrażaniem. Pierwsza ważna rzecz to okazywanie emocji – jeśli jesteś zła/y i sfrustrowana/y, na Twojej twarzy ryzuje się grymas wściekłości, a na pytające spojrzenie Twojego dziecka odpowiadasz: “Nie jestem na Ciebie zła Kacperku, ale załóż już te buty…” pozbawiasz dziecka dwóch rzeczy: zaufania do okazywanych przez ciebie uczuć oraz umiejętności nazywania własnych, odczuwanych przez nie.

Co można zrobić, żeby ułatwić dziecku radzenie sobie z własną złością oraz zachęcić do okazywania przyjemnych uczuć rodzicom i osobom dla dziecka ważnym? Są na to dwa proste sposoby:

 

Sposób pierwszy – kiedy czuję, że kocham, to pokazuję że kocham.

Każda komedia romantyczna bogata jest w sceny, gdzie główni bohaterowie wyznają sobie uczucia w sposób tak ohydnie cukierkowy, że niekiedy nas mdli. Jest to DOSKONAŁY sposób na budowanie bliskiej relacji z dzieckiem oraz uczenie go wyrażania swoich uczuć. Przepisz sobie scenariusz z ostatniego romansidła, bo dziś wieczorem możesz powiedzieć dziecku na dobranoc: “Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam/łem to od razu wiedziałam/łem, że będziesz tak wspaniałym chłopcem/dziewczynką. Śpij dobrze, słodkich snów!”. Wieczór tworzy doskonałą atmosferę sprzyjającą budowaniu relacji opartej na miłości i zaufaniu. Kiedy nikt was nie słucha i nie podgląda możesz ćwiczyć mówienie do dziecka dokładnie tak jak czujesz w sercu.

Jedną z metod, która pomagała mi, kiedy puszczały mi nerwy i na przykład nakrzyczałam na półtoraroczne dziecko, było uczenie się mówienia tych obrzydliwych cukierasów 😉 Nie oszukujmy się: każdy rodzic prędzej czy później powie do dziecka coś z czego nie jest później dumny. Mleko rozlane łatwo jednak posprzątać (po pierwsze przepraszając dziecko – ale o tym później), a po drugie naszą szmatką do wycierania tego rozlanego mleka będzie romantyczno-komediowa kontra. Jeżeli w trakcie dnia są momenty, podczas których wybuchasz, to wpisz też do planu dnia komplementy. Na początku pamiętałam o nich tylko kiedy dziecko było spokojne. Miałam chwilę, żeby pomyśleć, przypomnieć sobie, że tak na prawdę to się jednak kochamy 😉 Wtedy mówiłam na przykład: “Cieszę się, że jestem Twoją mamą”. Z początku nie było żadnych reakcji, ale po kilku miesiącach, dzieci słysząc te słowa zaczęły podbiegać do nas żeby nas bez słowa przytulić, a na twarzy malował się przeuroczy uśmiech. Nie ma chyba nic bardziej wzruszającego, a w takich chwilach czułam jak ładują się moje baterie rodzicielskiej cierpliwości i satysfakcji z bycia mamą. Potem o wtrącaniu tych miłych słówek pamiętałam też przy codziennych czynnościach, na przykład przy nerwowej zmianie bucików, mówiłam: “Jesteś dla mnie bardzo ważna, pamiętaj.” i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki buciki wkładały się jakoś tak ciszej i spokojniej.

Po co w ogóle wtrącać te cukierasy do codziennej komunikacji? Może zastanawiasz się, czy normalne, ludzkie “kocham cię” na dobranoc nie wystarczy? Może wystarczy. Ja po prostu zrobiłam sobie prosty rachunek matematyczny i policzyłam sobie to tak: ilość wrzasków o to że piciu się skończyło + ilość frustracji mamy + ilość wkurzonego taty na rozdeptany w dywanie banan + ilość wściekłości na trudność w odnalezieniu rękawka w zakładanej koszulce musi być mniejsza bądź równa ilości komplementów + ilości przytulania + ilości przepraszania i kochania + ilości zapewniania dziecka o jego ogromnej wartości + ilości dawanego wsparcia + ilości spokojnej wymiany zdań. Oblewam ten sprawdzian z matmy, jeśli mój X (złości i frustracje) jest większy od Y (miłości i wsparcie).

Sposób drugi – kiedy czuję się wściekły to mówię, że jestem wściekły

Emocje bywają trudne. Nie ważne jak bardzo będziemy starali się wyprzeć je z naszej rodzicielskiej świadomości, prędzej czy później przyjdzie nam się z nimi zmierzyć. Uciekając od dziecka, które płacze zostawione w przedszkolu, mówiąc “nie marz się już” kiedy nie dostanie kolejnego cukierka, strasząc “zobacz, ta pani się z ciebie śmieje” kiedy dziecko nie może opanować napadu złości w sklepie – budujemy w świadomości dziecka mur, blokadę spychającą silne emocje gdzieś na dno. Mijają lata, a my zaczynamy powtarzać zdziwieni: “No nie wiem co z tym dzieckiem zrobić, tak się okropnie zachowuje”.  A ja podpowiem: “Wychować w miłości, póki nie jest za późno. Kochać jeszcze mocniej i nazywać uczucia i emocje dziecka – dać im wentyl bezpieczeństwa i możliwość ich wyrażania”.

Jeżeli na hasło: “nieprzyjemne emocje/uczucia” potrafisz rzucić dwie nazwy: złość i frustracja – nie martw się – to już spieszę z pomocą!

Przykłady nazw emocji, które odczuwamy wszyscy od urodzenia aż do śmierci, ale nie wszystkie potrafimy nazwać:

  • złość
  • frustracja
  • nienawiść
  • irytacja
  • wściekłość
  • wkurzenie
  • furia
  • zdenerwowanie
  • podrażnienie
  • rozdrażnienie
  • zniecierpliwienie
  • oburzenie
  • zazdrość
  • zacietrzewienie
  • lęk
  • trwoga
  • obawa
  • przerażenie
  • panika
  • niepewność
  • niepokój
  • nieśmiałość
  • zagubienie
  • podejrzliwość
  • wstyd
  • poczucie winy
  • zakłopotanie
  • wstręt
  • tęsknota
  • dyskomfort
  • rozczarowanie
  • upokorzenie
  • poczucie poniżenia
  • zawód
  • gorycz
  • rozpacz
  • żal
  • zmartwienie
  • przybicie
  • apatia
  • żałoba
  • przygnębienie
  • ból
  • apatia

Niestety nie ważne jak bardzo chcemy uchronić dziecko przed emocjami mało przyjemnymi to niestety musimy pamiętać, że:

Nie da się uchronić dziecka przed odczuwaniem emocji i uczuć. Możemy jedynie zabronić mu ich wyrażania. 

Dlatego właśnie będąc rodzicami musimy znaleźć kilka sposobów na:

  1. Wyrażanie nieprzyjemnych uczuć i emocji
  2. Opisywanie ich naszemu dziecku
  3. Uczenie dziecka radzenia sobie z emocjami, które czuje, czyli nauka kompetencji

Prawie wszystkie z tych punktów spełnimy stosując się do zasady przyzwania się do swojej złości. Kiedy dziecko “wyprowadza nas z równowagi” zamiast krzyczeć i drzeć włosy z głowy (i nic tym nie zdziałać), możemy powiedzieć: “Jestem sfrustrowana tym, że nie możemy wyjść, ponieważ nie chcesz założyć butów. Złości mnie to i mam ochotę krzyczeć.” – emocje wyrażone – zaliczone; sposób ich przeżywania i opis – zaliczony; uczenie radzenia sobie z nimi – jak najbardziej! Dziecko właśnie dostało sygnał, że rodzic, który jest sfrustrowany i wściekły, nie wrzeszczy i nie kopie w podłogę, tylko mówi, rozmawia i wyraża emocje. Tak właśnie radzimy sobie z tym, co dla nas ciężkie.

Akceptacja i wyrażanie emocji i uczuć to temat na encyklopedię. Mimo wszystko mam nadzieję, że tych kilka podrzuconych tu pomysłów, to dobre pole do rozwijania własnych rozwiązań, odpowiednich dla Twojego dziecka i Twojej rodziny.

 

“Przepraszam, kochanie” i pocałunek w deszczu – jak przepraszać dziecko?

Budowanie zaufania dziecka do rodzica, jako normalnego człowieka, partnera w wychowaniu, autorytetu, od którego warto się uczyć wszystkiego co nowe, dobrze zacząć od… Przepraszam.

W mojej pracy zawodowej z dziećmi, które poznały już odrzucenie przez rodziców, czy nauczycieli, nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy: zaufanie dziecka buduje się na autentyczności. Nie można udawać, że racja jest tylko jedna, ani że jako dorośli mamy monopol na “dobre i rozsądne” przeżywanie emocji.

W komedii romantycznej niemalże na samym końcu tuż przed pięknym weselem i finałem w stylu “żyli długo i szczęśliwie” mamy scenę, która w prawdziwym życiu, między pójściem do pracy a zjedzeniem obiadu, nie ma racji bytu. Po ogromnej kłótni, w której obydwie strony wyrzucają sobie, że ktoś stracił pracę, ona przyznała się do zdrady, on do tego że ma rodzinę w innym województwie, ona że zagłodziła jego złotą rybkę, a on że prawie pomylił ją z jej siostrą bliźniaczką – przepraszają się. Godzą się, tuż po wykrzyczeniu sobie tych wszystkich rzeczy, po tej ogromnej paskudnej awanturze, puszczają w niepamięć zdrady, zniszczenia i kłamstwa i planują datę ślubu. Dlatego z ogromnym zaciekawieniem, patrzymy na tę scenę na ekranie, kiedy oglądamy te nasze chick flick’i i płaczemy rzewnymi łzami dodając: “Czemu mój mąż nie jest taki romantyczny?!”. Ja Wam powiem, tak w ramach małej dygresji, że wolę, żeby mój mąż był romantyczny bez wyznawania mi szalonych zdrad i potyczek stojąc ze mną w strugach deszczu, ale… Czy to nie tak wyglądają rozmowy z dwu-trzy latkiem? Rzeczy są rzucane, słowa są krzyczane, jest płacz, histeria, niszczenie mienia, wyznawanie prawdy, wykrzykiwanie uczuć. Nie zawsze jesteśmy dumni z tego, jak w tych ogromnych emocjach postąpiliśmy. Dlatego warto, żeby tak jak w komedii romantycznej, przejść do następnego kroku:

Przepraszam…

Kiedy emocje opadną, dajmy sobie chwilę na zastanowienie: które z nas powinno umieć trzymać je na wodzy – my czy nasze dziecko? Najstarsi Indianie już dawno odkryli, że to osoba dorosła powinna być tą odpowiedzialną i rozsądną, a dziecko jest tym, który dopiero uczy się reagowania na różne sytuacje. Nawet jeśli dorosły słusznie był zdenerwowany na dziecko to musimy pamiętać, że my nie przepraszamy za nieodpowiednie zachowanie dziecka. Przepraszamy za to, że problem został rozwiązany, nie tak jakbyśmy tego chcieli, czyli awanturą, zamiast działaniem.

Żeby skutecznie przepraszać, i żeby miało to sens (wychowawczy i budujący naszą relację) – wyczekujemy momentu spokoju. Dobrze jeśli czas znajdziemy niedługo po kłótni. Nie można jednak udawać, że emocje już opadły, dlatego jeśli trzeba – warto poczekać nieco dłużej, aż wszyscy będziemy spokojni (dzieci doceniają każdy gest wyciągnięcia ręki z naszej strony). Często zdarza mi się mówić do mojej córki: “Wika, przepraszam, że krzyczałam. Byłam bardzo zdenerwowana tym, że rzuciłaś kubkiem z piciem na podłogę, dlatego nie mogłam się powstrzymać i krzyczałam na ciebie. Ja postaram się już więcej tak nie krzyczeć, a kiedy będziesz gotowa, to dam ci ścierkę i po prostu wytrzesz to picie”.

 

Komediowo romantyczny ‘happy end’ – komunikacja bez gadania, którą dziecko rozumie lepiej niż tysiąc słów

Mam córeczkę i syna. Obydwoje są zawziętymi maluchami (3 lata i 2 lata). Kiedy rozmawiam z Wiką zdarzają nam się sytuacje, podczas których jestem tak dumna, że mam ochotę płakać z radości. Konsekwentnie rozmawialiśmy z nią o emocjach, stosowaliśmy to nasze przepraszanie, zachęcaliśmy do wyrażania swoich uczuć. Kiedy ostatnio przyszła do pokoju, w którym głośno rozmawialiśmy z mężem (emocjonalnie gadaliśmy o szalonym serialu, ale mała myślała, że się kłócimy) wywiązał się między nami taki dialog:

– Mamo, tato. Zawiodłam się.

– Czym??

– Wami.

– Ojej, a dlaczego?

– Bo mama jest zła na tatusia, a tatuś na mamę.

Nie ma dla mnie większego komplementu wychowawczego, niż te słowa wypowiedziane przez trzylatkę. Z tych paru zdań dowiedziałam się, że:

  • moje dziecko nie boi się rozmawiać z nami,
  • konfrontacja z zaufanymi dorosłymi jest przez nią podejmowana, aby zakomunikować swój problem,
  • Wika wyraża swoje uczucia bez strachu o odtrącenie,
  • a na dodatek potrafiła fajnie nazwać sytuację, która między nami była (no gadaliśmy bardzo głośno i emocjonalnie, nic dziwnego że myślała, że się kłócimy).

Wyjaśniliśmy jej, że nie zawsze kiedy mówimy tak głośno, to oznacza to kłótnię, ale dało nam to do myślenia i postanowiliśmy się mniej emocjonować w takich sytuacjach 😉

Ale to dopiero syn dał mi fajną szkołę życia i zapewnił, że czasami “milczenie jest złotem”. Jako szalona matka kładąca ogromny nacisk na wyrażanie emocji, zbierałam kiedyś ‘młodego’ z podłogi po jakimś typowym dla dwulatka wybuchu przypadkowej histerii. Usiadłam koło niego (oczywiście robię to od czasu do czasu – kiedy mam na to czas, a wiadomo, życie mamy wypełnione jest, poza gadaniem o uczuciach dwulatka, także kilkoma innymi rzeczami) i powiedziałam, że jak będzie gotowy to może przyjść się przytulić. 10 minut później wstał, wlazł mi na kolana, kazał się podnieść i przytulać, a ja zaczęłam swoje: “Byłeś zły, że bla bla bla, sfrustrowało cię to, że bla bla bla” a Tomek na to odkleił swoją głowę, od mojego ramienia, popatrzył na mnie, położył mi rękę na buzi i powiedział: “Ćśiii”. Zerknął jeszcze, czy skumałam, że mam się już zamknąć, a kiedy się upewnił, że nic już nie mówię przytulił się z powrotem. W tej ciszy spędziliśmy chwilę, a kiedy był gotowy, znów odkleił się ode mnie i powiedział “TAM!”. Sygnał zrozumiałam, postawiłam go na podłogę, a on poszedł podbijać świat plastikowych dinozaurów.

mama przytula rozżalone dziecko

Bliskość i akceptacja przytulającego rodzica to więcej niż setki tysięcy słów. To najwięcej mówiący komunikat:

“Kocham cię, jesteś dla mnie ważny, jestem tutaj – przy Tobie.”

Cięcie!


Sylwia

Uwielbiam pisać o tym co ważne dla mnie jako mamy. Zobacz, może i Ciebie to zaciekawi:

kobieta wskazuje w dół

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł to:

polub Matkiupadki na facebook

śledź nas na instagramie matkiupadki

zapisz się do newslettera – otrzymasz darmowy ebook o karmieniu i planowaniu snu noworodka oraz listę wyprawkową do szpitala w formacie pdf.

 

Bardzo mi pomożesz udostępniając ten post, lubiąc go na facebook i komentując. Jestem wciąż “malutkim” twórcą i to właśnie dzięki Twojej niewielkiej pomocy mogę dotrzeć z przydanymi informacjami do większego grona rodziców. 

Jeśli nie wiesz czy warto się dzielić tym co piszę, sprawdź co piszę sama o sobie. Może mamy podobne podejście do życia 🙂

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.