succesfull happy

Dlaczego to WY jesteście najważniejsi – o porodzie silną i pewną ręką pisane

Nad głową przyszłych rodziców siedzi i ‘prawi’ dosłownie każdy. Wszyscy wiedzą jak ona powinna urodzić, wiedzą czy on powinien być przy porodzie i czy będzie jej tam przeszkadzał, wiedzą czy powinni się “męczyć z tym karmieniem piersią”… Tymczasem wybór należy do Was…

Pisząc ten tekst chciałabym stworzyć pole do dyskusji i przemyśleń. Chciałabym ze swojej perspektywy pokazać Ci gdzie w mojej hierarchii wartości stoi dobry poród. Chciałabym przekonać Cię, że warto brać sprawy w swoje ręce. Chcę przede wszystkim dodać Ci otuchy i zmotywować do bycia swoim własnym przyjacielem – nie daj się stłamsić!

 

Asertywność przysługuje przyszłemu rodzicowi?!

Tak.

To, że jesteś pod opieką lekarza, nie oznacza że tracisz umiejętność podejmowania decyzji. “Opieka” to słowo klucz w tej relacji. Każdy przyszły rodzic ma jakieś wyobrażenia dotyczące porodu: niektórzy czekają na ten dzień z utęsknieniem, inni bardzo się go obawiają. Niezależnie od tego jakie emocje nam towarzyszą, pamiętaj o tym, że masz prawo decydować o znakomitej większości rzeczy związanych z tym niezwykle ważnym dniem.

kobieta w ciąży stoi na drodze, trzyma się za brzuch, oświetla ją słońce, za nią jest park

Buty ważniejsze niż poród?

Żyjemy w dziwnych czasach. Idąc do sklepu nie boimy się wykłócać o rabat na buty. Pilnujemy terminów gwarancji na pasek do zegarka i walczymy o nowy kiedy stary się zetrze. Negocjujemy z bankami lepsze warunki kredytu. Życie układa się po naszej myśli, zawsze kiedy o nie zawalczymy? Moim zdaniem życie to więcej niż negocjacje gwarancyjne. Parę lat temu podjęłam pracę, która pokazała mi, co to znaczy być stłamszonym. To doświadczenie nauczyło mnie, że skoro potrafię walczyć o rabaty, powinnam też umieć zawalczyć o siebie samą. Tak właśnie było z naszym pierwszym porodem. Dzień, który dla pary może stanowić najważniejsze wydarzenie w życiu wart jest zaplanowania (lub choć kilku głębszych przemyśleń).

 

Służba zdrowia mnie dołuje – spadam z nią na dno?

Zaszliście w ciążę i… Jesteś rodzicem. Dobrze wiesz, że większość podjętych przez Ciebie decyzji już teraz wpływa na Twoje dziecko. Nie pijesz alkoholu, nie palisz – chcesz żeby było zdrowe. Nie dźwigasz, żeby udało się donosić ciążę. Starasz się być zdrowa/zdrowy by mieć siłę na opiekę nad bobasem po porodzie. Wtedy idziesz na wizytę do lekarza, który mówi: “W tym szpitalu jak dziecko nie urodzi się do 40 tygodnia – indukujemy poród”. Potem mówi: “Porody rodzinne to wymysł dzisiejszych czasów – taka nowomoda. U nas nie ma”. Na koniec dodaje: “U nas rodzi się na leżąco”.

Stąd drogi są dwie:

1. Mówisz: “Ok.” (i masz do tego prawo)

2. Mówisz: “A co to indukcja porodu i jakie są wskazania?” i tu dostajesz odznakę “Irytujący pacjent”.

 

Będę “irytującym pacjentem” – czyli jak poirytować wszystkich w okół dbając o siebie i dziecko

Wraz z mężem już na początku naszej drogi postanowiliśmy pozostać wzorowym IRYTUJĄCYM PACJENTEM. W kilku krokach opiszę, co robić żeby zadbać o siebie (wkurzając przy tym wszystkich dookoła) w taki sposób, żeby móc powiedzieć “dałam/dałem z siebie wszystko dbając o naszą rodzinę!”.

 

Krok pierwszy – ZADAWAJ PYTANIA

Na naszej drodze do pozostania utrapieniem dla służby zdrowia, prywatnych praktyk ginekologicznych i generalnie wszystkich w okół – stoi zachowanie, bez którego nie ruszymy dalej, a jest nim zadawanie pytań. Całe życie zastanawiasz się, jakby to było, gdybyś odważył/a się skierować w stronę pracownika służby zdrowia słowa: “DLACZEGO?” To jest Twój czas. Jeśli zdarza Ci się oglądać filmy akcji, wiesz, że w momentach kiedy napięcie sięga zenitu czas zwalnia. Gwarantuję, że podobne uczucie uderzenia adrenaliny poczujesz zadając to pytanie.

W przypadku, gdy krok pierwszy sprawi, że nie otrzymasz żadnej odpowiedzi – zmień lekarza natychmiast. Nie jest wart Twoich pieniędzy i czasu

 

Krok drugi – ZMIEŃ NASTAWIENIE

Dzwonisz umówić wizytę u ginekologa i słyszysz: termin na za dwa miesiące. Myślisz sobie – spoko, ale do tego czasu to ja chyba urodzę. Idziesz więc na pierwszą wizytę prywatnie i wykonujesz choć kilka pierwszych bardzo potrzebnych badań. Kiedy doczekasz się wreszcie terminu na NFZ, wchodzisz do gabinetu i słyszysz od lekarza: “Proszę państwa… Ja nie jestem lekarzem od pieczątek! Chodzą sobie państwo prywatnie, to proszę tam wrócić!”. Tutaj opcje mamy dwie:

  1. Wychodzę z gabinetu z płaczem
  2. Mówię: “Panie doktorze, a proszę mi powiedzieć – jakbym tu nie przyszła w ogóle, to ja panu płacę za tę wizytę, czy nie płacę? A jak tu jednak przychodzę, to panu się wydaje, że ja za tę wizytę zapłacę, czy zapłacę?”. Oczywiście w opinii takiego lekarza obydwie odpowiedzi będą brzmiały: Nie płaci pani. I tu wszyscy się mylą. NFZ to nie instytucja charytatywna posiadająca prawo, do odsyłania Cię z kwitkiem w przypadku zasięgania pomocy lekarzy z prywatnych praktyk, ponieważ PŁACISZ ZA NIEGO CAŁE SWOJE DOROSŁE ŻYCIE! Pamiętaj, że każda Twoja pensja, czy nawet część zasiłku dla bezrobotnych przeznaczona jest na ubezpieczenie społeczne, co oznacza, że w tę właśnie opiekę ginekologiczną inwestowałaś/łeś przez całe swoje dotychczasowe życie. W przypadku kiedy lekarz, zwracający Ci uwagę typu “pani się nie nie należy” jeszcze nie wie w jak ogromnym jest błędzie – uświadom mu to. Od Ciebie akurat dostaje najwyższą pensję ze wszystkich, spłacaną w ratach każdego miesiąca Twojej pracy. Poza tym – na świecie nie istnieje choć ułamek prawa, który by ubezpieczonemu obywatelowi polskiemu odbierał prawo do korzystania z usług NFZ w pełnym oferowanym zakresie. Jeśli jesteś osobą nie lubiącą konfrontacji wciąż masz kilka wyjść z tej sytuacji – zabierasz ze sobą kogoś, kto doda Ci otuchy! Jeśli jest to mąż – weź jego (ja osobom nieśmiałym polecam zabierać własną mamę – same niedługo się przekonacie, ze one walczą o swoje dzieci jak lwice, nawet jeśli przed posiadaniem dzieci były to osoby ciche i mało kłótliwe 😉 ).

kobieta w ciązy siedzi, trzyma za rękę kogoś obok

 

Krok trzeci – PACJENT NIE SŁUGA, ZA TO SŁUŻBA ZDROWIA – TO JUŻ SŁUGA

Znany “fakt autentyczny” jest taki, że jeśli coś nazywa się “służba” to w Polsce nie koniecznie nią jest. To do Ciebie Drogi Czytelniku i do mnie należy stopniowe zmienianie tej mentalności (bo jak nie my, to kto?). Nikogo nie namawiam do kwestionowania zaleceń lekarskich… Ale już do zadawania pytań – jak najbardziej! A zasięganie drugiej opinii – to już jest stopień ZEN brania spraw w swoje ręce! Podczas mojej pierwszej ciąży ja i mój mąż napotkaliśmy na swojej drodze tak wiele absurdów, że ciężko je zliczyć! Do dzisiaj denerwuję się w środku, kiedy widzę jak inne kobiety szukają w internecie wiedzy, którą powinny otrzymać od lekarza na wizycie ginekologicznej… Jest to dla mnie i przykre i wkurzające zarazem. To okropne, że opłacając ubezpieczenie, lub wyciągając z pieniądze z własnej kieszeni zapewniając sobie opiekę “prywatną” nie otrzymujemy nawet ułamka informacji o naszym stanie zdrowia, czy o tym, dlaczego dany lek został przepisany w naszym przypadku w innych podobnych nie.

 

Krok czwarty – WIEDZA MOIM SPRZYMIERZEŃCEM

Dziecko we mgle to najlepszy pacjent: nie kwestionuje niczego. Ostatnio w internecie głośno o asekuracyjnej praktyce lekarzy: jest pani w ciąży? Zalecenia: leżeć i bać się porodu przedwczesnego. Przyznam się wam, że w moim przypadku było podobnie… Mój ginekolog pozwolił wedrzeć się w czas mojej ciąży ogromnej ilości strachu. Po dłuższym drążeniu sprawy okazało się, że u tego lekarza nie ma pacjentki, której nie został PROFILAKTYCZNIE przepisany Douphaston, Luteina i całkowity zakaz chodzenia! Część z tych leków ma bardzo poważne skutki dla zdrowia matki. Dopiero po zmianie lekarza dowiedziałam się, jak częstym jest to zjawiskiem. Okazało się też, takie profilaktyczne działania powinny być wdrażane w przypadku kiedy pierwsza ciąża zakończyła się przed 32 tc… Decyzja o zmianie lekarza okazała się słuszna. Dlatego jeszcze raz napiszę tutaj: pytaj, dociekaj, zasięgaj opinii (nawet 10 jeśli potrzeba). Tutaj zamieszczam link do świetnego artykułu, kogoś bardziej kompetentnego niż ja w temacie leżenia w ciąży (mama ginekolog): Leżenie czy odpoczywanie – oto jest pytanie

 

Krok piąty – ŚCIĄGNIJ POSIŁKI

Wsparcie jest ogromnie ważne. W każdej sytuacji możesz być swoim najlepszym przyjacielem, jeśli do swojego zachowania wdrożysz na co dzień stosowaną ‘asertywność’. Jeśli jednak nieśmiałość i wycofanie to Twoje cechy charakteru – szukaj wsparcia. Nie bój się prosić o pomoc. W pierwszej i drugiej ciąży pomagało mi wiele osób – jedne wysłuchiwały, inne doradzały, jeszcze inne dzieliły się swoimi historiami, a część z nich pomagała w podejmowaniu ważnych decyzji. Dużym wsparciem są osoby, które zabieramy na wizyty lekarskie – wiem że nie zawsze jest to możliwe, ale ktoś bliski u boku raz na jakiś czas nie zaszkodzi – a pomóc może bardzo! Nawet w przypadku, kiedy słyszymy złe wieści upewnijmy się, że mamy je z kim dzielić. Może czasem warto odbudować nawet dawno utracone przyjaźnie? Wejść na lepszą ścieżkę porozumienia ze swoja mamą, czy teściową?

Ciekawostka: Dla mnie dużym wsparciem okazały się grupy na facebook – ale uwaga!! Szukaj ich z rozwagą. Wiele grup typu “styczniowe mamy 20XX rocznik” albo “Mamusie 2022r” polegają tylko na tym, aby w kółko wymieniać się wynikami swoich badań laboratoryjnych, albo opisami schorzeń z prośbą o diagnozę lub ich interpretację przed wizytą u lekarza. Niekiedy wyniki te są podobne do naszych i wyczytujemy tam wyrok śmierci – pamiętaj, że każdy organizm jest inny i tylko lekarz ma kompetencje do oceny Twojego stanu. To co dla jednych kobiet jest “normalne” dla innych może być niebezpieczne i odwrotnie. Ja na swojej drodze znalazłam na facebook grupy wsparcia dla przyszłych mam, administrowane przez położne i doule – to był strzał w dziesiątkę!

 

Krok szósty – UWAŻAJ NA FAŁSZYWYCH PROROKÓW

Przyjmowanie dobrych rad od każdego wokoło jest wskazane tylko kiedy wybieramy sos do hot-doga. W pozostałych przypadkach polegaj w większości na wiedzy jaką posiadasz, włączaj krytyczne myślenie i doszukuj uzupełnienia informacji zasłyszanych od innych. Tak jak wcześniej już pisałam – przy opiece ginekologicznej i planowaniu porodu ważna jest Twoja posiadana wiedza. Jak ją zdobyć? Źródła są pod Twoim nosem: Dopytuj lekarza, pytaj znajomej (która rodziła w TEJ EPOCE), szukaj w internecie artykułów z przypisami, korzystaj z broszur znalezionych u lekarza, zainteresuj się czasopismami branżowymi (ale odpuść sobie informacje z Pani Domu, czy NAj – nie o taką branżę nam chodzi), a przede wszystkim POLEGAJ NA SWOJEJ INTUICJI I ROZSĄDKU. Jeśli ktoś na problemy z płaczącym dzieckiem radzi Ci przelewać nad jego głową wosk, by sprawdzić czego się wystraszyło, ja polecam podać mu Espumisan na wzdęcia 😉 I nie słuchać więcej porad o kogoś takiego. To samo tyczy się ciąży – nagle ktoś wymienia Ci listę produktów, których nie wolno Ci spożywać i okazuje się, że zostaje Ci do zjedzenia ziemniak i pół marchewki? Pomyśl jak taka dieta ma się do suplementów diety, które mają “w magiczny sposób” zastępować to czego Ty nie zjadasz. “W ciąży nie wolno pić kawy”? Dziwne zatem, kiedy lekarze zalecają kawę mamom o niskim ciśnieniu krwi – najwyraźniej nie każdemu ona zaszkodzi. Rozsądek przede wszystkim!

Przyszły rodzicu – mam nadzieję, że ten tekst wyzwolił w Tobie wolę walki i w jakimś stopniu dodał otuchy! Pierwsza ciąża to niemały stres, szczególnie kiedy pojawiają się jakieś komplikacje. Pamiętaj jednak, że zawsze przysługuje Ci prawo do POSIADANIA WIEDZY, która znacząco zmniejsza poczucie strachu. Dobra opieka to podstawa, więc szukaj jej gdzie się da – zadbaj o siebie i dziecko. Bądź zaangażowana we własną ciążę, zamiast nagle zmienić tożsamość na “bycie pacjentem”.

Odznaka IRYTUJĄCY PACJENT powinna lśnić na Twojej piersi jak prawdziwy order – żebyś mogła/mógł być pewien, że zrobiłaś/łeś wszystko, co w Twojej mocy, aby świadomie przygotować się na przyjście na świat Twojego małego skarbu.

Macie jakieś swoje doświadczenia z bycia “irytującym pacjentem”? Pochwalcie się – naprawdę mega chętnie o tym przeczytam 🙂 Pomysłów na walczenie o swoje nigdy za wiele.

Sylwia

 

Uwielbiam pisać o tym co ważne dla mnie jako mamy. Zobacz, może i Ciebie to zaciekawi:

kobieta wskazuje w dół

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł to:

polub Matkiupadki na facebook

śledź nas na instagramie matkiupadki

zapisz się do newslettera – otrzymasz darmowy ebook o karmieniu i planowaniu snu noworodka oraz listę wyprawkową do szpitala w formacie pdf.

 

Bardzo mi pomożesz udostępniając ten post, lubiąc go na facebook i komentując. Jestem wciąż “malutkim” twórcą i to właśnie dzięki Twojej niewielkiej pomocy mogę dotrzeć z przydanymi informacjami do większego grona rodziców. 

Jeśli nie wiesz czy warto się dzielić tym co piszę, sprawdź co piszę sama o sobie. Może mamy podobne podejście do życia 🙂

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

55 Responses

  1. Ja mam bardzo bojowe nastawienie jesli chodzi o szpitale i lekarzy. Tyle razy sie nacięłam, tyle razy zbagatelizowano moje zdrowie i zdrowie moich dzieci, że teraz jest najbardziej upierdliwym pacjentem na świecie. Lekarz rodzinny na mój widok robi się blady 😉

  2. Wow ale wpis ale nie każdy ma takie bojowe nastawienie. Walczyłam o ciąże pięc lat wiec wiele widziałam i o ile w szpitalu panstwowym było w miare to prywatne klinik to prawdziwa masakra.

  3. Pierwsze dziecko radziłam w Polsce, miałam cudowną położna, która słuchała każdej mojej prośby. Drugi brzdac przyszedł na świat w Szwajcarii, tu oferowano mi wiele rozwiązań, podpowiadano, proponowano różne “dodatki” typu masaż np. Oba wspominam bardzo dobrze

  4. Cieszę się, że trafiłam na lekarza, który był nadgorliwy. Zlecał mi wszystkie możliwe badania. Tłumaczył nawet zanim zaczęłam zadawać pytania. A przy rozwiązaniu lekarz tłumaczył co się dzieje (miałam cc). Potem panie położne dużo pomogły mi przy małej i bardzo szybko wróciłam do formy. 🙂 Ale niestety słyszałam różne drastyczne przypadki odnośnie naszej służby zdrowia, ale jak dla mnie po to lekarz nazywa się lekarzem bo ma wiedzę i płacą mu za to żeby mi pomógł i poradził jeśli czegoś nie wiem lub mam obawy. Szkoda że w Polsce wygląda to inaczej…

    1. Niestety u nas trzeba troszkę powalczyć o swoje, ale da się! 🙂 Cieszę się, że miałaś dobry poród (ja też CC i wspominam wspaniale, bo nie przez pryzmat niewygody, tylko superowego dziecka). Dziel się swoimi dobrymi doświadczeniami, bo to niezwykle rzadkie – ludzie wolą narzekać 😉

  5. Super określenie pacjenta. Ale niestety takie czasy ze trzeba walczyć o swoje. Z wyprawkowych rzeczy bez katarka nie wyobrażam sobie życia ☺

  6. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo zgadzam się z Tobą w każdym słowie, które tu napisałaś. Jeśli chodzi o własne zdrowie i życie, a także o zdrowi i życie własnego dziecka, to koniecznością jest być irytującym pacjentem. No i najbardziej wierze w to, że WIEDZA jest najważniejsza. Ona daje pewność siebie w byciu tym irytującym 😉

  7. Bardzo dobry post. Niestety lekarze i położne często traktują pacjentki przedmiotowo i schematycznie. Dlatego trzeba się temu przeciwstawić i pokazać im, że nie są nieomylnymi świętymi krowami, którym wszystko wolno. Gorzej z tym przeciwstawieniem się w trakcie porodu, kiedy kobieta nie jest w stanie się sprzeciwić. W takiej sytuacji pomoc partnera lub douli jest nieoceniona.

  8. Ja wybrałam ginekologa intuicyjnie ^^ poczytałam z przymrużeniem oka opinie (bo wiadomo, że najwięcej jest negatywnych, a ludzie też są różni) i trafiłam na super lekarza z dystansem, pomocnego. A położną do porodu poznałam też z przypadku gdy leżałam w szpitalu z kolka nerkowa. Ktoś czuwał żebym tak wybrała 😀 w szkole rodzenia miałam z kolei tak świetną babeczke, że rozwiala mnóstwo wątpliwości przyszłych mam, a i jak już chodziła jako położna środowiskowa to też radą i humorem zaraziła. Poród rodzinny – polecam z czystym sercem, nie urodziłabym bez męża, jeszcze z moimi bólami krzyzowymi… O.o, ale to kwestia indywidualna i decyzja obojga.
    Raz wysłano mnie na dodatkowe badania profilaktycznie, dla pewności, do publicznej placówki, tak mnie “olano” z góry na dół sikiem prostym” począwszy na niekończącej się kolejce gdzie każdy miał niby numerek ale leciały 5, 56, 14 :p loteria, a skończywszy na USG w biegu, kpieniem z moich pytań i przyjmowaniu jednocześnie kolejna kobietę juz na fotel na USG…straciłam cierpliwość i te profilaktykę zrobiłam po swojemu, gdzie indziej. Dziękuję bardzo za takie doświadczenie, pół dnia stracić o bułce i wodzie, tylko po to by dostać skierowanie na kolejne USG ;D
    O szpitalach i służbie zdrowia oraz wszystkim co się dzieje w związku z ciąża można pisać i pisać 😉 ważne żeby z głową, po swojemu, trochę z dystansem na ile się da i z prawdziwym wsparciem.

  9. Ja w ciąży nie byłam (i może dobrze, bo zawsze panicznie się tego bałam) – ale generalnie uważam, że zawsze trzeba walczyć o swoje prawa, konsultować decyzję jednego lekarza z innymi i uciekać gdzie pieprz rośnie, jeśli jesteśmy jako pacjenci traktowani z lekceważeniem. Niestety niektórzy lekarze popadają w rutynę – i brakuje im indywidualnego podejścia do każdego przypadku.

  10. Mnie na szczescie w dwóch ciążach nic nieprzyjemnego nie spotykało, ale ja obie ciąże prowadziłam prywatnie u dobrego specjalisty z racji wcześniejszych problemów. W pierwszej ciąży przyjmowałam dupjaston ze względu na wcześniejsze poronienia ale w drugiej już nie było takiej potrzeby. Lekarka zawsze mi wszystko dokładnie tłumaczyła i poświęcała czas na wizytę. Za dwa dni idę do lekarza na NFZ bo potrzebuje recepty a przychodnię mam rzut beretem. Ciekawa jestem czy będą komentarze.

  11. Rodzic jeszcze nie rodzilam, ale nasluchalam sie od znajomych troche o porodach w naszych szpitalach. Istna katastrofa… sama przezylam pol zycia w szpitalach jako pacjent i moge to potwierdzic. Doprosic sie o cos to cud nad wisla.

  12. Świetny wpis. Chyba miałam szczęśćie, bo podczas dwóch porodów naprawdę miałam świetną opiekę w państwowym, polskim szpitalu. Mogłam o wszystko zapytać, nie miałam żadnych problemów. Wszystko zależy od ludzi na których trafimy na swojej drodze.

  13. Rodziłam w Niemczech, jednak w czasie ciąży zdarzył mi kilkudniowy pobyt w polskim szpitalu. Niebo a ziemia, różnica jest masakryczna. Mam wrażenie, że w Polsce większość pracuję za karę a spróbuj o coś zapytać!

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.