Nie mogę napisać, że ten rok minął

Mija coś bezpowrotnie straconego, a ja zyskałam więcej niż mogłam sobie wyobrazić. I zyskuję z każdym dniem, godziną i minutą, nawet wtedy kiedy śpisz, a my we dwójkę w pokoju obok nie możemy się doczekać aż znowu się obudzisz… Pomimo tego, że jeszcze przed chwilą robiliśmy wszystko, żebyś zasnęła.

Takich tekstów jest wiele, ale ten jest wyjątkowy, bo jest o nas, a przecież nie ma nic bardziej niecodziennego niż sekundy naszego wspólnego życia. Dokładnie rok temu ja zostałam mamą, On został tatą, a Ty? Ty zostałaś czyjąś córką, teraz już wiesz czyją, choć rok później obydwoje dalej jesteśmy dla Ciebie “Ta-ta!”. Jakoś nie mogę przekonać Cię, żebyś mówiła “Ma-ma!”, ale duma mnie rozpiera kiedy słyszę jak odwrócona tyłem do mnie ćwiczysz sobie te dwie sylaby. Dobrze wiem, że Ty nic nie robisz byle jak, więc do póki ‘mama’ nie wyjdzie idealnie będziesz ćwiczyła ją przed zaśnięciem, odwrócona w stronę ściany, myśląc że nie słyszę.

Dokładnie rok temu ktoś w białym kitlu krzyknął “10!” przez stół. Zaraz biegli do mnie trzymając pakuneczek z bijącym serduszkiem, a ja zapomniałam, że mam ręce. Ktoś inny w białym kitlu przypomniał mi, że mogę Cię dotknąć. I obie sobie tak chwilę płakałyśmy, kiedy głaskałam Cię po policzku.

Od tej chwili jesteśmy razem, a Ty jesteś naszym dziewięcio-kilowym barometrem uczuć, który niczym aktorzy w latynoskiej telenoweli nie może się zdecydować czy da się mocniej śmiać i czy da się głośniej płakać, ale gdybyś miała skalę na swoim okrągłym brzuszku, to strzałka zawsze wskazywałaby “10!”.

Charakter masz po mamie, czy po tacie?

Bo te oczy dostałaś od Pana Boga. Nie myślałam, że da się tak patrzeć, jak Ty potrafisz. Przez ten rok przelała się w tych oczach symfonia kolorów, a my zastanawialiśmy się gdzie zatrzyma się to koło fortuny. Były niebieskie, szare, granatowe, chwilę brązowe. I są zielone. Pasują Ci.

Podobno każdy rodzic uważa, że jego dziecko jest najładniejsze, a ja…

W twojej buzi widzę tak wiele na raz, że nie mogłabym powiedzieć “ładna”. Piękna to mało powiedziane, kiedy patrzę jak się uczysz. Zjawiskowa to byle epitet, kiedy się do mnie przytulasz. Urocza to puste słowo, kiedy słucham jak tłumaczysz mi coś w swoim własnym języku. Teraz dopiero rozumiem, co znaczą słowa “Moje dziecko jest najładniejsze”, bo nie chodzi tu o wygląd, czy urok osobisty. To nic innego jak miłość zamknięta w spojrzeniu na Twoją buzię, z wiecznie poobijanym czołem. To zachwyt nad setnym razem kiedy uda Ci się nabić kawałek banana na palec i zjeść go w ten sposób. To uczucie ulgi, kiedy odkryję czemu płaczesz. To troska kiedy zasypiasz na rękach u taty, pomimo gorączki. To jak strzał w dziesiątkę, kiedy uda Ci się pokazać, która z Twoich rączek to stópka.

Dokładnie rok temu zabraliśmy Cię zdrowiutką do domu

Przez rok pokazałaś nam parę razy co to znaczy martwić się. I chociaż nienawidzę jak chorujesz, nie zamienię na nic nieprzespanych nocy, kiedy musieliśmy o Ciebie zadbać bardziej niż zwykle. Teraz kiedy sama choruję… Czy ja w ogóle choruję? Chyba parę razy gorzej się czułam, ale sama nie wiem… Może coś było… Może nie… Od kiedy Ty na nas liczysz nie mamy na to czasu.

Dokładnie rok temu pokazałaś nam co to znaczy odpoczynek po porodzie. Spałaś i jadłaś jak w zegarku. Potem przyszły kolki. Trzy miesiące bez snu? Kto jak nie my! Za wytrwałość przyznaję nam 10 punktów. Minęło i to. Skończyłaś kilka miesięcy i na dobre zaczęłaś poznawać świat. O rany… Gdyby to było takie proste i piękne jak piszą w książkach podróżniczych. Odkrywco, wyzywam Cię, abyś spróbował za pierwszym razem nauczyć się siadać! Za pierwszym razem! Bez prób i poprawiania błędów! Musi ci wyjść natychmiast! Mojej córeczce musi, więc wszyscy działamy według tych samych zasad. Za pierwszym razem masz zagrzechotać tą zabawką. Za pierwszym razem masz włożyć ten klocek do pudełka. Za pierwszym razem masz założyć tę gumeczkę na nadgarstek. Za pierwszym razem masz owinąć ten szaliczek wokół szyi tak, żeby nie spadał. Jeśli się nie uda, to nie ma już drugiej szansy! No… Może jednak spróbuje za chwile…. Ale wtedy też musi Ci ‘wyjść za pierwszym razem’! Taka właśnie jesteś.

Dokładnie rok temu urodziłaś się, żeby pokazać nam, że żadne pieniądze, kariera, plany i marzenia nie są tak wielkie jak Twoje maleńkie serducho.

Biała karta? Kto mówi tak o dzieciach na pewno żadnego nie spotkał. Od chwili kiedy zabiło to Twoje ogromne maleńkie serduszko zmieniasz rzeczywistość wokół siebie z siłą huraganu, więc nikt nie przekona mnie, że to ode mnie zależy kim będziesz w przyszłości. Ja się nie wtrącam. Najlepsze co mogę dla Ciebie zrobić, to pomóc Ci zrozumieć ten szalony świat i dać do rączki kredki, żebyś mogła go kolorować tak jak chcesz. To nie Ty jesteś ‘białą kartą’ – to wszystko wokół Ciebie jest gotowe do pomalowania. Pamiętaj.

Dokładnie rok temu na sali porodowej byliśmy jeszcze we dwójkę.

Tego dnia od północy mieliśmy 8 godzin i 15 minut “w samotności”, a ja w tym czasie zakochiwałam się w Twoim tacie na nowo. Bez cienia strachu na twarzy pomagał Ci się urodzić. I do tej pory nie przestał. Mama, jak mama, troszczy się i kocha, ale kto Cię nauczył jak “robi” papuga? Kto pokazał jak zaginać swój mały paluszek na hasło “pazur lwi”? Kto wyjaśnił, że sowa robi “u-hu-hu!” i przez to dalej zamiast ‘mama’, słyszę zwierzęce odgłosy? Ten ktoś, to Twój tata, który rok temu założył Ci Twoje pierwsze ubranko. Zabrał Cię na pierwszą przejażdżkę w plastikowym szpitalnym łóżeczku. Zaniósł do Twojej pierwszej kąpieli. To ktoś, kto choć nie może tego przed Tobą zdradzić, zrobiłby dla Ciebie dosłownie wszystko… Choć czasem w imię dobrego wychowania udaje, że wcale nie, żeby Cie za bardzo nie rozpieścić.

Dokładnie rok temu zaczęliśmy uśmiechać się do Ciebie

Żeby dziś móc się cieszyć z każdej Twojej miny, które stroisz już jak prawdziwy zawodowiec. Na twojej buzi oprócz uśmiechu pojawia się też dokładnie 10 białych zębów.

Wszystkiego najlepszego Wiktoria

Od jutra zaczynamy odliczać kolejny.

Dołącz do nas i pobierz ebooka



Kategorie

Cześć! To my :)

Mam na imię Sylwia i jestem trochę zwykła a trochę niezwykła. Jestem optymistką, ale lubię sobie ponarzekać. Jestem żoną Józka (możliwe, że jedynego Józka w Krakowie!). Piszę tu o sprawach, które uważam za ważne. Chciałabym przekazać i posłać w świat jak najwięcej tego, czego nauczyłam się podczas (już) dwóch ciąż, pracy jako wychowawca i streetworker i wielu innych doświadczeń o których więcej przeczytasz w zakładce o mnie :)

Zależy Ci na kontakcie ze mną? To świetnie! Oto kilka sposobów na to, jak możesz tego dokonać: napisz mail na matkiupadki@gmail.com

Odwiedź na facebook: 

https://www.facebook.com/matkiupadki/

Wyślij tajną wiadomość przez formularz: KLIK

Serwisy na których nas znajdziesz:

Close