niemowle na tylnej kanapie auta

Wakacje z bobasem – reportaż z podróży – Gdańsk, morze, meduzy i baba w ciąży

Z dzieckiem nic się nie da zrobić? Sama nie wiem… W sumie da się go podnieść, pogłaskać, umyć… Coś tam się zrobić da. Ja i mój mąż porwaliśmy się w tym roku na szybki wypad nad morze… Nieplanowany, spontaniczny wyjazd na weekend do znajomych z Gdańska, a podjechać musieliśmy z Krakowa. A może… Może jednak… Może istnieje życie po porodzie?!?! :O Jestem pewna, że część z Was już o tym dobrze wie. Zapraszam Was – i tych wierzących i niedowiarków – do przeżycia z nami na nowo tej naszej małej wyprawy 🙂

Decyzja podjęta! Jedziemy nad morze z 7 miesięcznym niemowlakiem, na weekend, swoim samochodem. Pakujemy się i jedziemy odwiedzić znajomych. Przenocujemy u nich w kawalerce – ale za to 10 minut od plaży w Gdańskim Jelitkowie! Ja wciąż na urlopie macierzyńskim, mąż weźmie dzień wolnego na piątek. Wyjedziemy w czwartek wieczorem o 18:00 – 6 godzin i będziemy na miejscu. Udało się? Udało.

IMG_20170804_173749

Grunt to brak planu i dobra organizacja braków – co zabrać ze sobą jadąc z niemowlakiem nad morze?

Dobra, niektórzy z Was trafili tu pewnie z konkretnego powodu – szukają inspiracji pod kątem tego, co jest dla malucha na wyjeździe niezbędne. Zanim przejdę do tego jak wyglądał sam wyjazd, zamieszczam poniżej listę rzeczy “esencjonalnych” 😉

  • łóżeczko turystyczne
  • wózek
  • butelki (2 sztuki)
  • mleko modyfikowane
  • kilka słoiczków z gotowymi daniami dla niemowląt (dla mnie to ogromna wygoda)
  • parasol na plażę (parawan plażowy nie daje ochrony “od góry”)
  • ręcznik plażowy i mata do siedzenia – polecamy maty “plastikowe” zamiast tych, które z jednej strony mają folię a z drugiej “koc”
  • w zależności od wieku dziecka – adekwatne zabawki. Jeśli ma mniej niż rok – sam piasek wystarczy… serio, nie zabierajcie nic. Jeśli jest starsze – sami dobrze wiecie czym lubi się bawić!
  • pampersy do pływania (nasza za mała na wchodzenie do wody – mieliśmy zwykłe pampersy)
  • krem z filtrem
  • śliniaki
  • małe miseczki (jeśli jedziecie do miejsca gdzie może ich nie być)

Ubrania dla niemowlaka (na 4 dni wystarczyło nam):

  • kurtka
  • getry 2 pary
  • skarpetki 2 pary
  • śpioszki i pajacyk
  • sukienki 2 pary
  • bodziak z długim rękawem
  • rajstopki

Nie przejmujcie się nazbyt zabraniem ogromnego zapasu pampersów, czy wilgotnych chusteczek – jeśli jedziecie nad polskie morze – wszystko kupicie na miejscu 🙂

W podróży samochodem z niemowlakiem w pakiecie

Czy podróżowanie z dzieckiem jest rzeczywiście takie trudne? To zależy od nas i od dziecka 😉 Czasem bywa, że i my nie jesteśmy najlepszymi kompanami podróży i marudzimy bardziej niż niemowlaki. Ja i mój mąż np. przeżywamy średnio 1,25 kłótni na podróż (po około połowie czasu planowanego przejazdu do celu) po której zapada kilka cichych minut. Nasze dziecko jednak stara się o to, by ciszy w aucie nie było. Wika przechodzi różne fazy, które zdają się być odmienne od siebie o 180*. Taka zmiana podejścia do podróżowania w aucie przychodzi mniej więcej raz na miesiąc. Jak wyglądają różne fazy jej humoru w podróży? Hmmm… Począwszy od histerii przez około 30 minut (która zaczyna się w sekundzie zapięcia w fotelik), kończąc na nikłej, choć prawdopodobnej możliwości, że jeśli jest zmęczona, to zaśnie… Nie muszę chyba pisać, że zdarza się to bardzo rzadko. Poza spaniem i histerią nie mamy pośrednich stanów. W foteliku panuje zatem niezadowolenie lub sen.

IMG_20170803_195726

Co zrobiliśmy, żeby przez te 6 godzin nie zwariować od wrzasków? Cóż, nasze dziecko jest zawzięte i nie odpuści sobie płakania do upadłego. Przechytrzyliśmy ją więc i postanowiliśmy jechać w nocy 😉 Dobra kawa i zmiany za kółkiem to podstawa (polecamy kawę z McDonalds 😀 ). Poza tym opatentowaliśmy świetny sposób na ciągłe skupienie w czasie jazdy – do telefonu podpinamy słuchawki i zamiast słuchać oklepanych piosenek puszczamy sobie audiobooki z YouTube! Tym razem padło na całą sagę Wiedźmina i jeszcze zostało zapasu na milion podróży 🙂 Jest to świetny sposób, ponieważ angażuje mózg do myślenia i wyobrażania sobie świata z książki. Dzięki temu nie sposób zasnąć – spróbujcie kiedyś!

Teraz mamy już dwójkę dzieci i podróżowanie wygląda nieco inaczej, tu możesz przeczytać o tym jak przygotowywaliśmy naszą córkę na pojawienie się braciszka… rok po roku!

Organizacja życia w piątkę na 25 metrach kwadratowych

No dobra. Po dotarciu na miejsce o 3 nad ranem postanowiliśmy wykonać szybki desant do mieszkania i do łóżka na tyle szybko, żeby mała się nie zorientowała, że została obudzona w celu przeniesienia z samochodu. Mamy łóżeczko turystyczne rozkładane praktycznie jednym ruchem, więc nie było ciężko. Szybko wskoczyliśmy pod kołdry, mała pośpiewała 5 minut i odpadliśmy wszyscy bez większych problemów.

Łóżeczko ma kółka, więc gdy trzeba było je przenieść na czas drzemki np do kuchni, po prostu bezgłośnie jeździliśmy bobasowym bolidem ze śpiącą Wiką jak nam się podobało. Tak też rozwiązaliśmy kwestię “socjalizowania” się wieczorami. Kawalerka i niemowlak? Żaden problem: robisz kolację o 18:00, o 19:00 kładziesz bobasińskiego do łóżeczka w kuchni, do której nikt nie wchodzi do czasu zaśnięcia małego ładunku wybuchowego 🙂 Potem można się spokojnie napić lampki wina, pogadać i pograć w planszówki.

Morze, piasek i meduza

IMG_20170805_130238

Wizyty na plaży były naprawdę rozczulające. Wiktoria po raz pierwszy zobaczyła piasek i morze. Zabieraliśmy więc ze sobą naszą matę, ręczniki i cos do ochrony przed słońcem. Dziecko wystarczy posadzić na piasku. Można walczyć z próba jego zjedzenia przez bobasa, ale są to zazwyczaj beznadziejne próby zatrzymania nieuniknionego. Wika piasku spróbowała – nie posmakował. Następnie rzucając się z siadu głową w piach sprawdziła miękkość podłoża. Okazało się, że oddychanie piachem też jest bez sensu. Po wytarciu oczu mieliśmy już spokój i bawiliśmy się z nią już tak zupełnie normalnie, bez spożywania piasku 😉 Największym zainteresowaniem cieszyła się zabawa w zakopywanie nóżek.

Mam wrażenie, że nie mam ani jednego zdjęcia Wiki nie patrzącej w dół na sypką substancję – była nią zachwycona bardziej niż psami, na których widok piszczy z zadowolenia. Józek (ojciec dziecka i mąż matki dziecka) zabierał małą na pierwsze podboje morza – wchodził z nią do wody trzymając na rękach – zamaczali stópki i uciekali przez zimnem 🙂 Odkryciem jakiego wspólnie dokonali było zmiażdżenie meduzy, bo Wika nie zrozumiała co to znaczy “pogłaskaj”.

Zwiedzanie Gdańska i Gdyni – co właściwie można ze sobą zrobić z nieporęcznym wózkiem?!

W sumie to zakupy. Czyli dokładnie to samo co przy zwiedzaniu miasta bez bobasa. Skorzystaliśmy praktycznie z pełnej “funkcjonalności” Gdańska: obeszliśmy stoiska na Jarmarku Dominikańskim, cyknęliśmy sobie fotkę z Wojciechem Cejrowskim, kupiliśmy lemoniadę i zrobiliśmy dokładnie dwa zdjęcia na tle jakichś ładnych budynków 😉 Obiad zjedliśmy ze znajomymi, ale w tym mieście nie byłoby problemu wybrać się do jednej z uroczych restauracji czy kawiarni przy “Fontannie z Neptunem”.

Wieczorem po plażowaniu i zwiedzaniu Gdańska wybraliśmy się na burgera do Gdyni i na Klif i piękne molo Orłowo. Wózkiem wjedziesz wszędzie 😉

Niemowlak i poważne tematy – czyli wizyta w muzeum II Wojny Światowej

Ostatni dzień poświęciliśmy na leniuchowanie i wizytę w Muzeum II Wojny Światowej. Nie zamieszczę tu recenzji samego miejsca – krótka opinia wystarczy: miejsce nie wywołuje emocji. Jest typowym muzeum z mnóstwem opisów, jednak z niewielką ilością eksponatów. Na przeczytanie wszystkich opisów i wysłuchanie 10 minutowych komentarzy do grafik potrzeba chyba około 24 godzin, a nie przewidzianych 2. Jest jednak dość łatwo przejechać wózkiem, wraz z nami wystawy zwiedzała jeszcze około czwórka innych niemowlaków. Wystawy są kolorowe więc wzbudzają zainteresowanie dziecka – kilka tablic jest interaktywnych, więc kiedy mała się denerwowała, pozwalaliśmy jej przełączyć stronę dalej na ekranie i humor wracał 😉 Osobiście nie widzę adekwatnego porównania do chociażby Fabryki Schindlera w Krakowie – to jest miejsce, które absorbuje wszystkie zmysły, emocje i uczucia. Wniosek jest jeden – na plażę do Gdańska, “na muzeum” do Krakowa! 🙂

Weekend zakończył się o 18:00 – wpadliśmy do mieszkania, spakowaliśmy się i prędko rozpoczęliśmy podróż. Mała zasnęła ochoczo koło 19:30 i spała całą drogę, a my nadrabialiśmy opowiadania Wiedźmina. Oczywiście po około półtorej godziny pokłóciliśmy się, ale po drodze musieliśmy kupić kawę w McDonalds więc siłą rzeczy, żeby złożyć zamówienie musieliśmy ze sobą porozmawiać. To doświadczenie połączyło nas na nowo <3 .

IMG_20170806_195205_1

Wnioski z całej tej podróży mamy takie: nic byśmy nie zmienili. Każda chwila spędzona z mężem i z Wiką bez pośpiechu i zobowiązań to wspaniały odpoczynek. Wakacje z bobasem są możliwe! Za rok o tej porze jedziemy do Bułgarii… Taki jest plan… Jedyna różnica będzie taka że zabierzemy ze sobą półtora roczną córeczkę i pół rocznego synka! 🙂

Żegnam się słonecznie!

Sylwia


 

Spodobał Ci się ten wpis? Bądź ze mną na bieżąco, na pewno mamy ze sobą wiele wspólnych tematów! 

kobieta wskazuje w dół

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł to:

polub Matkiupadki na facebook

śledź nas na instagramie matkiupadki

zapisz się do newslettera – otrzymasz darmowy ebook o karmieniu i planowaniu snu noworodka oraz listę wyprawkową do szpitala w formacie pdf.

 

Bardzo mi pomożesz udostępniając ten post, lubiąc go na facebook i komentując. Jestem wciąż “malutkim” twórcą i to właśnie dzięki Twojej niewielkiej pomocy mogę dotrzeć z przydanymi informacjami do większego grona rodziców. 

Jeśli nie wiesz czy warto się dzielić tym co piszę, sprawdź co piszę sama o sobie. Może mamy podobne podejście do życia 🙂

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest

Skomentuj - włącz się do dyskusji

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel

39 Responses

  1. Słuchając audiobooka bym zasnęła na bank! To lepiej niż pewne 😀 Czytanie mnie usypia, a co dopiero słuchanie, jak ktoś czyta 😀 stanowczo wolę muzykę. Jestem zdania, że nie wolno się zamykać w czterech ścianach. Potem ludzie się dziwią, skąd ten baby blues? Zwiedzajcie, odwiedzajcie znajomych, bawcie się 🙂 Jesteście młodzi o korzystajcie z życia. I gratuluję synka w drodze 🙂 <3

  2. Oj jak ja wam zazdroszcze tego wyjazdu. Sama bym sie wybrała nad morze. Nasza mała ma co prawda 5 miesięcy i nawet na poczatku byl plan na wyjazd ale wszystko poszlo nie tak. Po pierwsze, nie mamy samochodu. A żeby pojechac z kimś to zbyt trudnw do ogarnięcia: 2 pary, fotelik z dzieckiem, wózek, nasze rzeczy i rzeczy małej, no nie da rady. Po drugie lwestia finansowa. Pewnie daloby radę pojechac niedrogo, ale nie mamy czym… ale widać po was ze wakacje z malym dzieckiem nie sa niemozliwe.

    1. No jak mała miała 5 miesięcy to bym nawet nie myślała o wyjeździe… Było dość… Strasznie ;p Mamy teraz nagła zmianę humoru i jest fajnie 🙂 no koszty są niekiedy większe niż wyjazd za granicę… O własny samochód wiele ułatwia… 🙂

  3. Polskie morze zawsze spoko i piasku można się najeść:)

    Byliśmy nad morzem jak Lila miała 5 miesięcy. Pendolino, bo podróże samochodem bardzo źle znosi (tak źle, że jak mam z nią jechać gdzieś 15 min, to dostaje skurczu żołądka). Polecam przedział dla rodzin z dziećmi, ale trzeba kupić wcześniej bilet, bo jest tylko takie 3 na pociąg.

    Łóżeczka turystyczne nie trzeba wozić. Wystarczy tylko znaleźć mieszkanie/hotel, które udostępnia je za darmo.

    1. My akurat odwiedzaliśmy znajomych, bo chcieliśmy wszystko zrobić tanim kosztem – stąd wybór samochód zamiast pendolino 🙂 Ale nie wiedziałam o przedziałach dla rodzin – młody rodzic wciąż wszystkiego się uczy! 🙂

  4. Dodałaś mi otuchy! My za tydzień wyriszamy nad morze do brata męża i trochę się martwimy. To pierwsza nasza tak daleka podróż z dwulatkiem. Jedziemy do Gdyni ale o Gdańsk również zahaczymy 😉

      1. Dzieki 😉 Wyruszamy w środku nocy ale nie wiemy jak to będzie bo zawsze 6ranoamy pobudkę a maly często marudzi podczas jazdy autem.

  5. My byliśmy z Alą gdy miała 5 miesięcy. O wiele lepiej znosiła jazdę autem niż teraz, bo głównie całą drogę spała. A jechaliśmy ze Śląska więc spory kawałek drogi. No i karmię piersią, wiec logistycznie jest jednak łatwiej. Ze względu na Alę wzięliśmy też domek kempingowy, żeby było więcej miejsca. W sumie to żałuję tylko tego, że była na tyle mała, że jeszcze za bardzo nie cieszyła się z plaży czy wody.

Dodaj komentarz

polub, Fajnie tam jest!

Subskrybujemy?
pewnie, że tak!

Robimy zdjęcia?

Ostatnio pisałam o:

Wypowiem się

Dzidziusiem warto zająć się!

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na to, wyjdź ze strony. Jeżeli dasz radę pogodzić się z tym faktem, kliknij “OK!”. Jeśli chcesz przeczytać o nich więcej przejdź do: POLITYKI PRYWATNOŚCI.